Portal - Stary Sącz
polski Sobota - 4 kwietnia 2020 Benedykta, Izodory, Wacławy     
Menu
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Jesienne optymistyczne refleksje - dla seniorów ale nie tylko
LO w Starym Sączu otrzymało certyfikat >Szkoły promującej bezpieczeństwo<
Jubileusz 100-lecia urodzin
Jubileuszowe święto Caritasu
Węgrzy pamiętają o Świętej Kindze
KONCERT WDZIĘCZNOŚCI
> ZRÓB JEDEN MAŁY KROK <
W KOMUNII Z BOGIEM
Poranek przy kawie
DIAMENTOWA ZBROJA (2)
Listopad w przyrodzie
Kalendarium- listopad
Ogłoszenia i Kronika Parafialna
WYBORY W GMINIE STARY SĄCZ
Dzwonnik klasztoru ss.Klarysek - klucznik wieży bramnej
Polsko-angielska parafia w Welwyn Garden City
Indeks WSB-NLU już w rękach uczennicy starosądeckiego LO
>Pierwsze starosądeckie poszukiwanie pierścienia św.Kingi<
XXII GÓRSKA PIELGRZYMKA SZLAKIEM ŚWIĘTEJ KINGI
LISTOPAD - kalendarium
Msza Święta na zakończenie sezonu turystycznego w górach
Wspomnienie o śp.księdzu Władysławie Turku
Główna uroczystość jubileuszu 225-lecia diecezji tarnowskiej
Ks.Roman Stafin - MOJA MSZA ŚWIĘTA
Listopadowe miłosierdzie
Okładka

.
JESIENNE OPTYMISTYCZNE REFLEKSJE -
DLA SENIORÓW ALE NIE TYLKO
 
„Zawsze można być człowiekiem z młodą duszą i sercem”
 
    To piękne przesłanie, ale jak to zrobić, gdy jesień życia, choćby najpiękniejsza, niesie swoje ograniczenia i przypomina o odwiecznym prawie przemijania, a my żyjemy w ciekawych, ale wyjątkowo trudnych czasach, w klimacie rosnących konfliktów i niepokojów, konsumpcjonizmu i dehumanizacji. Jak żyć, by wciąż na nowo odkrywać sens życia, na każdym jego etapie, jak „sięgać po gwiazdy” i nieustannie wzrastać? Jak pożytecznie i pięknie zarazem wykorzystać ten swój złoto czy późnojesienny czas?
Z tymi pytaniami zwróciłam się do znanej dobrze Państwu z ciekawych i pięknych felietonów, reportaży i wywiadów p.Zosi Gierczyk, która z grupą przyjaciół daje jednoznaczną odpowiedź. Jako nauczyciele przygotowali do życia wiele pokoleń młodzieży, a dzisiaj, w nowych okolicznościach, sami uczą się żyć twórczo i ciekawie, dzielić się światłem jak chlebem i bronić nadziei. Mają już sporo doświadczeń w tym względzie, warto, by i inni z nich skorzystali.
 
Ponawiam więc pytania do Adresatki: jak widzisz i oceniasz realia tzw. „jesieni życia”?
    - Myślę, że dopiero dojrzałość uczy doceniania tego, co się ma i pokazuje, że każdy czas jest dobry, każda pora ma wiele do zaoferowania, każdy dzień stanowi Boży dar, za który trzeba dziękować. A co do wieku, to warto pamiętać, czym mamy się cieszyć i co uświadamiać sobie nieustannie, wbrew powtarzanym stereotypom, że starość się Panu Bogu nie udała. Prawda jest bowiem taka:
„Jeśli macie szczęście, to właśnie się starzejecie. Starość jest przywilejem. Długie życie jest być może największym ze wszystkich darów. Jeśli je dobrze wykorzystać.”
Dobrze wykorzystać - znaczy żyć twórczo, ciekawie, wolniej i spokojniej, ale za to pełniej i głębiej; pamiętając, że człowiek jest dla siebie zadaniem. Możliwości otwierają się niezależnie od lat i na nic nie jest za późno, dopóki w sercu jest miejsce na piękno, nadzieję, radość i odwagę. Mimo upływu czasu zawsze można czuć się młodym, a wiek ma jeszcze tę zaletę, że dopiero on przywraca wielu rzeczom właściwą miarę Ktoś powiedział bardzo mądrze: „Bóg zsyła nam starość, ale tylko od nas zależy, czy pozostaniemy młodzi”.
 
