Portal - Stary Sącz
polski Niedziela - 24 wrzesńia 2017 Dory, Gerarda, Maryny     "Przeszłość i teraĄniejszość są dla nas środkami; celem jest tylko przyszłość" - Blaise Pascal
Strona główna / Z Grodu Kingi - nr 5 (180) 2012 r.
Menu
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Festiwal Przygody I Podróży - Stary Sącz 23-25 marca 2012 r.
Światowy Dzień Poezji - 21.III 2012 - Paryż
Rzymskie wspomnienia Starosądeczanki
Uroczystość NMP Królowej Polski i Święto Narodowe - 3 Maja
Diecezjalne Centrum Pielgrzymowania - czas papieskich rocznic
ŚWIĘTO MIŁOSIERDZIA
Ks.Roman Stafin - MOJA MSZA ŚWIĘTA
Księdza dziekana Pawła Tyrawskiego już nie ma z nami!
MAJ - kalendarium
Strona tytułowa
Ośrodek Pomocy Społecznej w Starym Sączu
Wielkanocna tradycja w starosądeckim gimnazjum
Gminne obchody Dnia Zdrowia w Starym Sączu
Kapliczka Matki Bożej Bolesnej w Czerńcu
Festyn czytelniczy z cyklu >Z książką na walizkach<
MISYJNA RZECZYWISTOŚĆ - korespondencja z Bangladeszu
Przed świętem rodziny z rodzicami o wychowaniu
Ogłoszenia i Kronika parafialna
LO im.Marii Skłodowskiej-Curie w Starym Sączu - Z NAMI WARTO!
Jak wyglądała wycieczka klasy dziennikarskiej do siedzib krakowskich mediów

.
FESTIWAL PRZYGODY I PODRÓŻY
Stary Sącz 23-25 marca 2012 r.
BONAWENTURA - DOBRY LOS
 
    Dobry los to również, a może przede wszystkim, spotykanie na drodze życia, w czasie ziemskiego podróżowania, dobrych, niezwykłych, ciekawych, odpowiedzialnych, rzetelnych, przyjaznych ludzi. Określenia można mnożyć i szeregować według własnej hierarchii ważności. Wszystkie one będą się odnosiły do osobowości spotkanych - poznanych w czasie festiwalowych dni i wieczorów. Myślę, że także do widzów - uczestników tego fascynującego wydarzenia, w którego bogatym programie, oprócz spotkań z podróżnikami, którzy dotarli do najbardziej odległych i egzotycznych zakątków Ziemi, były pokazy filmów, warsztaty, koncerty. Po prelekcjach podróżników można było zakupić książki ich autorstwa i uzyskać autograf.
    O genezie festiwalu szczegółowo pisałam w poprzednim numerze, jak również przy pierwszej jego edycji. Stwierdzić jednak należy, że był to świetny pomysł, na co dowodem były kuluarowe wypowiedzi licznie zebranych widzów.
Dobrze, że dzięki Fundacji Rozwoju Ziem Górskich, wiele imprez wpisuje się w starosądecki kalendarz wydarzeń kulturalnych. I na pewno Festiwal Przygody i Podróży „Bonawentura” należy do sztandarowych, cyklicznych przedsięwzięć i oby był organizowany przez wiele kolejnych lat.
Organizator i prowadzący swe dzieło Wojciech Knapik - aktualnie prezes FRZG, na wstępie, z nieskrywanym wzruszeniem, przywołał pamięć patrona festiwalu, swego brata Tomasza Bonawentury Knapika, który będąc tarnowianinem, znany był również w Starym Sączu, dzięki przeprowadzonemu w szkołach cyklowi prezentacji, mających na celu zachęcenie młodzieży do podróżowania.
Tegoroczna druga już edycja Festiwalu rozpoczęła się już w piątkowe popołudnie 23 marca i składała się z pięciu modułów, w których skład wchodziły zarówno zapierające oddech w piersiach filmy, pasjonujące pokazy i opowieści o niezwykłych podróżach.
