Portal - Stary Sącz
polski Niedziela - 24 wrzesńia 2017 Dory, Gerarda, Maryny     "Przeszłość i teraĄniejszość są dla nas środkami; celem jest tylko przyszłość" - Blaise Pascal
Strona główna / Z Grodu Kingi - nr 7-8 (194-195) 2013 r.
Menu
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Rozmowa z ks.dr Romanem Stafinem, kapelanem Sióstr Klarysek (cz.2)
Natalia Brzęk laureatką Ogólnopolskiego Finału XXXIX OWoW
Kalendarium - lipiec-sierpień
Ogłoszenia i Kronika parafialna
Apel o udostępnienie arch. zdjęć budynku SP nr 1 im.Ks.prof.J.Tischnera
Pow. Młodzieżowy Dom Kultury w Starym Sączu - podsumowanie imprez
Uczennica ze starosądec. LO w międzyn. etapie konkursu chemicznego
Dzień Dziecka i Sportu w starosądeckim LO
>Witajcie Wakacje!< - zabawa z wolontariuszami
Wykład dra Marka Jarosińskiego w starosądeckim LO
Punkt informacji turystycznej
ANDRZEJ WOJNAROWSKI - STAROSĄDECZANIN Z PASJĄ
Przedszkolaki w hołdzie bł.Janowi Pawłowi II
Ośrodek Kultury Turystyki Górskiej PTTK na Przehybie - otwarty
Występ artystyczny przedszkolaków z Moszczenicy Niżnej
>ZASŁUŻENI DLA ZIEMI SĄDECKIEJ<
Jubileusz setnych urodzin pana Antoniego Radeckiego
W starosądeckiej świątyni Bożego Miłosierdzia
Święto Rodzin przy Ołtarzu Papieskim
Samorządowcy u św.Kingi
Pielgrzymka - Odporyszów - Dąbrowa Tarnowska - Stara Jastrząbka
Homilia ks.abpa Zygmunta Zimowskiego - Stary Sącz, 30 maja 2013 r.
> OTO WIELKA TAJEMNICA WIARY… <
Wywiad z księdzem arcybiskupem Zygmuntem Zimowskim
Ks.Roman Stafin - Moja Msza Święta
Strona tytułowa

.
Odkrywać skarb
Rozmowa z ks. dr Romanem Stafinem,
kapelanem Sióstr Klarysek (cz. 2)
 
Jak zaczęło się pisanie książki: Odkrywać skarb. Rozważania mistagogiczne o Mszy Świętej, to my już trochę wiemy. Redakcja „Z Grodu Kingi” zwróciła się do Księdza z prośbą, aby Ksiądz coś dla tej gazetki napisał. Ksiądz się jakiś czas wymawiał, ale w końcu się zgodził.
    - Tak, pani Jolanta Czech była w tym „zapraszaniu” - z właściwą jej życzliwością - bardzo konsekwentna. W tym czasie mówiłem kazania o Mszy Świętej na sobotnich mszach sanktuaryjnych, odprawianych w kościele klasztornym. Kazania te, poszerzane i pogłębiane, rozrastały się potem do artykułów publikowanych w kolejnych numerach parafialnej gazetki. A potem powstała myśl, aby je wydać w formie książkowej. Cieszę się, że udało się to zrealizować, no i dziękuję za Wasze zaproszenie, bo bez niego nie byłoby pewno tej książki. Jestem także wdzięczny Wydawnictwu „Biblos” za włączenie jej do swojego planu wydawniczego.
 
