Portal - Stary Sącz
polski Poniedziałek - 10 sierpnia 2020 Bianki, Borysa, Wawrzyńca     "Natura Ludzka nie jest maszyną, lecz drzewem, które rośnie i rozwija się zgodnie z dążeniem sił wewnętrznych, które czynią ją żywą istotą" - John Stuart Mill
Menu
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
125 rocznica urodzin Ady Sari
Okładka
Jak pisać książki? Warsztaty literackie z Grażyną Bąkiewicz
Ogłoszenia i Kronika Parafialna
Kochane Dzieci
Kalendarium - czerwiec
Muzeum Regionalne im.Seweryna Udzieli w Starym Sączu
Czerwiec
Filia placówki opiekuńczo-wychowawczej powstala na os.Słonecznym
Liceum Ogólnokształcące im.Marii Skłodowskiej-Curie - Szkoła z tradycjami
Stowarzyszenie >Gniazdo< podejmuje kolejne inicjatywy
>Aby wasza praca była posługą<
Ks.Roman Stafin - MOJA MSZA ŚWIĘTA - Przygotowanie darów
Cnota męstwa
Sanktuarium Matki Bożej Kozielskiej w Londynie
GAUDE MATER POLONIA PROLE FECUNDA NOBILI...
Czerwiec - KALENDARIUM
Starosądecka pielgrzymka na uroczystość beatyfikacji Jana Pawła II
Okiem 40-latka

.
125
ROCZNICA
URODZIN
ADY SARI

 
    29 czerwca 1886 roku w Wadowicach urodziła się Jadwiga Szayerówna. Jej rodzicami byli: Franciszka z Chybińskich i Edward Szayer, doktor praw - ceniony adwokat.
W 1889 roku rodzice przenieśli się do Starego Sącza, gdzie ojciec przyszłej śpiewaczki - znanej pod pseudonimem artystycznym Ada Sari - założył i prowadził swą kancelarię adwokacką, będąc jednocześnie przez 45 lat radnym miejskim i wieloletnim burmistrzem miasta. W 1908 roku poddał on pomysł zbudowania siedziby dla starosądeckiego oddziału Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”, którego był współzałożycielem. A ponieważ, jak głosi przysłowie: „Historia kołem się toczy”, to we wrześniu 2010 roku, w pełni zmodernizowanym budynku starosądeckiego „Sokoła”, znalazło siedzibę Centrum Kultury i Sztuki, któremu nadano imię Ady Sari.
.

.
    W Starym Sączu rodzina Szayerów zamieszkała w narożnym domu przy obecnej ul Sobieskiego 16 (wówczas Węgierskiej), a na zlecenie głowy rodziny, w sąsiedztwie została zbudowana okazała kamienica, gdzie - już wówczas światowej sławy śpiewaczka operowa - wracała z koncertowych tras, odpoczywała po ich trudach, a także ćwiczyła swój głos. Starosądeczanie gromadzili się pod oknami i słuchali jej pięknego sopranowego śpiewu.
Wracając do początków, to właśnie matka Jadwigi, pochodząca z rodziny o bogatych tradycjach muzycznych (była stryjeczną siostrą wybitnego, pierwszego polskiego muzykologa prof.Adolfa Chybińskiego), sama obdarzona miłym głosem, Franciszka Szayerowa, zauważyła dar, jakim natura obdarzyła jej córeczkę i sprawiła, aby talent ten rozwijać. Początkowo sama uczyła córkę śpiewu i gry na fortepianie. Później lekcje muzyki panna Szayerówna pobierała u zawodowych nauczycielek, sióstr Szyrajew, (w Nowym Sączu istniała już na początku XX wieku prywatna Szkoła Muzyczna Teresy Szyrajew), a do pierwszego publicznego popisu doszło już po roku nauki, kiedy to siedmioletnia uczennica wystąpiła na koncercie dobroczynnym.
O późniejszych latach swej edukacji Artystka pisze w swej biografii: „Do piątej klasy pobierałam nauki w Klasztorze Klarysek w Starym Sączu”.
