Portal - Stary Sącz
polski Środa - 20 wrzesńia 2017 Eustachego, Faustyny, Renaty     "Sprawiedliwi mało mówią, a wiele czynią" - Z Talmudu
Strona główna / Z Grodu Kingi - nr 4 (179) 2012 r.
Menu
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Wywiad z Agnieszką Borowską - Prezesem Fundacji Media Evolution
Wiara, nadzieja i miłość w blasku Zmartwychwstania
Ksiądz Roman Stafin - moja Msza święta
Wesołego Alleluja! Rozdzwoniły się dzwony na Wielkanoc!
ŻYCZENIA ŚWIĄTECZNE
Kwiecień - kalendarium
Ogłoszenia i Kronika parafialna
Wiekopomne odkrycie
Ania - uczennica LO im.M.Skłodowskiej-Curie - jedzie do Brukseli
II Festiwal Młodych Talentów w Starym Sączu
Placówka Opiekuńczo-Wychowawczej Wsparcia Dziennego?
PRZYKAZANIE MIŁOŚCI - korespondencja z Londynu
Stypendyści z Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych
AKTYWNOŚĆ STOWARZYSZENIA >GNIAZDO<
VI STAROSĄDECKIE DNI KSIĘDZA JÓZEFA TISCHNERA
Bóg jest Miłością
Czytelnicy piszą
Historia Parafii pw.św.Elżbiety w Starym Saczu od XIII wieku do 1786 r. (22)
Kalendarium - KWIECIEŃ

.
Wywiad z panią Agnieszką Borowską
- Prezesem Fundacji Media Evolution,
dziennikarką telewizyjną, reporterką,
autorką programów, prezenterką i producentką
NAWET NAJLEPSZA TERAŹNIEJSZOŚĆ MARZY
O LEPSZEJ PRZYSZŁOŚCI
 
Gdzieś w okolicach Krynicy Zdrój w autokarze postanowiłam przeprowadzić wywiad z panią Agnieszką Borowską, która realizowała projekt „Moja szkoła jest medialna - młodzi liderzy” w LO im.Marii Skłodowskiej-Curie w Starym Sączu. Weszliśmy na nieprzetarty szlak dziennikarstwa najpierw przez warsztaty medialne, a potem podbijając swoją pracą, lokalne media. Po całym dniu z kamerą w terenie każdy był okropnie zmęczony, a ja byłam ciekawa, co niesie ze sobą tak naprawdę praca dziennikarza.
Należy również podkreślić, że okazja była niezwykła. Pani Agnieszka bowiem zajmowała się dziennikarstwem śledczym, społecznym, informacyjnym. Była dwukrotnie nominowana do nagrody Grand Press w kategorii dziennikarstwo śledcze. Otrzymała specjalną nagrodę najbardziej prestiżowego konkursu telewizji regionalnych w Europie „Circom”. Jej pasją są autorskie projekty społeczne. Poza tym jest członkiem rady społecznej Towarzystwa Przyjaciół Dzieci.
.

.
Kiedy zdecydowała się Pani zostać dziennikarzem? Czym się to przejawiało?
    Agnieszka Borowska: Interesowałam się wieloma rzeczami: teatrem, literaturą… i pewnego dnia usłyszałam informację w telewizji lokalnej, że organizowany jest casting dla młodych reporterów ogłoszony przez Rozgłośnię Harcerską. W tamtych czasach było to radio niezależne, pełne rockowego brzmienia, dużo luzu. Harcerze nie śpiewali na antenie „Płonie ognisko w lesie…” tam grały wszystkie ówczesne wywrotowe zespoły. To był taki powiew niespotykanej wtedy świeżości, co mi się bardzo podobało.  Poszłam na ten casting i go wygrałam. Okazało się, że mogę być prawdziwą reporterką! Najpierw musiałam się uczyć, w międzyczasie studiowałam, a w redakcji mogłam pogłębiać praktyczne umiejętności. W RH zaczynało wielu dziennikarzy, pracowałam z Jerzym Owsiakiem, Pawłem Sito, Beatą Grabarczyk Polsat, Arturem Andrusem Pr III PR. To było bardzo wesołe, młodzieżowe grono. Pierwszym moim zadaniem było zrealizowanie sondy ulicznej na temat chorych na AIDS. Wyszłam na ulice z kilkukilogramowym magnetofonem szpulowym, który się nazywał Uher. Pierwszy facet zapytany przeze mnie co sądzi o chorych na AIDS odpowiedział krótko i wulgarnie „s...” (śmiech). No, ale tak to bywa w pracy reporterskiej. To co dzieje się w życiu, na ulicy między ludźmi znajduje odbicie w pracy dziennikarza. Zrobiłam tę sondę, później musiałam ją sama zmontować przy pomocy wielkich maszyn z lat 60. i tak się zaczęło. Rozpoczęłam pracę w serwisach informacyjnych krok po kroku rockowe radio „Wawa”, gdzie byłam DJ’em i producentem news, potem Telewizja Polska, TVP2 „Panorama”, TVP1, gdzie zdobyłam własny program w primetime i równolegle pracowałam w TVP Warszawa. To była moja droga od praktykantki, reporterki do programów autorskich i tego, co teraz robię, czyli działania w Fundacji na rzecz edukacji medialnej, która jest moim dzieckiem. Warsztaty medialne, które prowadziłam z Robertem Kazimierskim to bardzo nowoczesna forma edukacji, prawdziwa awangarda, zasmakowaliście prawdziwej przygody z nowoczesną technologią i wyzwaniami Public Relations. To jedyny taki projekt w Polsce, w którym młodzież pracuje w mobilnym studiu telewizyjnym i tworzy swój produkt medialny, żeby go potem zapromować w przestrzeni publicznej. Wam to się wspaniale udało, gratulacje!  Wszystkich zainteresowanych zapraszam na stronę www.mediaevo.pl, gdzie możecie porównać pracę uczniów LO w Starym Sączu z innymi projektami w Polsce.
 