Takie optymistyczne nastawienie na pewno ułatwia życie, ale jeszcze ważniejsze miejsce w nim zajmuje drugi człowiek i wzajemne relacje z innymi.  Z tego, co czasem opowiadasz, widzę, że można Wam pozazdrościć, jako grupie koleżeńskiej, dlatego sprowokowałam rozmowę, aby i inni mogli z doświadczeń skorzystać, żebyś  nam o nich opowiedziała.
    - Zanim przybliżę konkrety naszych czwartkowych spotkań, i zachęcę do podobnych, chciałabym  podeprzeć się teorią, uzasadniającą ich wagę. Wskazać - co myślą o znaczeniu kontaktów międzyludzkich, rozmów, podtrzymywaniu przyjaźni i więzów - najmądrzejsi z mądrych osobistości. Zacznę więc od przytoczenia kilku wypowiedzi:
Zdaniem Jana Pawła II każde spotkanie z drugim człowiekiem jest ogromną potrzebą i tęsknotą nas współczesnych, bo to człowiek człowiekowi najbardziej jest potrzebny do szczęścia. Będąc wielkim pasjonatem spotkań, Ojciec Święty potrafił każdemu uczestnikowi, bez względu na to, kimkolwiek był, przesyłać czytelny sygnał, że jest dla niego kimś ważnym. Wiedział, że każdy z nas nosi w sobie tabliczkę pragnień z napisem: „Chcę być dla kogoś ważnym, chcę, byś mnie zrozumiał, wysłuchał, obdarzył zaufaniem; chcę być potrzebnym, liczyć się. Potrzebuję twojego czasu i uwagi”. Papież - Polak potrafił to dawać, bo umiał kochać ludzi, gromadząc miliony - szczodrze rozdawał swą miłość - i serca dla wszystkich mu starczało.
Ksiądz Józef Tischner mówił o spotkaniach, że są wyjściem z własnego świata, z własnej samotności i otwarciem na ludzi. Poszerzają horyzonty i uczą bycia z innymi i dla innych. Ryszard Kapuściński pisał, że spotkanie to największe przeżycie i najważniejsze doświadczenie, bo żeby lepiej poznać siebie, trzeba poznać innych. Bez spotkania i rozmowy będziemy się mijać, pozostaniemy sobie obcy, zimni, nieczuli, bez wyrazu i duszy.
Poeta, Edward Stachura, bardzo potrzebował tej bliskości, toteż wołał „Do kogoś na świecie”:
            „Jeśli ty dasz mi trochę - ja ci dam dużo!
            Jeśli ty dasz mi dużo - ja ci dam więcej!
            Jeśli ty dasz mi wszystko - ja też dam ci wszystko!”
Popularny teolog i pisarz, Gianco Ravasi przekonywał: „Każda relacja międzyosobowa jest nam niezbędna jak powietrze, którym oddychamy i jak światło, w którym żyjemy, ponieważ zostaliśmy stworzeni do komunii i miłości”.
Tylko spotkania pozwalają przebić się przez ludzkie opancerzenie i dotrzeć do wnętrza, odkryć czyjąś inność i niepowtarzalność, poznać, zrozumieć i doznać bliskości. Brak wzajemnych relacji wyobcowuje, tworzy kulturę samotności, a ta często doprowadza do chorób społecznych i depresji. Bardzo doświadczony chorobą Randy Pausch, bohater „Ostatniego wykładu” w testamentalnym przekazie zapisał:
    „Jeśli z otwartym sercem zwrócisz się do drugiej osoby, wtedy sam otrzymasz miłość i zrozumienie. Bądź wdzięczny za spotkanie z drugim człowiekiem!”
 
