Portal - Stary Sącz
polski Wtorek - 21 listopada 2017 Janusza, Marii, Reginy      "Życie tylko dla samego siebie jest korozją osobowości". Wiktor Hugo
Strona główna / Z Grodu Kingi -nr 10-11 (221-222) 2015 r.
Menu
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
O, szczęśliwa słabości! - Bernard z Clairvaux (3)
Ogłoszenia i Kronika parafialna
Koło Grodzkie i Tatran Preszów na Jackowej Pościeli
Tarnica w jesiennej odsłonie. Najwyższy szczyt Bieszczadów zdobyty
W pogoni za Fado
Dekret reformacyjny bpa K.I.Sołtyka z 1763 r. w sprawie starosądeckich Klarysek
XXV MIĘDZYNARODOWA JESIEŃ GALICYJSKA
Wernisaż wystawy fotograficznej >Magia natury<
Wszechstronne wychowanie prowadzące do pełni i piękna życia
OBCHODY DNIA EDUKACJI NARODOWEJ
Promocja książki >Manipulowanie zegarem<
>Maksymalnie przyrodniczo w Beskidzie Sądeckim<
I STAROSĄDECKI DZIEŃ SENIORA
Na pątniczej trasie starosądeckiego POAK i Klubu Seniora
Tytuł Honorowego Członka TMSS dla pani Kazimiery Mrówki
>Przychodzimy, aby odejść, odejdziemy, aby wrócić<
>Zegar odmierza sprawy człowiecze....<
Na świętego Marcina…
Gratulacje
Kalendarium
Okładka

.
O, szczęśliwa słabości! 
- Bernard z Clairvaux (3)
 
    Słabość może być okazją do WZROSTU DUCHOWEGO!
    Bernard nazywa słabość „dobrą”, „pożyteczną”. Dlaczego? Otóż ten, kto wie, że jest chory, idzie do lekarza, a jest nim Bóg! Zdrowy Go nie potrzebuje, gdyż poradzi sobie sam. Słabości nie trzeba lekceważyć, trzeba ją poznać i zdecydować się na duchową terapię. Gdyby słabość była ukrywana przed sobą i innymi, wtedy człowiek trwałby w stanie pozorowanej doskonałości, który wcześniej czy później prowadziłby do upadku.
    Konieczna jest tutaj szczerość – przede wszystkim przed sobą!
    A więc jeszcze raz: dlaczego słabość może być okazją do wzrostu duchowego?
Ponieważ moc, jaka tkwi w słabości, ma swoje źródło w ludzkiej słabości, którą wziął na siebie Jezus Chrystus. Chrzest nas w Niego wszczepił i dalej jesteśmy włączani w etapy Jego życia.
    Bernard włoży w usta Jezusa taką prawdę:
 
Wszystko po to, aby moje poczęcie oczyściło twoje, aby moje życie oczyściło twoje życie, aby moja śmierć zgładziła twoją śmierć, aby moje zmartwychwstanie uprzedziło twoje zmartwychwstanie, aby moje wniebowstąpienie przygotowało twoje wniebowstąpienie, wreszcie, aby Duch Święty przyszedł z pomocą twej słabości.
 
    Chrystus przyjmuje ludzką słabość. Jego wszechmoc Boża zostaje w tym momencie jakby przysłonięta; On jest jak my, jest jednym z nas, człowiekiem dotkniętym słabością:
 
Mąż boleści oswojony z cierpieniem (Iz 53,3).
 
    Jezus doświadcza podwójnej słabości; słabości ciała - zmaltretowany wisi na krzyżu - i słabości ducha:
 
Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił (Mk 15,34).
 
    Ta Jego słabość, jest dla nas - jak pisze Bernard - „słodkim pocieszeniem”, ale to nie wszystko; Chrystus nie chciał być tylko wzorem dla nas, jak przeżywać słabość. On ją przeniknął do końca, przezwyciężył ją i stale ją przezwycięża w nas, tzn. staje się ona umacniającą słabością. Przenikając ją, wydobywa z niej siłę. Dzieje się to w czasie Paschy, w przejściu ze śmierci do Zmartwychwstania. Ta ludzka słabość przeradza się w moc i jest tytułem do Jego chwały.
    Droga chrześcijanina, droga nasza, nie może być inna. Chcielibyśmy uczestniczyć od razu i zawsze w Jego Zmartwychwstaniu, w Jego Wniebowstąpieniu, ale to nie jest możliwe. Drogą jest krzyż, cierpienie, słabość, której trzeba doświadczyć.
    Doświadczenie słabości i w naszym życiu jest nieuniknione, ale zarazem zbawienne. Nasze słabości często nam mocno doskwierają. Chcielibyśmy być, tak po ludzku, zawsze mocni, ale czy wtedy byłaby możliwość bycia blisko Jezusa, który szedł drogą krzyża, którego my chcielibyśmy uniknąć?
    Prawdę o ludzkiej słabości Bernard poznaje w oparciu o swoje doświadczenia z życia zakonnego; swoich słabości doświadczał on w monotonii życia zakonnego i rodzącej się w nim oschłości:
 
Omdlałość ogarnęła moją duszę, duch mój stępiał i doświadczam niezwykłej gnuśności. (…) Tak zostałem porażony i upadłem. (…) Nie mam już upodobania w żadnym psalmie, czytania nie mają mi nic do powiedzenia, brak radości w modlitwie. (…) Gdzie zatem podziało się owo upojenie Duchem? Gdzie radość i pokój w Duchu Świętym? Oto nie chce mi się pracować fizycznie, jestem senny podczas czuwań, pochopny do zapłonięcia gniewem, zatwardziały w urazach.
 
    Bernard pisze o swoim duchowym stanie prosto i konkretnie. Czy odnajduję się w tym jego opisie? Może przeżyłem już coś takiego, albo teraz właśnie to przeżywam jako kapłan, siostra zakonna, może jako małżonek, małżonka, ojciec, matka, a może jako młody człowiek.
     Co wtedy robić? Wątpić w powołanie do mojego stanu? Wpadać w stan przygnębienia? Może nawet poddać się depresji? Do tego wszystkiego mogłoby być dość blisko.
    Bernard przychodzi nam pomocą i mówi, że w doświadczeniu słabości konieczna jest  POMOC BOŻEJ ŁASKI.
    No tak, ale jak ją uzyskać?
    Bernard powie, że trzeba się uniżyć, stać się całkiem małym, zbratać się ze swoją słabością. On sam uczył się tego stopniowo; uważał, że jest to tajemnica, która została powierzona tylko przyjaciołom, a ta tajemnica wyraża się w zaproszeniu Jezusa Chrystusa:
 
Uczcie się ode mnie, bo jestem cichy i pokornego serca (Mt 11,29).
 
    Bernard wyraża tę prawdę tak: Humiliare et apprehendisti, tzn. uniż się, stań się mały i już pojąłeś!
    Jeśli chcemy duchowo się rozwijać, to musimy zapamiętać jedno: w ten rozwój wpisane jest nieodłącznie doświadczenia własnej słabości, aby odczuć, że samemu tak niewiele się może; bez tego rozwój duchowy byłby niemożliwy, gdyż nasza ludzka słabość „robi miejsce” dla Bożego działania!
    Aby tę prawdę przybliżyć używa św.Bernard dwóch obrazowych określeń: „leniwa stopa” i „kalekie biodro”, ale o tym już w następnym rozważaniu.
Ks.Roman Stafin
z książki: Moc w słabości. Święci uczą nas życia duchowego

Interaktywna Polska
Webmaster: Jan Czech