Po oficjalnym otwarciu imprezy przez burmistrza Jacka Lelka - któremu w bieżącym roku przyszło wystąpić w roli Gospodarza Miasta - festiwalowy maraton rozpoczął pokaz Jacka Wnuka z Krosna, zatytułowany „Powidoki z Karpat Wschodnich”. Bliskie nam nie tylko geograficznie ukraińskie Karpaty Wschodnie, historyczne krainy Huculszczyzna i Bojkowszczyzna - góry i rozległe połoniny, tereny zamieszkiwane przez pasterzy, to rejony, które do dzisiaj zachowały wiele tradycyjnych elementów, które mimo to są dla nas jednak niezwykle egzotyczne.
Oczyma wyobraźni wędrowaliśmy - słuchając opowieści o przygodach Jacka Wnuka, który od piętnastu lat, już kilkadziesiąt razy wyprawiał się w tę niezwykłą krainę. Oglądaliśmy zdjęcia jego autorstwa, które przybliżały nam ten bliski, a jednak jakże daleki świat.
Jacek Wnuk jest absolwentem UMCS w Lublinie a efektem jego wędrówek w Karpaty Wschodnie są prace dyplomowe: z geografii i fotografii realizowanej w czasie studiów na PWSFTviT w Łodzi. Swą barwną opowieść - pasjonata rozmiłowanego w tych górach i ich mieszkańcach podsumował: „Huculszczyzna daje możliwość odnalezienia czegoś szczególnego, czego nigdzie indziej nie warto szukać”.
Jacek Wnuk prowadzi projekt internetowy www.karpatywschodnie.pl do odwiedzania, którego serdecznie zachęcał.
Każdy podróżnik na swą prezentację miał do dyspozycji jedną godzinę. Uczestnicząc nieomal we wszystkich pokazach, widziałam, jak trudno było się ich autorom zmieścić w wyznaczonym czasie. Wszyscy prezentujący swe wyprawy opowiadali o swych dokonaniach z wielką pasją.
Tego wieczoru można było uczestniczyć w spotkaniu autorskim z Andrzejem Stasiukiem: „Podróże według Stasiuka” - prowadzonym ze swadą przez Wojtka Knapika.
Urodzony w 1960 roku w Warszawie prozaik, autor m.in.: „Murów Hebronu”, „Jadąc do Babadag” (Literacką Nagroda Nike 2005) i „Opowieści galicyjskich’ od lat mieszka w Wołowcu w Beskidzie Niskim niedaleko Gorlic.
.

.
Tytułowe „Podróże…” przez tzw. zapomnianą Europę: Słowację, Węgry, Rumunie, Słowenię, Albanię, Mołdawię oczywiście Polskę są kanwą jego twórczości, którą określa, jako „fikcyjny reportaż”. Opowieść o odwiedzanych miejscach Autor wzbogacił pokazem slajdów ukazujących codzienne życie w miastach, leżących poza uznanymi za atrakcyjne turystycznie, szlakami. Kierunek południowo-wschodni i bardziej wschodni, jest najczęściej obierany przez Andrzeja Stasiuka - dlatego w Starym Sączu bywa rzadko, ale podoba mu się tutaj.
    Przekraczanie granic - państw, różnych kultur, czasu - powrót do przeszłości. Dzięki muzyce. To oczywiście możliwe, a jakże! Na Festiwalu Podróży i Przygody. Vladimirska - to zespół, który grał, śpiewał i dał przedstawienie, którego klimat znany jest z dawnego cyrku, w którym ogromną rolę odgrywała muzyka i bajkowa sceneria. Sam zespół określa swój charakter i styl, jako „retro-cyrkowo-folkowy”.
.

.
Kanadyjsko-polsko-grecki zespół pokazał, jak można być jednocześnie retro -i na czasie. W ich melodiach słychać było nostalgiczne nuty klezmerskich śpiewów, i ogniste, gorące, bałkańskie brzmienie, uzyskane dzięki akordeonowi, gitarze, trąbce, saksofonowi barytonowemu i perkusji.