Dotknęłaś sprawy najważniejszej: wzajemnych relacji międzyludzkich, za którymi tęskni dzisiaj serce zabieganego człowieka. Powołanie się na autorytety wybitnych osobowości nie tylko ubogaca rozważania, ale prowokuje do podjęcia indywidualnego wysiłku i samooceny. Opowiedz, jak to było w Waszej szkole, w Zespole Szkół Rolniczych. Jak udało się Wam wypracować piękne tradycje kultury humanistycznej, które tak bardzo ułatwiają życie? Od czego się zaczęło?
    - Szkolna ława, niczym bieda, łączy ludzi… również i nauczycieli, jak widać. Pracowaliśmy w opłakanych warunkach starosądeckiego „rolnika”, zawsze bez swojej bazy, w warunkach tułaczki lokalowej, ale z dobrą, serdeczną młodzieżą i w atmosferze wzajemnej zgody i życzliwości. Koleżeńskie więzi przetrwały próbę czasu i wciąż trzymamy się razem. Zespołu Szkół Rolniczych już nie ma, zabrakło i kilkorga z nas: śp.dyrektora Stanisława Sojki, koleżanek: Jadzi Łasińskiej, Hani Grabowskiej, Marysi Platy, Wiesi Borkowskiej, a ostatnio nieodżałowanej Dorotki Buchman, która za siebie przysłała nam męża Józka, w bardzo godnym zastępstwie. Wszyscy, którzy już odpoczywają „na niebieskich pastwiskach”, wciąż żyją w naszej pamięci i w modlitwach, a my, którzy jeszcze tu jesteśmy, tworząc tzw. małą grupę wsparcia, staramy się czynić emeryckie życie lepszym i radośniejszym.
.

