Portal - Stary Sącz
polski Czwartek - 9 lipca 2020 Hieronima, Palomy, Weroniki     
Menu
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Z wdzięcznością Panu Bogu za dar długiego życia
Strona tytułowa
Kochane Dzieci
Ogłoszenia i Kronika parafialna
LUTY - kalendarium
Kalendarium - luty
Życzenia od Sióstr Klarysek
Historia Parafii pw.św.Elżbiety w Starym Saczu od XIII wieku do 1786 r. (12)
> KRYSZTAŁY SOLI < dla > GNIAZDA <
KOLEJNA AKCJA STAROSĄDECKICH KRWIODAWCÓW
Jasełka i Wigilia zorganizowane przez ZS Drzewno-Mechanicznych i LO
Wigilia w starosądeckim Gimnazjum
Spotkania wigilijne są i po to, by moc miłości się ujawniła
VII Ogólnopolski Konkurs Poetycki >O Wawrzyn Sądecczyzny<
Powstrzymać przemoc domową
Okiem 40-latka
UE + OPS czyli jak skutecznie pomagać osobom bez pracy
KU WYŻYNOM - Miłość
Dlaczego jestem wolontariuszem?
KOLĘDNICY MISYJNI 2010
Caritas - z perspektywy minionego roku
Rok Jubileuszowy Diecezji Tarnowskiej w 225-lecie jej powstania
Ksiądz Roman Stafin - Moja Msza Święta
Proces beatyfikacyjny Jana Pawła II zakończony
Iwona Macałka - Korespondencja z Londynu
Jasełka w parafii pw.Miłosierdzia Bożego
Świąteczne spotkanie w Klubie Seniora
NAJWAŻNIEJSZE - TO NIGDY SIĘ NIE PODDAWAĆ
Noworoczny koncert w Starym Sączu
Nowy most kolejowy na Popradzie - otwarty

.
Z wdzięcznością Panu Bogu za dar długiego życia
JUBILEUSZ 100-LECIA URODZIN
.

.
    Obchodzi w bieżącym roku pani Albina Guc, z domu Hejmej, urodzona 30 I 1911r.w Moszczenicy Niżnej, od 1939 roku zamieszkała w Starym Sączu przy ulicy Czarnieckiego. Dom rodzinny p.Albiny usytuowany był blisko kościółka w Moszczenicy, pochodziła z ubogiej rodziny chłopskiej, jako jedna z czworga rodzeństwa, które przez 12 lat wychowywała sama mama, bo ojciec musiał emigrować do Stanów w poszukiwaniu zarobku i chleba. Mimo niedostatków dzieciństwa, głodu, biedy i zmęczenia ciężką pracą, osiągała bardzo dobre wyniki w nauce. Ukończyła 6-letnią szkołę powszechną, uwielbiała religię, wykazywała dużą pobożność. W wieku 18 lat wyszła za mąż za Antoniego Guca; z tego małżeństwa przyszło na świat sześcioro dzieci: Antoni, Albina, Maria, Elżbieta, Władysław i Mieczysław. Dwoje już nie żyje, w 1939 r. zmarła Elżbieta, w 1989 r. Władysław. Pani Albina od 65 lat jest wdową, jej mąż w marcu 1945 r. prowadzony do obozów zagłady, zginął w KL Bergen-Belsen. Od 15 lat, obłożnie chora nie wstaje z łóżka, otoczona troskliwą opieką zamieszkującego z nią syna Mieczysława i mieszkającej w pobliżu córki Albiny.
Te kilka danych mamy okazję poszerzyć dzięki rozmowie z, pełniącym opiekę nad Mamą, naszym kolegą z pracy w Zespole Szkół Rolniczych, potem Zawodowych. Mieczysław to uzdolniony i lubiany przez młodzież matematyk, i świetny szachista z I kategorią w rankingu 2000. Od lat zdobywa mistrzowskie trofea, w minionym roku I miejsce w Mistrzostwach Małopolski Oldbojów w Limanowej. Ma duże poczucie humoru i optymistyczne podejście do życia, umie barwnie i ciekawie opowiadać, więc opowieść sprowokujemy.
 