Właściwie powinnam teraz zapytać, dlaczego Ksiądz zdecydował się na taki właśnie cykl kazań-rozważań, ale tego nie będę robić, gdyż Msza Święta jest naszym największym - jak to Ksiądz określa - skarbem.
    - Wracają do mnie często słowa św.Jana Vianneya, które Siostry Klaryski umieściły w tle szopki bożonarodzeniowej w roku 2010; był to rok kapłański, a patronem proboszczów jest właśnie ten święty. Powiedział on: „Po konsekracji Bóg jest między nami tak samo, jak jest obecny w niebie. Gdybyśmy w pełni zdawali sobie z tego sprawę, umarlibyśmy z miłości. Bóg jednak oszczędza nas i zakrywa przed nami tę tajemnicę z powodu naszej słabości”. Do tej dodam jeszcze jedną myśl. Otóż kiedyś, jeden z prawosławnych duchownych w rozmowie z Zygmuntem Hołownią, znanym pisarzem i redaktorem programu Religia TV, powiedział, że nie chce, aby mu wyschły łzy przy odprawianiu Mszy Świętej, że nie chce jej odprawiać „na sucho”. No więc rodzą się bardzo poważne pytania: Jak ja, kapłan, odprawiam Mszę Świętą? A jak Pani w niej uczestniczy? Czy dokonuje się w moim sercu „umieranie z miłości”, czy pojawiają się łzy wzruszenia? Takie pytania powinien stawiać sobie każdy z nas: odprawiający kapłan i uczestniczący wierny. Przyznajmy: jakże często dokonuje się to odprawianie-uczestniczenie „na sucho”. Przecież we Mszy Świętej dzieje się rzecz nieprawdopodobna: na ołtarz zstępuje Bóg Wszechmocny i w kawałeczku chleba oraz w kropli wina daje się mnie, małemu człowieczkowi, aby mnie przebóstwić! Jest to cud nad cudami, największy jaki mógłby się zdarzyć na tej ziemi! Jak to się dzieje, że w nas, w spotkaniu z Chrystusem w Eucharystii, jest tyle powierzchowności, rutyny, przyzwyczajenia, a może nawet obojętności? Czy nie jest tak, że za mało znamy liturgię Mszy Świętej?, że nie rozważamy jej tekstów, znaków i symboli? A może po prostu brak nam prawdziwej, głębokiej wiary w to, co się w niej dokonuje? Ojciec Święty Benedykt XVI w liście apostolskim Porta Fidei, ogłaszającym Rok Wiary, wzywał, aby „z większym zaangażowaniem celebrować wiarę w liturgii, a zwłaszcza w Eucharystii”. Trzeba nam odkrywać ten skarb ciągle na nowo, ciągle głębiej, tutaj na ziemi, zanim kiedyś, w niebie, poznamy całą prawdę o nim.
Ufam, że myśli zawarte w tej książce ubogacą odprawianie Mszy Świętej przez nas, kapłanów, i uczestnictwo w niej wiernych.
.

.
Daje się zauważyć, że każdy kapłan odprawia Mszę Świętą trochę inaczej: jeden szybciej, drugi wolniej, jeden głośno, drugi cicho; jeszcze inny ścisza głos i mówi wolniej przy konsekracji; u jednego trwa podniesienie Hostii i Kielicha dłużej, u innego krócej; są też tacy kapłani, którzy wprowadzają w celebrę Mszy Świętej chwile ciszy. Skąd bierze się ta różnorodność? Chyba są jakieś przepisy, które regulują sposób odprawiania Mszy Świętej.
    - Oczywiście. Ogólne wprowadzenie do Mszału Rzymskiego, które jest zamieszczone na początku mszału, podaje zasady odprawiania Mszy Świętej przez kapłana; są one omawiane w czasie studiów teologicznych i każdy kapłan opuszcza seminarium z „wyćwiczonym” sposobem sprawowania liturgii Mszy Świętej. Niemniej każdy kapłan jest trochę innym człowiekiem i w sposobie jej sprawowania wyraża siebie: swój charakter i temperament, swoje uzdolnienia, a przede wszystkim swoją wiarę. Przez całe lata uczyliśmy się my, kapłani, kultury sprawowania Eucharystii od Ojca Świętego Jana Pawła II. W krakowskiej szkole teatralnej znajdowało się zdjęcie kardynała Wojtyły - nie wiem, czy ono jeszcze tam jest - trzymającego Hostię w czasie Podniesienia. Studenci analizując to zdjęcie, uczyli się jak wyrażać sobą to, co się robi, co się przekazuje; jak być całym sobą w dziele, które się dokonuje. Osoby, które uczestniczyły we Mszy Świętej, odprawianej przez Jana Pawła II w jego prywatnej kaplicy na Watykanie, nie zapominają tego przeżycia do końca swojego życia.  Myślę, że każdy z nas, kapłanów, powinien od czasu do czasu robić rachunek sumienia z odprawiania Mszy Świętej: Czy moje słowa, moje gesty, moja postawa – czy one odzwierciedlają głębokie przekonanie serca, że tu jest Pan? To właśnie wspomniane już Ogólne wprowadzenie do Mszału Rzymskiego mówi, że kapłan sprawujący Najświętszą Ofiarę powinien „sposobem zachowania się i wypowiadania Bożych słów ukazywać wiernym żywą obecność Chrystusa” (93). Wierni uczestniczący we Mszy Świętej potrafią łatwo ocenić, czy kapłan, który odprawiał Mszę Świętą, tylko „nieźle” spełnił swój obowiązek, czy też dzielił się wiarą w Chrystusa rodzącego się na ołtarzu.
Mówiąc o sposobie celebracji Eucharystii, chciałbym zatrzymać się jeszcze przy jednej ważnej sprawie, którą Pani w pytaniu wymienia; chodzi mi o rolę milczenia. Chwile ciszy stosowane w liturgii nie są jej przerwaniem, lecz milczenie stanowi jej integralną część! Jakże często my, kapłani, o tym zapominamy. Ogólne wprowadzenie do Mszału Rzymskiego mówi, że w czasie Mszy Świętej „należy… zachować w odpowiednim czasie pełne czci milczenie” (45) i wymienia następujące momenty: przed aktem pokuty, po wezwaniu kapłana „módlmy się’, po czytaniu lub homilii, po wezwaniach modlitwy powszechnej (jest też taka możliwość), po przyjęciu Komunii Świętej. Wierni przychodzą do kościoła ze świata, w którym żyją bardzo szybko i pragną przeżywać Eucharystię spokojnie i w skupieniu, a tego nie można doświadczyć bez chwil milczenia. Msza Święta nie może być - przepraszam za określenie - „taśmowo produkowana”, lecz powinna być dostojnie celebrowana. Tej sztuki (ars celebrandi) uczą się przyszli kapłani w seminarium duchownym.
 