Szóstką i na "6" jesienny wypad do Przysietnicy
.
Trzon naszej grupy stanowią: Krystyna Brynecka, Maria Dominik, Lucyna Kopczyńska, Irena Korona, Barbara Tworek, Mieczysław Guc, Jan Kumor i wspomniany już Józef Buchman.
    Maksymalnie w 10-osobowym składzie, częściej w mniej licznym, spotykamy się regularnie co tydzień na kawie, w różnych punktach miasta. Wymieniamy doświadczenia, informujemy się o wydarzeniach i dokonaniach, zdajemy relację z minionych dni, doradzamy, pomagamy, wspieramy. Cieszymy się z sukcesów, towarzyszymy w trudnych chwilach. Możemy na siebie liczyć, być oparciem. Jako lokalni patrioci żywo interesujemy się sprawami i problemami miasta, i mieszkańców. Jesteśmy „stąd” więc nie mogą nas nie boleć takie zachowania, jak: bezmyślne zanieczyszczanie powietrza przez spalanie odpadów, zaśmiecanie terenu, niszczenie wspólnego czy prywatnego dobra, brak odpowiedzialności właścicieli psów, (w kwestii zanieczyszczeń terenu), wulgarny język, „bezstresowe”, a właściwie internetowe i medialne tylko „pseudowychowywanie” dzieci. Mamy kontakty z młodzieżą, z jęz. polskiego, matematyki biologii udzielamy czasem korepetycji i niepokoi nas zreformowana szkoła, poziom kształcenia, umiejętności uczniowskie, niezdrowa atmosfera i kondycja… Jest więc o czym rozmawiać. Staramy się jednak częściej szukać jasnych stron życia, patrzeć optymistycznie, nie narzekać, nie politykować i nie plotkować. Na szczęście wciąż jest w nas apetyt na życie i głód wiedzy, podejmujemy intelektualne wyzwania, rozwijamy twórcze pasje, dbamy o kondycję umysłową i fizyczną, udzielamy się w działaniach społecznych, religijnych i kulturalnych, mamy cele duże i małe. Wspólnie świętujemy imieniny, a od czasu do czasu organizujemy wypady turystyczne; mamy własnych kierowców i świetną przewodniczkę; ostatnio mieliśmy piknik w Przysietnicy, wcześniej wycieczki do Wierchomli, Szczawnicy i Leśnicy, spacer Drogą Pienińską i zwiedzanie kurortu, piknik w Młodowie oraz przechadzkę po Miasteczku Galicyjskim i skansenie.
    Myślę, że tym, co naszą grupę wyróżnia, jest aktywność, przecząca rzekomej stagnacji emeryckiej; działamy, bo wciąż tak dużo jest do zrobienia. Do tego dochodzą rozliczne talenty i pasje, z których część ujawniła się dopiero niedawno, na emeryturze. Każdy jest kimś niepowtarzalnym i w czymś lepszym od innych, każdy ma się czym dzielić i w rezultacie wszyscy się ubogacamy. To sprawia, że spotkania stają się odskocznią od codzienności i pewną receptą na życie. Kilka przykładów, które wymienię, na pewno będzie tego potwierdzeniem, a także świadectwem, że wciąż nas na wiele stać.
Koleżanki Krystyna i Irena ambitnie studiowały, w ubiegłym roku kończąc Uniwersytet III wieku, na kierunkach: przyrodoznawstwo i kulturoznawstwo, dodatkowo z językiem niemieckim.  Podczas spotkań na bieżąco dzieliły się z nami zdobywaną wiedzą. Krystyna jest łączniczką w sprawach naszej duchowości i aktywności religijnej. Od kilku lat również bardzo angażuje się w wolontariat na rzecz Stowarzyszenia Osób Niepełnosprawnych „Gniazdo” i w różne akcje charytatywne Sama zmagając się z chorobą, potrafi dźwigać innych, przekonuje na swoim przykładzie, że „wiara czyni wszystko możliwym, a miłość czyni wszystko pełnym wartości”.