Jubileusz 100 urodzin budzi zawsze duże zainteresowanie osobą jubilatki, jej trybem życia, osobowością, sposobem żywienia, wszystkim, co może mieć wpływ i związek z długowiecznością. Co zapamiętałeś z opowiadań Mamy o jej dzieciństwie i młodości?
    - Wiem na pewno, że nie miała łatwego życia, od dziecka, poprzez młodość i wiek dojrzały musiała mierzyć się z ciężarami ponad siły. Zanim się o tym przekonamy, muszę jeszcze wspomnieć o czymś, wokół czego koncentrowało się jej życie od najmłodszych lat. Była to wyjątkowa pobożność, umiłowanie Pana Jezusa i Matki Bożej tak wielkie, że z radością przemierzała każdego dnia „kawał drogi” z Moszczenicy do Starego Sącza na Mszę św. Pragnęła zostać zakonnicą - klaryską w tamtejszym klasztorze, ale rodzice zadecydowali inaczej. W młodości należała do kółek religijnych, założyła w Moszczenicy Sodalicję. W późniejszych, często dramatycznych sytuacjach, siłę do przezwyciężenia trudności dawała jej wielka miłość do Matki Bożej Kalwaryjskiej, do której aż 12 razy pielgrzymowała pieszo, później już pociągiem, autobusem czy samochodem ze mną, w każdym roku aż do 1984 włącznie. Jej obecne życie to ciągła modlitwa za potrzebujących. Zawsze cieszyły ją pierwszo piątkowe odwiedziny księdza przychodzącego z Panem Jezusem, również odwiedziny sióstr, szczególnie siostry Eleonory. Opieką medyczną troskliwie otacza ją p.doktor Katarzyna Pałka. Wyjście obronną ręką z sytuacji granicznych przypisywała zawsze wsparciu i opiece Matki Bożej.
 
Wspomniałeś, że życie Mamy od najmłodszych lat znaczone było trudnościami i dramatami, przybliż nam je trochę.
    - Jej dzieciństwo przypadło na czas I wojny światowej i przysłowiowej biedy galicyjskiej, szczególnie na wsi. Nie za wiele z tego czasu pozostało we wspomnieniach, ale pamięta na przykład takie zdarzenia; zwisającego z konia i wołającego o pomoc generała Makarego, to jego „Poratuj!” albo milszy obrazek; widzi żołnierza niemieckiego (ze stacjonującego na podwórku wojska), który wziął ją na ręce i tańczył częstując czekoladą. Mocno w pamięci utrwalił się pogrzeb Marszalka Józefa Piłsudskiego, w którym przybrana w regionalny strój, uczestniczyła.
    Wydawało się, że młodość ustabilizuje jej życie, wszystko na to wskazywało. 18-letnia Albina wychodzi za mąż za Antoniego Guca, wielkiego działacza i społecznika. Jej mąż angażuje się w różne formy działalności, jest prezesem SR „Rolnik”, zakłada i kieruje Mleczarnią w Starym Sączu, prowadzi „Kasę Stefczyka”, której przewodniczącym był ks.Antoni Odziomek. Pasjonuje się też krzewieniem kultury rolnej, szczególnie sadownictwem i ogrodnictwem. Przychodzi jednak wojna, a z nią ciąg tragedii.
    Ojciec w czasie II wojny światowej był sekretarzem (kasjerem - księgowym) w Urzędzie Gminy w Starym Sączu, pełniąc tę funkcję pomagał rolnikom obciążonym wysokim kontyngentem na rzecz Niemiec. Współpracował z partyzantką - za tę działalność został aresztowany 17 XI 1942 r. i więziony w Nowym Sączu, a następnie w Tarnowie. Mama będąc wtedy w stanie błogosławionym, (ze mną pod sercem) zawoziła paczki żywnościowe do Tarnowa. Można sobie wyobrazić, co przeżywała, jaką odwagę i determinację musiała wykazywać. Sam dojazd wtedy graniczył z cudem, do tego Niemcy organizowali łapanki na dworcu, nieraz musiała ukrywać się na cmentarzu, całą noc w śniegu. Do dziś pamięta i słyszy krzyki ludzkie i szczekanie psów. 14 stycznia 1943 r. Ojciec został przewieziony do obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. Dla Mamy był to bardzo trudny czas, ale nie traciła nadziei, że mąż wróci. Często wychodziła w nocy, choć obowiązywała godzina policyjna i u drzwi wejściowych do kościoła modliła się o jego powrót. Niestety, miało przyjść najgorsze. W listopadzie 1943 nasz Tata został poprowadzony z innymi więźniami tzw. „ścieżką śmierci” do obozów zagłady w III Rzeszy, do KL Buchenwaldu, a 20.III 1945 r. KL Bergen-Belsen i tam zginął. Jego zasługi, cierpienia i śmierć zostały uhonorowane tablicą pamiątkową na ulicy Kazimierza Wielkiego.
    A Mama? Nie mogła się załamać, musiała znaleźć siły w sobie i motywację, była potrzebna dzieciom, miała dla kogo żyć. I potrafiła, choć to graniczyło nieraz z bohaterstwem. Od 65 lat jest wdową. Samotnie wychowywała pięcioro dzieci. Do 1953 roku nie miała renty, by zarobić na wyżywienie, ubranie, utrzymanie rodziny musiała się chwytać najróżniejszych prac. Szyła na przykład nocami ubranka pierwszokomunijne, gotowała na weselach, była też kucharką na prymicjach księdza Dłubacza. O jej pierożki, (kto więcej zje) rywalizowali profesorzy - Betta i Dzik. Sprzątała też u zamożniejszych ludzi, doświadczała nie raz pomocy np. ze strony Gorszkich, Mazurów, p.Popielowej. Mimo trudności zadbała o wykształcenie dzieci; czworo z nas ukończyło liceum pedagogiczne, a następnie zdobyło wyższe wykształcenie - wykonując zawód nauczyciela. Mama bardzo ciężko pracowała w polu, pomagaliśmy jej z bratem, wszystko znosiło się na nosidłach, Mama z przodu, my z tyłu nieśliśmy. Dźwiganiem worków z ziemniakami nabawiła się oberwania, operacji i choroby. Kiedy zaczął się sypać nasz leciwy dom, nie dała za wygraną, porwała się na remont i jakoś sobie poradziła. Naprawdę była bardzo zaradna i dzielna.
 