Z dokumentacji szkolnej wiadomo, że 1 września 1892 roku Jadwiga Szayer zaczęła uczęszczać do sześcioklasowej Szkoły Ludowej Żeńskiej im.Świętej Kingi, prowadzonej przez Siostry Klaryski. Uczyła się tam przez sześć lat, z tym, że pierwsza klasa obejmowała dwa lata nauczania tzw. oddział A i B. W roku szkolnym 1896/97 nazwisko Jadwigi Szayer zapisane zostało w „Złotej Księdze”, jako wyróżniającej się uczennicy. Świadectwo wydano 25 czerwca 1898 roku.
W wieku 13 lat, po ukończeniu starosądeckiej szkoły, Jadwiga Szayerówna została posłana na dalszą naukę do Cieszyna, skąd po dwóch latach rodzice przenieśli ją do Szkoły Sióstr Bożej Miłości w Krakowie, gdzie, obok zajęć szkolnych, brała lekcje śpiewu oraz uczyła się języków obcych. Po ukończeniu nauki w Krakowie powróciła do domu w Starym Sączu, kontynuując lekcje muzyki i śpiewu w Nowym Sączu.
.

.
Przekonawszy rodziców, w 1905 roku wyjechała na dalsze studia wokalne do Wiednia, gdzie uczęszczała do studia hrabiny Pizzamano - elitarnej pensji, gdzie obok śpiewu, tańca i muzyki uczyło się również dobrych manier, haftowania, rysunku, a nawet sztuki kulinarnej. Ukończyła je po dwóch latach i uznana została za najzdolniejszą uczennicę. Zwieńczeniem tego etapu kształcenia był jej występ na dobroczynnym koncercie, zorganizowanym przez protektorkę Studia, księżnę Lichtenstein. Swym śpiewem zachwyciła wówczas dostojnych gości księżnej, jak również wiedeńskich redaktorów, którzy w prasie dali wyraz swego zachwytu i przepowiedzieli młodej adeptce sztuki wokalnej wielką karierę artystyczną. To był rok 1907. Swoim śpiewem zachwyciła gości, a także prasę i krytyków muzycznych. Śpiewała rolę Lalki w operze Aubera „La poupee automatique” (lalka automat).
Powróciwszy do Starego Sącza z entuzjastycznymi recenzjami oraz z marzeniami o karierze śpiewaczki operowej, postanowiła osiągnąć artystyczną doskonałość.
Następnym etapem jej studiów był Mediolan, dokąd pojechała pod opieką ojca.
Przysłowiową już stała się opowieść o przesłuchaniu młodej starosądeczanki przez znakomitego profesora wokalistyki, Antonio Rupnicka, który zapytał jej ojca, po wysłuchaniu arii Rozyny z „Cyrulika sewilskiego” w wykonaniu adeptki sztuki wokalnej: „Czy słyszy pan tę muchę?” i dodał: „Czyściutko śpiewa to prawda, ale ja lepiej słyszę brzęczenie muchy latającej w pokoju, niż głos tej dziewczyny”. Mimo to zgodził się przyjąć na naukę śpiewu Jadwigę, aby po dwóch latach jej ogromnej pracy, uznać swą uczennicę za dojrzałą śpiewaczkę operową. Jego opinia pozwoliła na uzyskanie przez Adę Sari (bo taki pseudonim artystyczny przyjęła Jadwiga Szayerówna) angażu do rzymskiego Teatro Nationale, gdzie w 1909 roku zadebiutowała śpiewając partię Małgorzaty w operze „Faust” Gounoda. Prapremierowe przedstawienie obejrzał ze wzruszeniem ojciec debiutantki, Edward Szayer. Entuzjastycznie oceniony występ i kolejny sukces w „Pajacach” Leoncavalla (rola Neddy) zaowocowały angażem na sezon jesienny do Teatro dal Verme w Mediolanie.
Tak rozpoczęła się historia scenicznych sukcesów Ady Sari; występów, podczas których wzbudzała podziw i entuzjazm publiczności w kolejnych miastach na szlaku swego artystycznego tourne. Przed wybuchem I wojny światowej występowała w Neapolu, Aleksandrii. Petersburgu, Kijowie, Lwowie, Krakowie i Wiedniu i ponownie we Włoszech, gdzie w zespole najwybitniejszych śpiewaków (Tito Schippa, Borgioli, Azzolini, Galeffi, Striacari) występowała w wielu miastach, wszędzie przyjmowana z ogromnym aplauzem. W Petersburgu śpiewała wraz z Sobimowem w „Poławiaczach pereł” Bizeta.