Dziennikarstwo to zawód czy pasja?
    A.B.: Myślę, że absolutnie to pasja i styl życia. Nie wierzę w to, że dziennikarzem można zostać tylko dlatego, że skończyło się kierunkowe studia. Zresztą redakcje stawiają na ludzi z szerszymi kompetencjami, lepsze są studia społeczne, np. socjologia, stosowane nauki społeczne, stosunki międzynarodowe, politologia. Najważniejsze jednak w tym zawodzie są cechy interpersonalne. Odradzam w ogóle studia dziennikarskie z prostego powodu. Dziennikarstwo to jest pewnego rodzaju ciekawość świata, wyostrzenie na sprawy społeczne, myślenie o dobru publicznym to wszystko jest w „kanonie” życia człowieka odpowiedzialnego za świat, w którym przyszło mu żyć, a nie w uczelnianych sylabusach. Myślę, że nawet wśród dziennikarzy te wartości dzisiaj gdzieś są odsunięte przez konieczność pracy, rywalizacji, czasem ta pasja jest gdzieś tam „zjedzona” przez rutynę. Odnalezienie własnej drogi jest wielką wartością w życiu człowieka, którą musimy ocalić do samego końca. Myślę, że ten zawód daje szanse ciągłego rozwijania się i to jest fantastyczna przygoda. Mieć własne opinie to dzisiaj rzecz na wagę złota! Najpierw jest informacja, na podstawie, której tworzymy sobie opinie, ale musimy mieć szerszy kontekst, nie możemy tylko opierać się na kilku danych, musimy wiedzieć więcej. To jest najfajniejsze w tym zawodzie, ciągle się rozwijam, szukam nowych odpowiedzi, poznaję świat na wielu poziomach, analizuję go i odkrywam.
 
Co jest w dziennikarstwie spirytus movens- siłą sprawczą popychającą człowieka do działania?
    A.B.: Potrzeba spełnienia się to jest pierwsza rzecz, jaka niesie motywację do ciągłego doskonalenia się. W moim dziennikarstwie dominująca była chęć niesienia pomocy ludziom. Zdarzały się sytuacje, kiedy ryzykowałam bardzo wiele, bo chciałam pomóc. Musiałam wtedy postawić na szali całe swoje bezpieczeństwo zawodowe, musiałam się narazić różnym ludziom, wejść w konflikt w obronie jakiegoś człowieka, dzięki temu czułam, że mogę odwrócić bieg złych wydarzeń. Zdarzało się tak, że dzięki temu, że „dotknęłam” kamerą jakiegoś tematu nagle wszystko zmieniało na lepsze. Czułam, że ta siła mediów powinna być wykorzystywana dla dobra ludzi, dla przywrócenia równowagi, nadaniu rangi zwykłemu bezsilnemu człowiekowi, którego niszczyły czasem wielkie siły. Czasem moja praca sprowadzała na mnie sytuacje niebezpieczne. Zwłaszcza, gdy zajmowałam się dziennikarstwem śledczym. Za temat o ułaskawieniu przez prezydenta jednego z szefów gangu pruszkowskiego Andrzeja Zielińskiego pseudonim „Słowik”, zostałam nominowana do nagrody Grand Press w kategorii dziennikarstwo śledcze. Zapłaciłam jednak ogromną cenę za swoją odwagę. Przez miesiąc mieszkałam z ochroną, redakcja i ja odebraliśmy groźby od jednego z prominentnych parlamentarzystów, byłego ministra sprawiedliwości. Mówiono wprost o wyroku, jaki wydały na mnie grupy przestępcze. Nikt nie był na to przygotowany ani ja ani redakcja. Mój program Kronika Kryminalna Jedynki bił wtedy rekordy oglądalności, ale realizacja tematów o przestępczości niosła za sobą wiele niebezpieczeństw. Zawsze sprawy kryminalne traktowałam w perspektywie społecznej to znaczy, że na końcu są zwykli ludzie, których dotyczy jakieś nieszczęście czy to jest zabójstwo, czy napad, czy przestępstwo seksualne. Jako pierwsi w latach dziewięćdziesiątych zrealizowaliśmy dużą kampanię na rzecz ofiar przestępstw. Wywieraliśmy nacisk na rząd, aby wzmocnił pozycję ludzi poszkodowanych w procesie karnym, doprowadziliśmy do stworzenia karty praw ofiary przestępstwa. Dzięki moim programom mogłam wielu ludziom pomóc. Myślę, że w perspektywie lat to były tysiące interwencji i dochodzeń dziennikarskich.
 