I tak doszliśmy do etapu choroby i opieki, a także do problemu długowieczności Waszej Mamy. Zmartwienie i troska; radość i duma - samo życie! Opowiedz nam jeszcze o tym.
    - W 1985 r. zaczęły się kłopoty ze zdrowiem. Po operacji wskutek oberwania przyplątało się groźne zapalenie płuc. Stan był zatrważający, 4 miesiące wyłącznie na kroplówce, Mama już traciła świadomość, nie rozpoznawała nas, nie kontaktowała, lekarze nie dawali nadziei. I nagle powolutku, krok po kroku nadchodziła poprawa i zaczęła wracać do życia. Odzyskała pamięć, świadomość i mowę lecz osłabienie było tak duże, że przestała chodzić. Razem z siostrą Albiną przejęliśmy opiekę całodobową, przez 15 lat już, jak trudną wiedzą tylko ci, którzy podobnej doświadczyli. Innej opcji jednak sobie nie wyobrażaliśmy, Mama starała się nas wychować na dobrych, prawych ludzi, więc tylko spłacamy dług wdzięczności. To zwyczajnie ludzkie, tak trzeba. Mamy też ogromną satysfakcję i radość, że udało nam się ratować Mamę skutecznie i troskliwą opieką otaczając - doczekać się tak pięknego jubileuszu.
    Trudno określić, co może mieć wpływ na długowieczność, w przypadku naszej Mamy geny raczej nie. Może bieda, skromne żywienie, ubogie w tłuszcze; proste potrawy: chleb, mleko, kapusta, ziemniaki. Dużo ruchu, praca fizyczna przez całe życie. Do tego, a może przede wszystkim, siła wewnętrzna wypływająca z wiary, hart ducha, niepoddawanie się nawet w chorobie i optymizm.
    Myślę, że będę wyrazicielką wszystkich Czytelników składając Ci, Mieciu, podziękowanie za tak szczere i bogate informacje oraz gratulacje i życzenia wielu Bożych łask i błogosławieństwa dla Szanownej Jubilatki i jej Bliskich. Dziękuję więc, gratuluję i życzę.
Zofia Gierczyk
 
Interaktywna Polska
Webmaster: Jan Czech