W liście do rodziców pisała; „Wyjechałam z Petersburga w sposób dla mnie niezapomniany. Szalenie mnie dużo osób odprowadziło. Czule żegnana, cukrów moc otrzymałam (siedem pudeł olbrzymich). Kwiatów także. Największą niespodzianką było przybranie mojego specjalnego coupe kwiatami, i to cudownie artystycznie, przez sprowadzonego ogrodnika. Girlandą mimozy, konwalii i orchidei, róż i goździków coupe było przybrane. Było mi jak w raju”.
Tuż przed pierwszą wojną światową zadebiutowała w ojczyźnie w Teatrze Wielkim w Warszawie - w operze „Rigoletto” Giusseppe Verdiego śpiewając partię Gildy. Publiczność przyjęła artystkę niezwykle serdecznie, a prasa pisała: „Kto tyle daje w zaraniu swej kariery, przyszłość ma przed sobą najświetniejszą”.
Wybuch wojny zastał Adę Sari w Wenecji, skąd na prośbę ojca w 1915 roku wróciła do Wiednia. Tam spotkał ją i zaangażował do opery lwowskiej dyrektor tej placówki Ludwik Heller.
W 1917 roku artystka przeniosła się do Warszawy, zaproszona przez kierownika stołecznej sceny operowej Janinę Korolewicz - Waydową. Ada Sari święciła triumfy występując w bogatym repertuarze operowym, a szczególne uznanie wzbudzała interpretacja partii Rozyny z „Cyrulika sewilskiego” Rossiniego. Obok występów w warszawskiej operze artystka przygotowała repertuar koncertowy, z którym wystąpiła na scenach bardzo wielu polskich miast, a często dochód z tych koncertów przeznaczała na cele dobroczynne.
Była podziwiana przez publiczność i krytyków. Adam Dobrowolski z „Kuriera Warszawskiego” w wydaniu z dnia 3 września 1917 roku pisze: „Koloratura należy do fenomenalnych z natury, a jest rozwinięta wszechstronnie w technice do ostatecznych granic sprawności”.
Po zakończeniu wojny artystka ponownie wyjechała do Włoch. W jej życiu nastąpił czas największych sukcesów. Śpiewała na scenach niemal całego świata. Paryż, Włochy, Hiszpania, znów Włochy, Portugalia, Anglia, Francja i wreszcie - zaproszenie do mediolańskiej La Scali w roku 1923, w której występ dla śpiewaków operowych jest ukoronowaniem marzeń.
.

.
Zaproponowano jej rolę Królowej Nocy w „Czarodziejskim flecie” Mozarta, przygotowanym przez Arturo Toscaniniego. Dyrekcja najsławniejszej włoskiej sceny chciała koniecznie zaprezentować Adę Sari, zgodziła się nawet na kilkakrotne przesuwanie premiery z jej powodu. Wreszcie wyznaczono dzień premiery poprzedzony kilkoma próbami. Nieoczekiwanie pojawiły się kłopoty z nowym tekstem i nieutrwaloną partyturą. Mimo to wielka artystka podjęła ryzyko. W nieprawdopodobnie krótkim czasie przygotowała rolę. Nadszedł decydujący wieczór; Jadwiga Toeplitz - Mrozowska, przyjaciółka Ady Sari pisze: „Przepiękna sala najsławniejszego teatru na świecie, ustrojona pękami różowych kwiatów, opadających z sześciu pięter lóż i galerii, oświetlona olbrzymimi lampadario, wypełniona po brzegi. Damy wydekoltowane, wybrylantynowane, wyfryzowane na paryską modę, panowie jak czarno-białe kruki witają się, rozmawiają, flirtują dyskretnie, śmiech, szum, przygłuszony charakterystyczną kakofonią strojnych instrumentów (...) Wielki Maestro podnosi pałeczkę. Ada podświadomie atakuje pierwsze takty swojej partii, po paru sekundach przychodzi do przytomności, czuje, że głos odpowiada jak należy, że trema znika, że Maestro patrząc na nią płomiennymi oczami, przesyca ją żarem sztuki”.