A my, wierni, jak powinniśmy uczestniczyć w liturgii Mszy Świętej? Zauważa się różnice w sposobie zachowania ludzi. Proszę podać podstawowe zasady, a potem miałabym jeszcze szczegółowe pytania.
    - O tym jest wszystko powiedziane w jednym zdaniu, naprawdę tak, w długim, ale jednym zdaniu Konstytucji o liturgii świętej Soboru Watykańskiego II. To zdanie powinien - myślę - każdy z nas znać na pamięć: „Kościół zatem bardzo się troszczy o to, aby chrześcijanie podczas tego misterium wiary nie byli obecni jak obcy i milczący widzowie, lecz aby przez obrzędy i modlitwy tę tajemnicę dobrze zrozumieli, w świętej czynności uczestniczyli świadomie, pobożnie i czynnie, byli kształtowani przez słowo Boże, posilali się przy stole Ciała Pańskiego i składali Bogu dzięki, a ofiarując niepokalaną hostię nie tylko przez ręce kapłana, lecz także razem z nim, uczyli się samych siebie składać w ofierze i za pośrednictwem Chrystusa z każdym dniem doskonalili się w zjednoczeniu z Bogiem i wzajemnie ze sobą, aby w końcu Bóg był wszystkim we wszystkich” (48). Tu jest wszystko powiedziane o uczestnictwie we Mszy Świętej. Wszystko! Wierni nie powinni być w czasie sprawowania Eucharystii obcymi i milczącymi widzami, lecz winni w niej uczestniczyć świadomie, tzn. wiedzieć, co w danej chwili dzieje się przy ołtarzu i to rozumieć. Następnie trzeba uczestniczyć we Mszy Świętej czynnie, czyli włączać się w dialog modlitewny z kapłanem, śpiewać z ludem, wykonywać określone gesty i przyjmować liturgiczne postawy. Oczywiście wszystko to należy wykonywać z odpowiednim wewnętrznym usposobieniem, czyli krótko mówiąc, pobożnie. Czytań i homilii trzeba z uwaga słuchać i pozwolić się przez nie kształtować. W czasie ofiarowania składamy na patenę z chlebem i do kielicha z winem własne życie, aby Pan je przemienił. Oczywiście nie ma pełnego uczestnictwa w Eucharystii bez przyjęcia Komunii świętej.
Ileż jest treści w tym jednym zdaniu, bogatej treści o największym misterium na tej ziemi, o Mszy Świętej, naszym skarbie, który trzeba nam ciągle na nowo i ciągle głębiej odkrywać!
 
Podniesienie to najważniejsza część liturgii Mszy Świętej. Jak należy zachować się w tym momencie? A jest różnie: jedni skłaniają głowę, inni patrzą na Hostię i Kielich, jeszcze inni biją się w piersi.
    - Nie tu jest miejsce na bicie się w piersi, lecz w czasie aktu pokutnego, na początku Mszy Świętej. Natomiast nie jest istotnym, czy w czasie Podniesienia skłania się głowę, czy też patrzy się na Hostię. Najważniejszym jest, aby przeżyć ten moment w świadomości, że tu jest mój Bóg, a właściwa postawa to ogromna pokora i głęboka cześć.
 