Wokalistka Scotia Gilroy, grająca również na akordeonie, jest kanadyjką od 11 lat mieszkającą w Polsce. Przyjemnie było znaleźć się w atmosferze stworzonej przez zespół.
    Wcześniej dzięki filmowi w reżyserii J.Porebskiego „Kukuczka” mogliśmy poznać jednego z najwybitniejszych himalaistów świata, który jako drugi człowiek na Ziemi zdobył „Koronę Himalajów” i Karakorum - wszystkie 14 szczytów o wysokości ponad 8 tysięcy metrów (pierwszy był Reinhold Messner, któremu zajęło to 17 lat, Kukuczce niespełna 8). Uznawany jest za jednego z najwybitniejszych himalaistów XX wieku.
W filmie wykorzystane są archiwalne fragmenty dokumentalne z wypraw w Himalaje, w których brał udział Jerzy Kukuczka (ur. 24 marca 1949 - zm. 24 października 1989 na Lhotse w Nepalu), takie, w których wypowiada się tytułowy bohater oraz wspominają go: Reinhold Messner, Kurt Diemberger - pierwszy człowiek, który stanął na Daulagiri i Broad Peak, meksykanin Carlos Carlioso, który wspinał się z Kukuczką, autorka książek o górach Bernadette Mc Donald, jego żona - Cecylia Kukuczka, syn Wojciech Kukuczka i himalaista Krzysztof Wielicki. Ci ludzie ukazują i potwierdzają wyjątkowość Polaka, legendarnego wspinacza, który swej pasji - miłości do gór i wspinaniu poświęcił swe życie. Film jest hołdem wyżej wymienionych autorytetów złożonym Kukuczce, za jego wyjątkowość: „Spośród 14 ośmiotysięczników zdobytych w latach 1979-1987, na 10 wszedł nowymi drogami (poza swoim pierwszym ośmiotysięcznikiem wspinał się albo w ekstremalnie ciężkich warunkach zimą albo nowymi trasami), 7-krotnie w stylu alpejskim, na 4 - po raz pierwszy zimą, na 1 szczyt samotnie - żaden inny zdobywca 14 ośmiotysięczników nie może pochwalić się takim bilansem. W ciągu niespełna dwóch lat (21 stycznia 1985 r. – 10 listopada 1986 r.) zdobył sześć ośmiotysięczników, z czego aż trzy po raz pierwszy zimą, na trzech kolejnych wytyczył nowe drogi (w tym niezwykle trudne na Nanga Parbat i K2). Wolno się aklimatyzował, za to słynął z ogromnej wytrzymałości psychicznej i fizycznej” (Wikipedia).
Sobotnie spotkanie festiwalowe rozpoczął seans australijskiego filmu z 2003 roku „Samotnie przez Australię” w reż. I.Darling, J.Muir
„Jon Muir to australijski wspinacz skałkowy, himalaista i podróżnik, prawdziwy twardziel. W 1988 roku stanął na wierzchołku Mount Everestu, a w 2002 dotarł pieszo do Bieguna Północnego. W tzw. międzyczasie stale poszukuje niekonwencjonalnych wyzwań. Film to jego autorska relacja z wyczynu, który planował przez lata. Samotnej, pieszej wyprawy w poprzek Australii, bez przerw, bez wsparcia, bez depozytów. Jon wyruszył z południowego wybrzeża, pokonał 2.500 km i po 128 dniach dotarł na przekór niedowiarkom na północny kraniec kontynentu australijskiego. W podróży towarzyszył mu jedynie mały piesek Seraphine. Wyczyn przyniósł Ionowi sławę większą, niż jego himalajskie czy polarne dokonania, a film został nagrodzony na liczących się festiwalach” napisano w recenzji. Niesamowity film! To wyzwanie dla tych, którym zawsze i ciągle źle!