Oczarowała publiczność, a także recenzentów i impresariów. Ci ostatni prześcigają się w zaproszeniach. Następują nowe podróże. Szwajcaria, a potem tournee koncertowe po całych Niemczech. Zmęczona przybywa na odpoczynek do Polski. Przy okazji śpiewa na krajowych estradach.
Jesienią 1923 roku wyjeżdża na występy do Anglii, Szkocji i Irlandii, później znowu olśniewające tryumfy w Niemczech.
Latem 1925 roku artystka udała się z włoskim zespołem operowym do Boliwii oraz Argentyny wzbudzając i w Ameryce Południowej rzadki entuzjazm dla swojego głosu, talentu dramatycznego i urody.
Po powrocie do Europy bez przerwy podróżuje, zaliczając obok znanych już krajów, stolic i miast, wciąż nowe: w latach 1926 - 1928 śpiewała w Szwecji, Norwegii, Szwajcarii, Francji, Holandii, Austrii, w Niemczech, w Polsce, na Węgrzech, w Czechosłowacji, Danii, Finlandii, Estonii i Łotwie.
W Sztokholmie, na uroczystym przedstawieniu z okazji zaślubin księżniczki szwedzkiej Astrid z królem belgijskim Leopoldem, Ada Sari śpiewała Gildę w „Rigoletcie” Verdiego. Artystka po przedstawieniu, owacyjnymi oklaskami tak gorąco była wywoływana przez dostojną publiczność (było wśród niej trzech panujących królów), pomimo, iż protokół na takich przedstawieniach zabrania bisów, zaśpiewała ponownie słynną arię, ku wielkiej radości zebranych.
Początek roku 1927 zastał artystkę w Paryżu, gdzie występowała w „Cyruliku” pod batutą słynnego dyrygenta Tulio Serafina, a następnie w Monte Carlo. Podczas tego pobytu na Lazurowym Wybrzeżu na jednym ze swych koncertów w Nicei spotkała wielkiego polskiego pianistę i kompozytora Ignacego Jana Paderewskiego, którego oczarowała swym śpiewem, a zwłaszcza wykonaniem pieśni „Dudarz” jego autorstwa.
Po zakończeniu jednego tourne rozpoczynała następne; odwiedziła z koncertami: Konstantynopol, Ateny, Sofię, Zagrzeb, Belgrad, Płowdiw, Bukareszt, Wenecję, Turyn i Rzym.
W 1928 roku dwukrotnie przebywała z występami w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Podczas koncertu w nowojorskiej Carnegie Hall spotkała się z inną, utytułowaną polską śpiewaczką, Marceliną Sembrich-Kochańską, która przyszła by wyrazić swe uznanie dla młodszej koleżanki.
W ciągu tych pięciu lat zdobyła uznanie największych dyrygentów świata, współpracowała z najsławniejszymi wokalistami i instrumentalistami, wzbudziła zachwyt krytyków stawiających ją w pierwszym rzędzie z największymi sopranami koloraturowymi świata, zyskała uwielbienie publiczności i uznanie wśród koronowanych głów. Jej sława zyskała światowy rozgłos
Aż do roku 1936 Ada Sari występuje w całej Europie, mieszkając na stałe w Mediolanie. W Polsce stara się bywać jak najczęściej - jej występy w kraju oceniane są w samych superlatywach: „O szczegółach fenomenalnej techniki tej śpiewaczki mówić już nie trzeba, tak samo jak o wirtuozostwie pierwszorzędnego instrumentalisty, dla którego nie istnieją już żadne trudności mechanizmu - można powiedzieć krótko: aparat techniczny Ady Sari działa niezawodnie, stanowi idealny fundament, na którym z całą swobodą artystka rozwija bogactwo swojej wyjątkowej sztuki. Sztukę tę charakteryzuje muzykalność prawdziwa, wyjątkowa wytworność, wyrafinowana subtelność”. („Kurier Warszawski” z 18 czerwca 1928 roku).