Irena swoje pasje artystyczne kontynuuje na emeryturze. Rozmiłowana w tańcu, muzyce i śpiewie od 1988 r. występuje w zespole „Dolina Dunajca”, obecnie od 10 lat, w „Sądeczanach”, przy MOK w Nowym Sączu. Ich 50-osobowy zespół za dwa lata będzie obchodził pięćdziesięciolecie istnienia. Wciąż odnotowują sukcesy, zachwycają publiczność, w tym roku zajęli I miejsce na Festiwalu Zespołów Artystycznie Opracowanych i Stylizowanych w Szydłowcu. Również I miejsce zajęła ich kapela zespołowa, w kategorii kapel. Uczestniczyli również w Tygodniu Kultury Beskidzkiej, dając koncerty w Żywcu i w Szczyrku. Śledzimy uważnie sukcesy „Sądeczan” i sympatyzujemy - przez wzgląd na naszą Koleżankę.
Niedawno bardzo mile zaskoczył nas kolega Mieczysław, znany dotąd, jako mistrz szachowy I kategorii i świetny matematyk; uaktywnił nagle twórczego ducha artystycznego. Odkrywając dodatkowy talent, zaczął tworzyć grafiki piórem, utrwalać obiekty, kościoły, ulice, Rynek. Z okien samochodu szkicuje zarys, określa perspektywę, oblicza, nanosi kształty, a potem misternie kreseczka po kreseczce wypełnia przestrzeń i wykańcza z matematyczną dokładnością i precyzją. W ten sposób powstał już cały cykl grafik, ponad 15 sztuk ujęć najważniejszych zabytków Starego Sącza. Obecnie, na zamówienie, utrwala wizerunek Białego Klasztoru, siedziby ss. Niepokalanek w Nowym Sączu. Na naszych spotkaniach w każdym tygodniu „radocha”, za każdym razem zostajemy obdarowani skserowanymi odbitkami, w naszym mniemaniu prace są coraz doskonalsze. Czekamy już na wernisaż, będzie co podziwiać. Doświadczymy dumy, że ktoś „z naszej paczki” wyrasta na prawdziwego artystę. Również z tego, że Stary Sącz zyska jeszcze na rozgłosie i sławie. Kolega zapowiada, że na tym nie poprzestanie, marzą mu się próbki malarstwa, a my już czekamy na nie, wierząc, że będą udane.
W naszej grupie to chyba sami artyści, a może w ogóle wszyscy ludzie w Bożym zamierzeniu są artystami, otrzymują talenty, tylko nie zawsze je rozpoznają i potrafią rozwijać. Kolejna artystyczna dusza to Józef, esteta, wrażliwy na każde piękno i sztukmistrz galanterii drzewnej, misternych szkatułek, kasetek itp. Bardzo się cieszymy, że jest z nami. Ma takie zdrowe podejście do życia i zasady, których się mocno trzyma. Patriota lokalny, miłośnik podróży; jako pasjonat książek i literatury wprowadza nas w świat kultury z wyższej półki, popularyzując ostatnio e-booki , jako oszczędniejsze w czasie .Radziłby wszystkim: Czytaj, ile możesz, bo książki to klucz do świata wyobraźni, pobudzają do twórczego myślenia, a obcowanie z kulturą uszlachetnia. Kochaj muzykę i sztukę, podróżuj i odkrywaj piękno!
I na koniec kol.Maria Dominik! Dla mnie nie do uwierzenia! Ta sama Marysia, która przed laty ogromnie pokiereszowana w groźnym wypadku w Austrii, leżała w sądeckim szpitalu, z nogami na wyciągu i potem długo, długo dochodziła do siebie. Dziś na emeryturze pokonuje alpejskie szczyty i dokonuje prawie niemożliwego. Jest wspaniałym przewodnikiem i zanim zgodzi się opowiedzieć coś o sobie (z zażenowaniem, bo jest skromną osobą), składa ofertę naszemu Centrum Pielgrzymowania: oprowadzania po Starym Sączu grup turystów i pielgrzymów w formie wolontariatu. Chętnie udziela się społecznie, tym bardziej więc swojemu miastu chce usłużyć. Korzystamy z usług na wycieczkach i gwarantujemy ich najwyższą jakość. A teraz już Jej wypowiedź, która dowodzi niezaprzeczalnie, że nasza grupa emerycka byłych nauczycieli „rolnika” zasługuje na miano aktywnych seniorów (czy nawet może wyjątkowych również seniorów?).
.