W ramach imprez towarzyszących Festiwalowi zorganizowane zostały warsztaty gry na bębnach afrykańskich djembe, które poprowadził Dominik Muszyński. Sam będąc bębniarzem również jest instruktorem gry na bębnach i etnicznych instrumentach perkusyjnych z różnych stron świata. Specjalizuje się w grze na bębnach afrykańskich (conga i djembe). Jest liderem zespołu WADADA (czyt. ładada), z którym wiele koncertujew. W ciągu 16 lat działalności scenicznej, zagrał blisko 1000 koncertów.
 
W historii ludzkości rytm bębna był używany we wszystkich kulturach.W kulturze Afryki szczególną rolę odgrywają bębny djembe - wykonane z drewna i mające kształt kielicha, czy też klepsydry, z membraną ze skóry (najczęściej koziej lub antylopiej).
Uczestnicy warsztatów wystąpili w sobotę z mini recitalem, w ramach projektu Wadada Unique Brands EtnoSchool.
W ramach sobotniego modułu C zaplanowano kolejne pokazy podróżników.
„Gwatemala - w poszukiwaniu detali”, to bardzo barwna w rzeczywistości i przenośni opowieść Dominiki Zaręby z Krakowa.
Dominika Zaręba do Gwatemali jednego z najbardziej indiańskich krajów Ameryki Łacińskiej - wybrała się razem z dwuletnią wówczas córeczką Jagodą i siostrą. Najwięcej czasu spędziły nad jeziorem Atitlán w wiosce San Pedro la Laguna, zamieszkałej przez Indian Tz’tujil, potomków Majów, ucząc się języka hiszpańskiego w ekologicznej szkole na brzegu jeziora i siłą rzeczy uczestniczyły w codziennym życiu Indian. Jagódka i jej mama ubrane były w kolorowe indiańskie stroje, a mała podróżniczka dzielnie asystowała swej mamie równie barwnie opowiadającej o ich kobiecej wyprawie, oczarowując słuchaczy magią Gwatemali, ukrytą właśnie w szczegółach otaczającej przyrody, rzeczywistości - w kolorach i detalach choćby strojów, czy sprzętów.
Kolorowy świat, widziany oczami dziecka. Nawet tego dziecka, które tkwi w każdym z nas.
Jakub Rybicki. Fotograf, podróżnik, reporter. Kolekcjoner dziwnych czapek. Pasjonat Azji Centralnej i Syberii. Białostocczanin, obecnie mieszka w Poznaniu. Absolwent socjologii i wschodoznawstwa.
I jego pokaz „Hindukusz i afgańskie zabawy z bronią” z wyprawy do Afganistanu, którą wraz z Krzysztofem Mularskim odbył w sierpniu i wrześniu 2010. Dwa miesiące spędzili w najdalszych, ale za to spokojnych zakątkach tego kraju. Zrealizowanym celem ich wyprawy było zdobycie najwyższej góry Afganistanu - Noszaka (7492 m n.p.m.) w 50 rocznicę pierwszego polskiego tam wejścia. Była to jednocześnie pierwsza od 34 lat polska wyprawa w tę część Hindukuszu. Podróżnicy przemierzali kraj pieszo, autostopem, konno i na ośle, docierając do żyjących w górach Kirgizów. Obserwowali wybory do afgańskiego parlamentu - Wolesi Jirga.
Jak zapadła decyzja o wyjeździe w ten rejon?
„Internet, gazety, książki - dochodzimy do uzasadnionego przekonania, że w Dolinie Wachanu, leżącej u stóp Wysokiego Hindukuszu, jest bezpiecznie. Talibów nie było, nie ma i, Inszallach, nie będzie. Decyzja może być tylko jedna - jedziemy!
