Portal - Stary Sącz
polski Poniedziałek - 30 marca 2020 Amelii, Dobromira, Leonarda     "To człowiek człowiekowi najbardziej potrzebny jest do szczęścia." - Paul Holbach
Strona główna / Archiwum / Rok 2010 / 7-8 (158-159)
Menu
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
> Panie Jezu, Boże nasz, przechodniowi drogę wskaż <
Strona tytułowa
Kochane Dzieci
Ogłoszenia i Kronika parafialna
Kalendarium LIPIEC - SIERPIEŃ
Ikona Zaśnięcie Marii Panny
Stary Sącz żyje >Gniazdem<
Papieski Turniej
Wskazania św.Pawła dla dzieci
Caritas - zawsze znaczy miłość - a miłość to służba, ofiara, odpowiedzialność...
29.V 2010 - III Zjazd Rodu Gancarczyków
Ksiądz Roman Stafin - Moja Msza Święta
Wakacje - czas dla Boga i rodziny, czas dla siebie
Wakacyjne szlaki dla dużych i małych - śladami św.Kingi
Pierwsza akcja oddawania krwi w Starym Sączu
Historia Parafii pw.św.Elżbiety w Starym Saczu od XIII wieku do 1786 r. (8)
Złoty medal >DEI REGNO SERVIRE< dla Ewy i Romana Hasslingerów
Znów na trasie dookoła Polski! >Kwietny Bieg<
XI rocznica papieskiej wizyty w Starym Sączu
Międzygminny Konkurs o Krajach Anglojęzycznych
> Przydrożne frasobliwości świętych - kapliczki Sądecczyzny < (3)

.
„PANIE JEZU, BOŻE NASZ,
PRZECHODNIOWI DROGĘ WSKAŻ”
 
    Jesteśmy w drodze. Droga życia ma nas - ludzi wierzących - prowadzić do Boga. Nawet, jeśli ścieżki prowadzące do tej głównej arterii ziemskiej wędrówki są poplątane, to ważne, aby zatrzymać się, rozglądnąć wokół i pomyśleć… o ile to jeszcze jest możliwe. Dlaczego błądzę, kluczę? Dlaczego nie mogąc poradzić sobie z samym sobą, nie znajdując drogi - najpierw do swojego wnętrza; nie potrafiąc dogadać się z własnym „ja” - niszczę wszystko, co wpadnie mi w ręce?
.

.

