Portal - Stary Sącz
polski Środa - 20 wrzesńia 2017 Eustachego, Faustyny, Renaty     "Sprawiedliwi mało mówią, a wiele czynią" - Z Talmudu
Strona główna / Z Grodu Kingi - nr 4 (215) 2015 r.
Menu
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Józef Dietl a kwestia przemysłu uzdrowiskowego Galicji Zachodniej (cz.III)
Polsko-słowacki słowniczek na wesoło
W 100 rocznicę urodzin wspomnienie o Księdzu poecie - Janie Twardowskim
Ogłoszenia i Kronika Parafialna
MECZ GWIAZD
Jasełka
Pamiętamy o generale Stanisławie Skalskim
Anglojęzyczne inspiracje w starosądeckim gimnazjum
III Międzyszkolny Konkurs Czytelniczy dla Gimnazjalistów w starosądeckim LO
Podróż do Kalkuty (korespondencja z Londynu)
Walne zebranie Towarzystwa Miłośników Starego Sącza
IX STAROSĄDECKIE DNI KSIĘDZA PROFESORA JÓZEFA TISCHNERA
10 lat temu przeszedł do Domu Ojca największy z Polaków
Nowy cykl rozważań - Moc w słabości (1)
O wielkanocnym jajku
Życzenia
Kalendarium - kwiecień
Okładka 215

.
Józef Dietl a kwestia przemysłu uzdrowiskowego
Galicji Zachodniej
(część III)
 
    Profesor Dietl obok prof. dra F.Skobla oraz prof. dra J.Majera w 1858 r. był jednym z założycieli Komisji Balneologicznej Krakowskiej w Oddziale Nauk Przyrodniczych i Ścisłych c.k.Towarzystwa Naukowego Krakowskiego. Rychle postępujący w XIX stuleciu rozwój balneologii wynikał z profesjonalnie realizowanych badań nad fizyko-chemicznym składem wód mineralnych oraz ich zdrowotnym wpływem na organizm ludzki. Jakkolwiek takowe obserwacje czyniono od czasów starożytnych, w epokach wcześniejszych wodolecznictwa nie uznawano za dział medycyny. Priorytetowym zadaniem Komisji Balneologicznej Krakowskiej (KBK), której pierwszym przewodniczącym obrano prof.dra F.Skobla, było ratowanie przed upadkiem zdrojowisk rodzimych, nierzadko znajdujących się w godnej ubolewania kondycji materialnej i finansowej. Przeto za wielce pożyteczne uznawano publikowanie prac naukowych traktujących o polskich miejscowościach uzdrowiskowych. Zachęcano ponadto do tworzenia w zdrojowiskach szpitali, stacji meteorologicznych i balneologicznych. Tak ambitne plany wymagały powiększenia grona Komisji Balneologicznej o ekspertów z zakresu architektury, inżynierii oraz prawa.
   Jesienią 1859 r. Dietl zainicjował działalność Spółki Zdrojowisk Krajowych (SZK), która za powinność przyjęła podratowanie uzdrowisk zlokalizowanych w Galicji u podnóża Karpat. Za pierwszą swą misję, jak informowano na łamach dziennika „Czas”, spółka, którą kierował książę Władysław Sanguszko obrała wybudowanie i urządzenie mieszkań dla gości kąpielowych i łazienek oraz pozakładanie parków zdrojowych. Iwonicz, Krościenko, Krynica, Szczawnica, Swoszowice i Żegiestów przynależały z początkiem lat 60. XIX w. do najbardziej znanych miejscowości kuracyjnych Galicji Zachodniej. Niewystarczające fundusze SZK uniemożliwiały jednak wspomożenie wszystkich sześciu zdrojowisk równocześnie. Postanowiono zatem w pierwszej kolejności wesprzeć kurorty odznaczające się największą frekwencją kuracjuszy - Krynicę i Szczawnicę, goszczące corocznie od 800 do 1000 gości kąpielowych. W przypadku pozyskania nowych funduszy zamierzano przyjść z pomocą dla Krościenka, Swoszowic i Żegiestowa. SZK łączyła pracę i kapitały w zamiarze ratowania rodzimych zakładów uzdrowiskowych, których rozbudowa i unowocześnienie techniczne i zabiegowe, mogły zahamować falę ekskursji do ośrodków zagranicznych i wspomóc tym samym rozwój gospodarki narodowej niszczonej przez zaborców. Ze skreślonego przez Dietla wyliczenia wynika, iż „kraje polskie” w skali roku na takowych wyjazdach traciły wiele milionów złr. Przyjmując, że rocznie do wód austriackich, czeskich, francuskich i in. udawało się wtenczas ok. 20 tys. osób, zaś każda z nich na podróż i pobyt w kąpielach przeznaczała średnio 500 złr., dawało to łączną sumę 10 mln złr. Jeśliby tylko co czwartego z owych kuracjuszy zatrzymać w kraju, rodzime zakłady zdrojowe zyskałyby 2,5 mln złr., natomiast w przeciągu 50 lat wzbogaciłyby się o 125 mln złr. Na tej podstawie można stwierdzić, że celem SZK było ponadto ograniczenie wyjazdów polskich gości kąpielowych do wód obcokrajowych i uświadomienie rodakom, że zdrojowiska galicyjskie mogły śmiało współzawodniczyć ze swoimi odpowiednikami z Europy Zachodniej, należało tylko dać im ku temu sposobność.
.