Na miejscu okazuje się, że jest lepiej, niż sądziliśmy. Bieda z nędzą, lamblie i inne … czyhają wprawdzie na każdym kroku, ale z Talibami faktycznie nie ma żadnego problemu. Ludność miejscowa to Ismailici, coś w rodzaju naszych dawnych, nieuznających przemocy w rozwiązywaniu konfliktów Arian. Są odrębni narodowościowo - to Wachowie, zajmujący się prymitywnym rolnictwem (trójpolówka), a nie wojowniczy Pasztuni”.
Anna Nacher i Marek Styczyński w czasie pokazu „Trekking w Laponii - wszystkie odcienie zieleni” opowiedzieli „O bezkresnych przestrzeniach tundry, idealnych do uprawiania trekkingu ekstremalnego, który niemal całkowicie wyłączy nas z codzienności”
„Na szlakach Gór Skandynawskich między Parkiem Narodowym Abisko a Parkiem Narodowym Padjelanta łatwo można zanurzyć się w niemal nietkniętej ludzką ręką przyrodzie i - z rzadka - spotkać podobnych poszukiwaczy czasu płynącego w zupełnie innym rytmie, niż ten, do jakiego przyzwyczaiła nas miejska dżungla”.
„Hajer w Afryce" - ale czad! Mieczysław Bieniek vel. Hajer jest górnikopodróżnikiem. Ślązak z krwi i kości. W średnim wieku, średniego wzrostu. Żona, dorosła już córka i zadbane mieszkanko w blokach na katowickim Nikiszowcu. Do tego górnicza emerytura, przymusowa, bo w wypadku w kopalni „Wieczorek” Mietek ledwo uszedł z życiem. Doznał zapalenia nerwu krzyżowego, częściowo stracił wzrok i słuch. Musiał przejść na emeryturę. Nie załamał się, tylko zabrał za wojaże po świecie. Bez języka, bez przewodników, bez map - tak zapowiedziany został autor kolejnego pokazu.
Na Festiwalu opowiedział o jednej ze swoich wypraw, której trasa wiodła przez; Egipt, Sudan, Etiopię, Dżibuti, Erytreę i Czad. Wszystko opowiedziane częściowo śląską gwarą, z niespotykaną swadą, humorem.
Gdy Andrzej Pietyra był po raz pierwszy na Alasce, stary Meksykanin, z którym się przyjaźnił, podczas pożegnania powiedział mu: „Ona Cię ma”. Z początku nie wiedział, o co mu chodziło, ale po kilku miesiącach w już Polsce zrozumiał, musiał tam wrócić. Alaska sobie tylko znanym sposobem wołała go ku siebie. Szczególna więź ich połączyła, co ewidentnie dawało się odczuć w czasie pokazu; „Alaska - ostatni przyczółek dzikości”. Przytoczona opowieść tylko potwierdzała to odczucie.
 
„Aconcagua Richter Expedition 2011 - czyli jak Jurand z Zadyszką Kamiennego Strażnika pokonali” pokaz Łukasza Żelechowskiego z udziałem Katarzyny Pinkosz.
29 stycznia 2011 r. leżący w Andach, najwyższy szczyt obu Ameryk Aconcaguę, zaliczany do Korony Ziemi (6962 m n.p.m.) zdobyli: Łukasz Żelechowski - informatyk, dziennikarz radiowy przez kolegów zwany Jurandem, ponieważ nie widzi od urodzenia, dla którego był to trzeci szczyt tzw. Korony Ziemi oraz Piotr Pogon - zwany Panem Zadyszką, gdyż mając wycięte jedno płuco - świszcze, wspinając się po górach) - od ponad 20 lat zmagający się z nowotworem, pierwszy człowiek na świecie który po resekcji płuca bez aparatu tlenowego zdobywa najwyższe szczyty (m.in. Kilimanjaro, Elbrus, Mt.Kenya);
Wyprawa miała dramatyczny przebieg i odbiła się szerokim echem w mediach. Wyprawa stała się świadectwem wzajemnego poświęcenia. Bez pomocy pozostałych członków zespołu tj. Arkadiusza Mytki (eksploratora Patagonii, oraz Bogdana Bednarza (z żywieckiej Grupy GOPR) - nie miałaby tak szczęśliwego finału.