„Tegoroczny sezon koncertowy zapoczątkowała u nas słynna rodaczka nasza Ada Sari, śpiewaczka koloraturowa, jakich na świecie mało (...). Zawitała do teatru publiczność wszelkich narodowości i dla nich też zaśpiewała w różnych językach: polskim, francuskim, włoskim, niemieckim i rosyjskim. Zarówno technika śpiewacza, barwa głosu, dykcja jak też i interpretacja, wszystko odznacza się u Ady Sari doskonałością. Artystyczne walory śpiewaczki w połączeniu z wdziękiem osobistym muszą ująć każdego słuchacza. Ada Sari jest pod każdym względem wzorem dla śpiewaczek. Słowem wszystko upoważnia nas do wyrażenia jej najwyższych pochwał”. („Polska" - Lwów 17.IX 1929 rok).
„Stale rosnąca sława p. Sari osiągnęła obecnie niemal swój punkt kulminacyjny. Entuzjazm towarzyszący występom artystki, zarówno w Europie, jak i w Ameryce, świadczy o tym najlepiej. Bo też trudno dziś znaleźć śpiewaczkę, która by w takim stopniu, co Ada Sari, łączyła w sobie obok przepięknego, pełnego słodyczy głosu, technikę koloraturową pierwszorzędną, sięgająca przy tym ze zdumiewającą łatwością najwyższych nut skali sopranowej. A jeśli do tych walorów dodać okrągłość frazowania, temperament odtwórczy, wdzięk i swobodę interpretacyjną, to oczywistym się stanie, iż kreowanie p. Sari na największą gwiazdę śpiewaczą świata jest słuszne i usprawiedliwione” („Republika” z 10.V.1930 roku).
W latach 1930-1934 Ada Sari występowała w następujących krajach: Austria, Bułgaria, Czechosłowacja, Dania, Francja, Holandia, Jugosławia, Niemcy, Norwegia, Polska, Rumunia, Szwajcaria, Szwecja i Węgry. Oto niektóre recenzje z tych koncertów: Praga, „Bohemia” z 13.X.1930 r. - „Występ Ady Sari był prawdziwym sukcesem włoskiej szkoły. Artystkę tę można porównać tylko z Adeliną Patti. Uważamy ją za doskonałość pod każdym względem”. Belgrad, „Polityka” z 31.I.1931 r. - „Ada Sari okazała się wielkim mistrzem w roli Rozyny, zarówno, jako śpiewaczka, jak i aktorka. Z każdego jej gestu aktorskiego i akcentu wypływa subtelność tak właściwa tej roli, a bogate perły jej koloraturowych pasażów posypały się z jej krtani z lekkością i techniczną doskonałością, które oniemieją”. „Haga Hagsche Courant” z 25.IV.1932 r. – „Ada Sari jest polskim słowikiem. Posiada tę samą, albo może jeszcze większą zręczność instrumentalną niż flet. Ale nie chciałbym opuścić jeszcze jednego spostrzeżenia. Ada Sari śpiewa również z uczuciem”.
Wadowiczanie i sądeczanie również mogli obejrzeć i usłyszeć rodaczkę występującą w Krakowie. Po jednym z jej gościnnych występów w królewskim mieście recenzent „Expresu Ilustrowanego” z 8.I.1932 r. pisał na jej cześć: „Partię Noriny w operze komicznej Donizettiego wykonała p.Ada Sari. Istnieją zjawiska, wobec których pióro wypada z ręki, zmysł krytyczny zaś umiera ze wstydem. Takim zjawiskiem był śpiew p.Ady Sari. Dla określenia tego fenomenu piękna wokalnego brakuje wyrazów. W sztuce belcanta artystki tkwi tyle poezji, że nie sposób ująć ją prozaicznymi terminami”.