(Album Krynicy, circa 1905. Biblioteka Narodowa. Sygnatura: A.5394/Repr.XX/I-684)
.
    Brak odpowiednich wygód w przekonaniu Dietla nie tylko utrudniał pobyt w zdrojowiskach, lecz i niweczył dobroczynny wpływ kuracji przy użyciu wód mineralnych. Przez termin „wygody” rozumiano mieszkanie niezawilgocone, jasne i ciepłe, odpowiednio umeblowane, w miarę możliwości zaopatrzone w piec lub kominek. Do lamusa odsyłał praktykowany dawniej zwyczaj przywożenia przez kuracjuszy własnej pościeli. Łóżka w pokojach gości kąpielowych należało wyposażyć w kompletne zestawy pościelowe. Profesor był zwolennikiem organizowania przez zdrojowiska własnych kuchni wydających posiłki dostosowane do diety uzdrowiskowej. Za najdogodniejszą formę ich świadczenia przyjmował table d`hôte - obiady wspólne. Dotychczas w trakcie pobytu w wodach o wyżywienie najczęściej troszczono się we własnym zakresie. Zwiększenie atrakcyjności uzdrowisk Galicji Zachodniej miało nastąpić wskutek dostarczenia gościom kąpielowym wygód i rozrywek umilających czas kuracji. Przestrzegał jednak Dietl przed ich nadmiarem w postaci paradnych zabaw, gier hazardowych i biesiad, gdyż ich zbytek z niekorzyścią mógł wpłynąć na przebieg leczenia. Za niezbędne uznawał wyposażenie uzdrowisk w odpowiednie urządzenia techniczne, stwarzające możliwość pełnego wykorzystania leczniczych właściwości wód mineralnych. Oferta zabiegowa zakładu krynickiego na początku lat 60. XIX w. nie obejmowała zaprowadzonych już wtenczas w uzdrowiskach Europy Zachodniej kąpieli gazowych, gazowo-parowych, ziemnych czy błotnych. Czynnikiem utrudniającym podróż do zdrojowisk Karpat Zachodnich był brak odpowiednio przygotowanych dróg komunikacyjnych. Podług zaleceń jednego z przewodników z epoki, do Krynicy najdogodniej było się udać koleją żelazną z Krakowa do Bochni, stamtąd natomiast dyliżansem pocztowym, który do wód w czasie sezonu kąpielnego kursował codziennie. Dwa wozy pocztowe wychodzące o godzinie dwudziestej trzeciej, a do zakładu krynickiego przybywające następnego dnia około trzynastej, mogły jednak zabrać tylko po siedmiu podróżnych każdy. Dojechawszy koleją ze Lwowa do Bochni przesiadano się tamże na dyliżans wyjeżdżający do Krynicy o szóstej rano, który w miejsce docelowe docierał na dwudziestą. Kuracjusze z Poznania lub Warszawy korzystali z kolei żelaznej górnośląskiej lub warszawsko-wiedeńskiej, również udając się wpierw do Krakowa. Dla jadących własnym pojazdem zalecano podążać przez Bochnię, Limanową i Nowy Sącz, w których to znajdowały się zajazdy. Trudności komunikacyjne, brak lub zaniedbane drogi bite stanowiły bolączkę Galicji także w czasach fin de siècle.
Sławomir Dorocki, Paweł Brzegowy
 
Interaktywna Polska
Webmaster: Jan Czech