Na festiwalowym pokazie, jak przystało na nauczyciela informatyki, sam obsługiwał swego laptopa i wspaniale relacjonował swe zmagania z Wielką Górą. Mówił też o swoim „widzeniu” dotykiem, zapachem, dźwiękiem, o przełamywaniu barier i pokonywaniu problemów, które nawet dla osób widzących stanowią nie lada wyzwanie. Było o wyrozumiałości i przyjaźni. Przekonywał, że nie ma rzeczy niemożliwych do osiągnięcia, że warto mieć marzenia i nigdy nie można się poddawać.
.

.
Łukasz od razu zdobył serca bardzo licznie zebranej publiczności. A gdy powiedział, ze dla niego najpiękniejszymi górami są Tatry, że niejednego mógłby przez nie poprowadzić, na dodatek zaśpiewał po góralsku.
Nie ma więc w tym nic dziwnego, że to właśnie Łukasz Żelechowski zdobył nagrodę publiczności „Bonawentura 2012”.
Nagrodę główną wylosował Tomasz Nawrocki z Krosna, a stanowił ją obraz chińskiego malarza Huang Guang Hui, który namalował go w trakcie ubiegłorocznego Międzynarodowego Pleneru Malarskiego.
Nie sposób nie wspomnieć o pokazie Ani i Roberta Maciągów spod Jeleniej Góry zatytułowanym „Tysiąc Szklanek Herbaty - wspomnienia z Azji Środkowej”. Jego autorzy przejechali na rowerach bardzo wiele regionów świata. W 2010 roku zrealizowali projekt „Rowerem przez Jedwabny Szlak” i przejechali z okolic Morza Śródziemnego do Chin. Dokładnie tym samym szlakiem, którym przed wiekami podążały karawany. Opowiedzieli nam o jednym z etapów tej podróży, a dodatkowo można było obejrzeć wystawę fotografii Roberta „Twarze Jedwabnego Szlaku”.
Szymon Kowalczyk z Myślenic zaprezentował swą wędrówkę przez rzadko uczęszczane rejony pogranicza - „Na ścieżkach Bożej Armii Oporu - Uganda i Sudan Południowy”.
I tak tuż przed północą zakończył się kolejny dzień festiwalu.
Na niedzielę też zapewniono bardzo bogaty program pokazów i filmów m.in.: „180 stopni na południe”, reż. Ch.Malloy, USA, prezentację „Brama Beskidu - w widłach Dunajca i Popradu” (K.Bańkowski, prezentację dr Alicja Wajrak-Fałowska /Nowy Sącz/ „Podróżuj bezpiecznie” (medycyna podróży), pokaz Wojciech Knapik /Nowy Sącz/ „Buenaventura Colombia”, pokaz Natasza Styczyńska, Ned Andrzej Ambroziak /Kraków/Warszawa/Sofia/ „Magiczny Bałkan – Land Roverem przez bezdroża Rodopów”, filmy: „Śmietnisko”, reż. L.Walker, Brazylia/Wlk. Brytania, „Żyć poza systemem”, reż. K.Cegłowska, Polska, „Life in a Day”(Dzień z życia), reż. K.MacDonald, USA i „Długi Marsz 70 lat później”, reż. M.Mamoń, Polska.
    Salę „Sokoła”, w której gościliśmy przez trzy wieczory i dwa dni, opuściliśmy w całkiem licznym składzie trochę przed północą.
I chce się rzec: „To były piękne dni”, bogate w doznania, przeżycia, emocje. I oby przyszły Festiwal Przygody i Podróży „Bonawentura” i czas oczekiwania nań, były naszym dobrym losem związanym z pogodą ducha, przyjaźnią i przygodą.
Jolanta Czech
 
Interaktywna Polska
Webmaster: Jan Czech