Gdy idę do Komunii Świętej, śpiewa się pieśń, gdy ją przyjmuję także, gdy jestem już na moim miejscu z powrotem, jest śpiewana następna pieśń. Właściwie co mam robić? Czy śpiewać ze wszystkimi? A ja chciałabym opowiedzieć Jezusowi, co w sercu czuję, właśnie teraz, gdy On do mnie przyszedł.
    - No właśnie, myślę, że to jest nie tylko Pani dylemat. Ale liturgia ma przecież rozwiązanie tego „problemu”. Dopiero co wspomniałem o zaleceniu Ogólnego wprowadzenia do Mszy świętej, aby po Komunii Świętej zachować chwilę milczenia. Dosłownie jest powiedziane, że „kapłan i wierni modlą się przez pewien czas w ciszy” (88). A więc kapłan po puryfikacji naczyń liturgicznych może usiąść, a organista cichą medytacyjną grą organową tworzy jakby tło i klimat dla naszej osobistej rozmowy z Chrystusem. Istnieje także możliwość, że lektor (osoba dorosła!) odczytuje powoli tekst modlitwy dziękczynno-adoracyjnej (dobrze, żeby ona była oparta na czytaniach mszalnych z danej niedzieli), w którą włączają się wierni w głębi ich serc.
Liturgia jest tak bogata i tak piękna, że na pewno „poprowadzi” nas na głębokie spotkanie z naszym Zbawicielem w Eucharystii; respektujmy jej prawa, wsłuchujmy się w jej zalecenia, po prostu: pozwólmy jej tylko na to!
 
Ja z ciekawością i uważnie słucham zawsze kazania, głoszonego w czasie Mszy Świętej. I wiele z niego korzystam. Ale co Ksiądz sądzi o poziomie głoszonych kazań – oczywiście nie tylko u nas, ale w ogóle?
    - Takie pytanie trzeba by postawić uczestnikom Mszy Świętych, słuchaczom kazań. Zresztą Pani już odpowiedziała na nie mówiąc, że one wiele Pani dają, a więc są dobre. Ja jestem przekonany, że kapłani w daleko idącej większości traktują głoszenie kazań, jako jedno z najważniejszych zadań duszpasterskich i przygotowują się do niego solidnie. Znam księży i to proboszczów, a więc kapłanów doświadczonych w głoszeniu Słowa Bożego, którzy przygotowują się do niedzielnego kazania już od poniedziałku. „Noszą w sobie” czytania, czytają komentarze biblijne i pomoce kaznodziejskie, składają tekst, uzupełniają, by w niedzielę głosić to, co przeszło przez ich umysł i serce. Takie kazanie na pewno jest owocne. Od czego zależy owocność kazania? Ksiądz oczytany, z polotem, o miłym głosie i dobrej dykcji powie na pewno - jaki to ludzie mówią - „ładne” kazanie, ale duchowe owoce w sercach słuchaczy zrodzi tylko to kazanie, w które kapłan włożył dużo trudu i „przemodlił” je przed Najświętszym Sakramentem.
 Dzisiaj nie jest łatwo zainteresować kazaniem ludzi, szczególnie młodych, którzy codziennie korzystają z różnych atrakcyjnych form przekazywania treści w środkach masowego przekazu i przy użyciu audiowizualnych urządzeń. W konkurencji z nimi - po ludzku sądząc - nie mamy szans. Ale, ale… my mamy Ducha Świętego! Tylko trzeba mu dać szansę, aby On zaczął działać. Jak można Mu dać szansę? Przez solidne przygotowanie się do kazania i poklęczenie przed Najświętszym Sakramentem. Wtedy You Tube nie ma szans… wtedy słowa proste i zwyczajne nabierają szczególnej mocy. Gdy czyta się kazania św. Franciszka Salezego, ze zdziwieniem można stwierdzić, że nie ma w nich nic szczególnego. A gdy on je głosił w Paryżu, kościoły nie mogły pomieścić wiernych. Dlaczego? Bo mówił świadek natchniony przez Ducha Świętego; to On nadawał tym słowom szczególną moc. Nam, kapłanom, trzeba modlić się za tych, którym głosimy słowo Boże; wierni zaś winni modlić się za kapłana, który podchodzi do ambony. W ten sposób „sprowadzamy” razem Ducha Świętego, który prowadzi swoje dzieło w naszych sercach.
 Chciałbym tutaj zwrócić jeszcze uwagę na język kazania, na język, którym głosimy Ewangelię. To musi być język zrozumiały dla człowieka, który nas słucha. Niekiedy odnoszę wrażenie, że starsi kapłani mówią językiem sprzed 30 lat, tymczasem w kościele jest już inne pokolenie. Wydaje się, że papież Franciszek, mimo swojego wieku, znalazł język, którym dociera do ludzi. Tak chętnie go słuchają. On mówi prosto, głęboko, od serca, językiem współczesnego człowieka, no i mówi sobą - to mówi świadek. Uczmy się, my, kapłani, tego od niego; słuchajmy jego homilii i przemówień. Ojciec św. Franciszek to papież na nasze czasy. Jan Paweł II i Benedykt XVI zostawili nam mądre teologiczne dziedzictwo, a może teraz nadszedł czas, aby to bogactwo „rozmienić na drobne”, podać go ludziom w prostej formie, no i jak już mówiłem, z sercem.
 