Fot.: Barbara Wójcik
.
Sprawca najprawdopodobniej nie zdaje sobie sprawy z faktu, że destrukcyjne działanie najpierw dotyka jego samego. Gdzie tkwi przyczyna, że coraz częściej słyszymy o eskalacji karygodnych postępków, które wydają się nie mieć końca, mimo, że podejrzani o te niecne czyny chodzą zapewne tymi samymi ulicami, co wszyscy Starosądeczanie?
Nocna kradzież miedzianych rynien z klasztoru Sióstr Klarysek, wielokrotna „walka” z gazonami kwiatów na ul.Jana Pawła II i Sobieskiego i wreszcie zbezczeszczenie wysokiego na półtora metra żelaznego krzyża, odlanej z żeliwa 40 centymetrowej figurki Pana Jezusa i Matki Bożej Bolesnej, z kapliczki usytuowanej przy drodze dojazdowej prowadzącej do mostu św.Kingi na Dunajcu, to fakty, które nie przysparzają chluby Staremu Sączowi.
Kapliczkę, którą otaczają dorodne lipy, umieściliśmy na okładce lutowego numeru „Z Grodu Kingi”. Wielokrotnie udając się nad stawy, zatrzymywałam się przy niej. Zawsze była zadbana, udekorowana wiązanką sztucznych kwiatów, bo w cieniu lip inne rośliny nie bardzo chciały rosnąć. Często palił się przy niej znicz. Myślałam wówczas, że dobrze jest się zatrzymać w cieniu drzew, skupić się, westchnąć, pomodlić. Myślałam nie raz, kto tak dba o to miejsce? Przecież kapliczka jest poza miastem, w polach? I odpowiadałam sobie: dobre miejsce, dobre na chwilę refleksji, odpoczynku w wędrówce, odpoczynku od miejskiego zgiełku - dbają o nie dobrzy ludzie.
Nie wyobrażałam sobie nigdy, iż którakolwiek kapliczka może wzbudzać agresję. Aż do 4 czerwca, gdy zadzwoniła do mnie p.Basia Wójcik, przejęta i zatroskana tym zuchwałym czynem. Skąd takie zainteresowanie i zaangażowanie młodej osoby, mamy dwóch synów? Wszystko wyjaśniło się podczas spotkania. Otóż od około dwudziestu lat o kapliczkę - krzyż na tzw. Wielkim Wygonie, przedłużeniu ulicy Polnej, dbają już trzy pokolenia rodziny Skwarłów - pan Jan, tata p.Basi i jej młodszy syn, któremu dziadek niejednokrotnie mówił: „Pamiętaj, jak mnie braknie, dbaj o moją kapliczkę”, a sześcioletni Maruś, biorący udział w porządkach, ze zrozumieniem kiwał głową. To p.Jan odkrył dewastację tego miejsca, do którego od dzieciństwa (mieszkając przy ul.Morawskiego) chadzał ze swym ojcem. Z kapliczką jest bardzo emocjonalnie związany i opowiadając o tym, co zastał na miejscu, miał łzy w oczach. „Najpierw myślałem, że to konar z drzewa spadł i uszkodził kapliczkę. To straszne, co się wydarzyło!” - powiedział p.Jan.
Od razu pojechał po córkę, która równie wstrząśnięta opowiada: „Przeżyliśmy to jako swój dramat. Odnowiona około piętnaście lat temu, dzięki staraniom pana Czesława Basty i pracowników żwirowni, kapliczka wydawała się niezwykle trwała. Odrestaurowano masywny krzyż, do którego bardzo solidnie została przymocowana figura Pana Jezusa. Blaszany daszek nad całością również porządnie osadzono w cokole.
Nawet miodunka się przyjęła i jeszcze w Boże Ciało cieszyliśmy się widokiem pięknej świeżej zieleni.
W piątek ogarnęła nas zgroza. Kamienie, ułożone wokół cokołu, u podstawy kapliczki były rozrzucone i przypuszczać należy, że to one posłużyły sprawcom jako narzędzie do pastwienia się nad figurką, którą skutecznie porozbijali na wiele części.
Pojechaliśmy pozbierać zdewastowane fragmenty, to, co zostało po rozboju kapliczki. Mimo śladów bestialskiego tłuczenia kamieniem, głowa Pana Jezusa nie odpadła i nie została zniszczona. Oczywiście od razu wiedzieliśmy, że kapliczkę musimy doprowadzić do pierwotnego stanu. Zrobiłam kilka zdjęć, aby udokumentować to, co zastaliśmy. Zebraliśmy większość porozbijanych części figurki. Później ministranci przynieśli jeszcze fragment nogi. Brakowało stopki Matki Bożej. Poszliśmy jeszcze raz, przesiewaliśmy piach, ale nie udało się nam znaleźć tego drobnego elementu.
Wiadomość o tym, co się stało, rozeszła się po mieście i zaraz na miejscu pojawił się, jak zwykle chętny do pomocy, p.Czesław Basta. Zrobiło nam się lżej, bo zaraz zadeklarował swoją pomoc. Przyjechali również państwo Stefania i Kazimierz Borkowscy, bo jak się okazało, była to również <ich kapliczka>. Chwała panu Władysławowi Placie, który z wielkim sercem podjął się „naprawienia” figurki, porozbijanego wizerunku Matki Bożej i napisu. A p.Jan Wilusz pomalował pięknie poszczególne elementy. Niezwykle ciężki krzyż, który we troje wkładaliśmy do samochodu, kolejny raz został odnowiony przez pracowników żwirowni.
Wszystkim, którzy pomogli w naprawianiu zniszczeń i wykonali wiele prac w otoczeniu kapliczki, wszystkim ludziom dobrej woli, którzy w jakikolwiek sposób przyczynili się do jej rekonstrukcji, tą drogą składamy szczególne wyrazy wdzięczności. Niezmiernie ucieszyła mnie ludzka solidarność w biedzie i chęć zaangażowania się w odrestaurowanie <naszej kapliczki>”.
    Pierwszą reakcją jest oburzenie na niecny postępek sprawców, gniew i zatroskanie. Na kogo wyrosną ci, zapewne młodzi ludzie, których stać na takie zachowanie? Czy będzie w nich tyle pokory i żalu za niegodny uczynek, by swym życiem i postępowaniem zadośćuczynić za czyn straszny, jakim jest nieposzanowanie i brutalne zniszczenie poświęconego, i czczonego wizerunku.
    Gdy mijają emocje, pozostaje modlitwa. Wszak jesteśmy przechodniami na ścieżce ziemskiego żywota: „Panie Jezu, Boże nasz, przechodniowi drogę wskaż”.
Jolanta Czech
.

.
Post scriptum
 
W piękny czwartkowy wieczór 1 lipca 2010 r. o godz. 19.00 przy kapliczce zebrało się około 70 osób. Odnowiona po sprofanowaniu przydrożna kapliczka, oświetlona promieniami zachodzącego słońca wzbudzała zachwyt obecnych, którzy przybyli, by wraz z księżmi: Tomaszem Stachelem, i Januszem Rybą uczestniczyć we wspólnej modlitwie towarzyszącej obrzędowi poświęcenia, którego dokonał ks.Marek Tabor.
Interaktywna Polska
Webmaster: Jan Czech