W roku 1936 Ada Sari wróciła na stałe do Polski; śpiewała w Operze Warszawskiej, odbywała wyprawy artystyczne do Czechosłowacji, Niemiec, Jugosławii i na Węgry, rozpoczęła pracę pedagogiczną. Okupację spędziła w stolicy, by po powstaniu warszawskim i obozie w Pruszkowie, osiąść na kilka lat u brata w Krakowie. Do roku 1947 prowadziła klasę śpiewu w Konserwatorium Krakowskim, ponadto koncertowała w kraju i w Czechosłowacji, występowała w programach radiowych. W tym samym roku przenosi się do Warszawy i poświęca wyłącznie pracy pedagogicznej. Atmosferę na lekcjach u Maestry wspomina Maria Fołtyn - śpiewaczka i reżyser operowy: „Kiedy ją poznałam pracowała jako pedagog w Wyższej Szkole Muzycznej w Warszawie. W gronie uczących na wydziale wokalnym była bezsprzecznie najwybitniejszą indywidualnością i to nie tylko ze względu na legendarną karierę artystyczną, ale przede wszystkim dzięki wyjątkowym umiejętnością pedagogicznym. Poza tym Maestra miała swój styl. Dama w całym tego słowa znaczeniu. Lekcje odbywały się w salonie, przy czarnym fortepianie, nad którym wisiał portret Maestry. Na instrumencie, obok sterty nut, stał telefon, a przy nim napis: „Każda rozmowa kosztuje 50 groszy. Zanim rozpoczniemy lekcję, proszę położyć 50 złotych. „Ada Sari lubiła jeść - kontynuuje Maria Fołtyn - uwielbiała rozmowy o naszych mężach i dzieciach, organizowała miłe przyjęcia imieninowe. Mieszkała i żyła sama, była westalką sztuki i nam starała się to wpoić mówiąc: „Sztuka nie znosi spółek”. Miała oczywiście na myśli nasze sprawy osobiste, ciągłe dzielenie czasu między dom i teatr. Spotkania u Maestry odbywały się w atmosferze rodzinnej, wolnej od drobnych zawiści, w poszanowaniu konkurenta, tu łączyło nas wspólne umiłowanie śpiewu”.
Łącznie przez klasę Ady Sari przeszło ponad stu uczniów. Do jej wychowanek należą m.in.: Zdzisława Donat, Maria Fołtyn, Joanna Krysińska, Barbara Nieman, Halina Mickiewiczówna, Bogna Sokorska, Janina Stano, Urszula Trawińska-Moroz.
Ada Sari otrzymała staranne, tradycyjne wychowanie. Była katoliczką. Podczas jednej z powojennych podróży wakacyjnych odwiedziła letnią rezydencję papieża w Castelgandolfo. Pisze do przyjaciela: „Dzisiaj miałam audiencję prywatną u Ojca Świętego. Co za nastrój w tym wspaniałym zamku - w tych salach - wreszcie wejście do sali tronowej. Tego do śmierci nie zapomnę. Mówił ze mną pozdrawiając mnie słowami polskimi: „Niech będzie pochwalony" itd., potem widząc, że mówię po włosku ucieszył się moją, jak twierdził wspaniałą włoszczyzną - dalszy ciąg rozmowy był już po włosku. Cudowna, uduchowiona twarz. Z wszystkimi rozmawiał w ich języku. Dał błogosławieństwo dla całej rodziny mojej i piękny medal ze swoją płaskorzeźbą”. Kartka została przesłana z Rzymu 27.VIII.1957 roku.
W tymże roku 1957 Ada Sari obchodziła jubileusz 50 lat pracy artystycznej.
 
Ada Sari przeszła na emeryturę w 1959 roku, ale nadal udzielała lekcji prywatnie, a także na zlecenie akademii muzycznej.
Ostatnie chwile życia śpiewaczki opisuje pułkownik w stanie spoczynku Franciszek Jarzębiński, znajomy rodziny Szayerów z czasów starosądeckich: „Spotykaliśmy się z Adą Sari podczas jej ostatniego pobytu w Ciechocinku, na koncertach, w kawiarni, na deptaku. Artystka, już w podeszłym wieku, przyjeżdżała do wód leczyć ręce. Była jeszcze czynną nauczycielką śpiewu, a zreumatyzowane palce utrudniały jej grę na fortepianie”.