Jak odnaleźć sens bycia dziennikarzem na tym etapie, na którym jesteśmy?
    A.B.: Pierwsza jest praktyka, dzięki temu od razu poczujesz czy to cię satysfakcjonuje czy nie, czy doskonalisz się, podoba ci się ten ciągły rozwój, wysokie tempo pracy, walka, jaką codziennie staczasz o informacje i prawdę. Trzeba robić reportaże, kręcić filmy nawet komórką, obserwować wydarzenia, zadawać pytania „czy tak powinno być”, czy ktoś mówi nam prawdę, interesować się światem, zdarzeniami. Sposobem wyrażania siebie i kontaktu jest chociażby popularny Facebook. Co mogę doradzić wam już dzisiaj? Na pewno prowadzenie własnego bloga, dzielenie się spostrzeżeniami, felietonami, bądź tam, gdzie możesz sprawdzać swoje umiejętności w porozumiewaniu się z innymi ludźmi, bo dziennikarstwo to jest komunikacja. Trzeba się rozwijać językowo, nie czuć się zakłopotanym gdzieś zagranicą, swobodnie nawiązywać kontakty, bo Polska jest krajem, który rośnie, aspiruje, wy możecie nauczyć się dużo od swoich rówieśników np. z Francji, Niemiec, Hiszpanii.  Jesteśmy społeczeństwem, które dopiero umacnia swój system wartości. Często błądzimy, istnieje taki kryzys wartości na rzecz pieniądza. To on stał się tym wyznacznikiem sukcesu. A przecież to nieprawda, bo pasji, miłości, przyjaźni, satysfakcji nie da się kupić. Można w życiu robić różne rzeczy, ale najważniejsze jest to, żeby być przyzwoitym człowiekiem, a cała reszta, w jaki sposób to osiągniemy tak naprawdę nie ma znaczenia. Żyjmy jednak ciekawie i mądrze, żeby nie żałować, że coś nam umknęło. Trzeba się rozwijać poznawać nowe rzeczy, cieszyć się z kontaktu z mądrymi ludźmi, szukać ludzi lepszych od siebie. To jest najważniejsze: szukać ludzi LEPSZYCH OD SIEBIE, żeby uczyć się od nich.
 
Jonasz Kofta napisał takie piękne słowa: „Żeby coś się zdarzyło, żeby mogło się zdarzyć i zjawiła się miłość, trzeba marzyć”. Czy w ówczesnym świecie jest miejsce na marzenia?
    A.B: Marzenia są potrzebne, żeby pocieszyć w sytuacji, kiedy nie mamy jeszcze tego o czy marzymy. Marzenie daje nam taką perspektywę i to fantastyczne, ale ja mówię tak: Marzyć pod warunkiem, że to realizujemy. Jeśli marzymy o tym, żeby być szczęśliwym człowiekiem, znaleźć swoje miejsce na ziemi i zawód, to już można zaplanować tysiąc drobnych kroczków. Nie warto tracić czasu tylko na marzenia, bo marzyć można przez całe życie, czyli czekam i czekam aż ktoś przyjdzie i mnie odkryje. Trzeba wyjść przed szereg, pokazać się światu, że umiem to, jestem fajna, mam w sobie potencjał, chce wam to pokazać.
 
Jakie cechy powinien mieć dobry dziennikarz?
    A.B.: Bystry, dociekliwy, uczciwy, konsekwentny, wrażliwy. Stawiam na te pięć cech. Nie może być to tylko ktoś wyrachowany, który szybkością wyprzedza innych. Nie chodzi o to, żeby być pierwszym, chodzi o to żeby być w porządku, blisko prawdy i coś wnosić tą publikacją do życia innych.
 
Dziękuję za znalezienie kilku minut czasu, żeby udzielić mi wywiadu. Życzę Pani samych sukcesów na drodze zawodowej i prywatnej.
 
Iwona Król - uczennica klasy dziennikarskiej
LO im.Marii Skłodowskiej-Curie w Starym Sączu
 
Interaktywna Polska
Webmaster: Jan Czech