Stanąć na szczycie Olimpu, kto by nie chciał? Marysi się udało!
.
    Moją pasją są góry i podróże. Zainteresowania te towarzyszą mi od dzieciństwa, ale dopiero teraz, na emeryturze mogę się im oddać bez ograniczeń. A wszystko zaczęło się w wieku 50+. Zapisałam się do Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego i zaczęłam chodzić najpierw latem w Tatry, a później również w pozostałe pory roku w Beskidy, Bieszczady, Sudety. Zdobyłam większość tatrzańskich szczytów w Tatrach Polskich i Słowackich, niektóre jak np. Rysy kilkakrotnie. Trzykrotnie uczestniczyłam w corocznych 17-dniowych wyprawach PTT/2008. „Szlakiem wulkanów i antyku” - zdobyłam Etnę na Sycylii, Wezuwiusz, Stromboli i kilka apenińskich szczytów; 2009 - „Szlakami Bałkańskich orłów” - do Czarnogóry, gdzie penetrowaliśmy góry Durmitor i Bielasica oraz w Albanii Góry Prokletia; a w tym roku 2011 - „Pod słońcem Macedonii i błękitem Grecji” zdobyłam m.in. Olimp i Parnas oraz Smolikos, najwyższy szczyt gór Pindos. Każda z tych wypraw oferowała oprócz gór bogaty program turystyczno-krajoznawczy umożliwiający poznanie największych atrakcji odwiedzanego kraju. Od tamtej pory nie wiem, co to przeziębienie, poprawiło mi się krążenie i przestałam być zmarzluchem. Myślę, że wędrówki po górach są bardzo korzystne w wieku emerytalnym, bo pozwalają utrzymać sprawność fizyczną i dobre zdrowie, bez potrzeby sięgania po środki farmakologiczne. Oczywiście, nie można się zmuszać do aktywności, której nie lubimy, jeżeli wolimy jazdę na rowerze czy pływanie, to oczywiście je wybieramy. Ważne, aby się jak najwięcej ruszać, wysiłek fizyczny jest podstawowym środkiem do zachowania zdrowia i młodzieńczej werwy do późnej starości.
Moja pasja podróżowania skłoniła mnie całkiem niedawno do podjęcia się dość karkołomnego, w moim wieku, zadania: zdecydowałam się uczestniczyć w kursie pilotów i przewodników, i zdobyć te uprawnienia. Kurs trwał 1,5 roku i zakończył dwoma egzaminami składanymi przed komisją, wyznaczoną przez Urząd Marszałkowski Województwa Małopolskiego. Najpierw był 3 etapowy egzamin na pilota wycieczek, który zdałam bez większych problemów w 2009 roku, a w ubiegłym roku w lipcu 3 dniowy egzamin na przewodnika beskidzkiego: pierwszego dnia był egzamin pisemny i ustny, drugiego praktyczny z krajoznawstwa na wyznaczonej przez komisję trasie, a trzeciego dnia część praktyczna na trasie górskiej. Był to bardzo ciężki egzamin, chyba najtrudniejszy jaki zdawałam w swoim życiu i jestem bardzo dumna, że udało mi się pomyślnie przebrnąć przez wszystkie etapy. Prowadziłam już sporo wycieczek, zarówno górskich w PTT (społecznie) jak i na zlecenie biur podróży m.in. wycieczki do Pragi, w Góry Stołowe Polskie i Czeskie oraz krajoznawcze praktycznie po całej Polsce. Jest to zajęcie, które bardzo lubię i chętnie się go podejmuję, chociaż nie ukrywam, że na starannie przygotowanie się do każdej wycieczki poświęcam dużo czasu. Tak więc moja pasja daje mi możliwość rozwijania się i doskonalenia, poznawania nowych miejsc i ludzi oraz dorobienia do emerytury.
    Cóż jeszcze do tych zwierzeń można dodać? Czym zakończyć naszą rozmowę? Chyba tylko stwierdzeniem, że życie może być wielkie lub nijakie, od nas zależy, jaką ścieżkę wybierzemy. „Bo dobrem jest- nie samo życie - ale dobrze spędzone życie”.
 
    Z tych ciekawych opowieści wynika, że Twoje grono przyjaciół jeszcze raz dało świadectwo, że „wielkość człowieka polega na jego postanowieniu, by być silniejszym niż warunki czasu i życia”, ’i że kultywujecie przyjaźń, którą trzeba współtworzyć jak miłość. „Nie wszyscy są powołani, by być artystami w ścisłym sensie tego słowa, jednak wg Księgi Rodzaju zadaniem każdego człowieka jest być twórcą własnego życia; człowiek ma uczynić z niego arcydzieło sztuki” - pisał C.K.Norwid, ulubiony poeta Jana Pawła II, a Ty, Zosiu, przypomniałaś nam tę ponadczasową prawdę, że zawsze można i trzeba być człowiekiem z młodą duszą i sercem, za co serdecznie dziękujemy i gratulujemy.
 
Zanotowała Kazimiera Mrówka
 
Interaktywna Polska
Webmaster: Jan Czech