Po kilku dniach pobytu w sanatorium Maestra zmarła na atak serca. Podobno po jednej z kąpieli poczuła się źle, wezwała lekarza, który zalecił, aby położyła się do łóżka. Niestety wieczorem 12 lipca 1968 roku zmarła. Pochowana jest w Alei Zasłużonych na Starych Powązkach w Warszawie. Spoczywa obok znanego aktora Jana Kurnakowicza, w pobliżu przedwojennej aktorki filmowej Jadwigi Smosarskiej. Na grobie śpiewaczki znajduje się rzeźba przedstawiająca Adę Sari jako Królową Nocy.
W roku 1937 Ada Sari otrzymała Oficerski Krzyż Orderu Polonia Restituta - w uznaniu zasług w krzewieniu polskiej kultury muzycznej na świecie. W okresie powojennym została uhonorowana dalszymi odznaczeniami m.in. Sztandarem Pracy II klasy.
Dzisiaj oprócz ekspozycji w muzeum starosądeckim, tablicy pamiątkowej na domu, w którym spędziła dzieciństwo i młodość, pamięć wybitnej śpiewaczki kultywują sądeccy miłośnicy muzyki. Począwszy od roku 1985 rokrocznie zapraszają młodych śpiewaków na konkurs wokalny im.Ady Sari. Jego celem jest rozwój polskiej wokalistyki, która dzięki Maestrze zyskała już przed laty światową sławę.
    Osiągnięcia Ady Sari były wynikiem jej talentu, ale również tytanicznej pracy, wyrzeczeniami, szczególnie rezygnacją z normalnego życia rodzinnego - domu, męża, dzieci. Śpiewała główne partie w 33 operach, w jedenastu językach, odznaczając się zawsze nieskazitelną dykcją. W repertuarze koncertowym miała około 400 pieśni, w których jej koloraturowy sopran mógł brzmieć w pełnej krasie. Występowała w najpoważniejszych teatrach, pod batutą wybitnych dyrygentów: Toscaniniego, Kussewickiego, Leoncavalla, Mascagniego, Młynarskiego i Fitelberga. Jej partnerami byli najgłośniejsi ówcześnie mistrzowie sceny operowej: Schipa, Prtile, Gigli, Bonci, Szalapin i wielu innych. Podczas koncertów towarzyszyli jej wybitni instrumentaliści: wiolonczelista - Pablo Casals, skrzypek - Fritz Kreisler i pianista - Wilhelm Backhaus. Ada Sari osiągnęła szczyty sławy, stawiano ją na równi z największymi sopranami koloraturowymi świata - Adeliną Patti, Amelitą Galli Curci, Selmą Kurz, Malibran Catałani.
 
    Dla, pamiętającego ją, mojego męża była cioteczną babcią, o której w domu mówiło się ciocia Ada. Matka mojego męża, Aleksandra Czechowa z domu Szayer, była jej bratanicą, z którą ta światowej sławy artystka operowa utrzymywała serdeczne kontakty, pisała kartki i listy z podróży, odwiedzała podczas pobytów w Polsce. Moja teściowa wiele z pamiątek po Adzie Sari przekazała do starosądeckiego Muzeum w „Domu na Dołkach”. W archiwum rodzinnym zachowały się zdjęcia z występów, a niniejsze opracowanie sporządziłam na podstawie wydawnictwa Państwowej Opery w Warszawie zatytułowanego: „Ada Sari - 50 lat pracy artystycznej”, opatrzonego odręczną dedykacją Jubilatki: „Dla Olusi Kochanej - Ciocia Ada Sari; Wwa 7/XII 1957”.
W pamięci bliskich pozostała, jako serdeczna, pogodna, życzliwa osoba, pełna ciepła i troski. Nie było w niej artystycznej dumy i wyniosłości, a wręcz przeciwnie. Jak opowiadała mieszkająca z ciocią w Warszawie na ul.Łowickiej, w latach sześćdziesiątych XX wieku, siostra męża Anna, jej dom był otwarty dla przyjaciół i uczniów, emanował spokojem, rozbrzmiewał muzyką i śpiewem, dając poczucie bezpieczeństwa.
Jolanta Czech
 
Interaktywna Polska
Webmaster: Jan Czech