Kiedyś w grupie kilku osób rozmawialiśmy o uczestnictwie we Mszy Świętej. Niektórzy dzielili się swoim problemem, że nie mogą się skupić; sprawy życia, które noszą w sercu ciągle wracają i to tak mocno, że nawet nie pamiętają, o czym były czytania. Jak sobie z tym radzić?
    - Dzisiejszemu, szybko żyjącemu człowiekowi jest trudno się skupić dłużej nad czymś jednym. Napór innych myśli jest ogromny. Ten problem jest odczuwalny także na indywidualnej modlitwie i w uczestnictwie we Mszy Świętej. Jak można sobie tutaj pomóc? Dobrze byłoby przyjść do kościoła nieco wcześniej i przez kilka minut uświadomić sobie sprawy, którymi żyjemy, nazwać je po imieniu, a potem postanowić, że je oddam Bogu w czasie ofiarowania. Następnie prosić Ducha Świętego o pomoc w modlitwie wg słów św.Pawła, który mówił, że gdy nie umiemy się modlić, to wtedy Duch Święty modli się w nas; po prostu On prowadzi naszą myśl do Boga.
No i oczywiście pozwolić liturgii, aby „wciągnęła” nas w to, co się w czasie Mszy Świętej dzieje. A dzieje się tak wiele; to jest jedna wielka akcja! Popatrzmy na liturgię słowa. Jest ona jednym wielkim dialogiem, jedną wielką i interesującą rozmową z Bogiem: Bóg mówi do człowieka w pierwszym czytaniu, a człowiek odpowiada słowami psalmu responsoryjnego; Bóg przemawia w drugim czytaniu, a człowiek pozdrawia Go radośnie śpiewem Alleluja; Bóg zwraca się do człowieka w słowach Ewangelii i w homilii, a człowiek wyznaje wiarę i kieruje do Niego swoje prośby w formie modlitwy powszechnej. Bóg czyni człowieka swoim partnerem w dialogu! Bóg czyni mnie partnerem w zbawczej dla mnie rozmowie! Jakież to wyróżnienie!
A co się dzieje w czasie liturgii Eucharystii? Ten szczególny dialog jest kontynuowany: Bóg - człowiek - Bóg - człowiek - Bóg. Bóg Stwórca obdarza człowieka darami chleba i wina, człowiek je przyjmuje i przynosi do ołtarza; z kolei Bóg przemienia je w Ciało i Krew swojego Syna i daje je człowiekowi, aby go przebóstwić. Oto dokonuje się we Mszy Świętej „cudowna przemiana” (admirabille commercium)!
Przy takim rozumieniu Mszy Świętej, przy takim włączeniu się w jej liturgię, nie ma mowy o obojętności; tu nie można się nudzić. Ta akcja wciąga. Tutaj dzieją się wielkie rzeczy. Jest to jedno wielkie i fascynujące misterium. Tutaj dokonuje się misterium mojego zbawienia!
Na koniec naszej rozmowy chciałbym przytoczyć słowa znanego austriackiego liturgisty, Piusa Parscha, którego myśl zgłębiałem, pisząc pracę o Mszy Świętej jako źródle łaski Bożej: „Znam skarb Kościoła świętego, który wielu chrześcijanom jest nieznany. Tym skarbem jest Najświętsza Ofiara, Msza Święta. Ten skarb odkryć - oto zadanie każdego chrześcijanina”.
Odkrywajmy ten skarb nad skarby!
 
    Na pewno będę wyrazicielką Czytelników i wszystkich Starosądeczan, dziękując księdzu Kapelanowi za wnikliwe odpowiedzi, cenne wskazówki i pouczenia oraz piękną książkę o Mszy Świętej; za światło i przewodnictwo duchowe w drodze odkrywania skarbu Najświętszej Ofiary. Szczęść Boże Księdzu w każdym dniu i poczynaniu, w każdym dziele służącym Kościołowi i ludziom!
Rozmawiała Zofia Gierczyk
 
Interaktywna Polska
Webmaster: Jan Czech