Portal - Stary Sącz
polski Sobota - 18 listopada 2017 Klaudyny, Romana, Tomasza      "To człowiek człowiekowi najbardziej potrzebny jest do szczęścia". Paul Holbach
Strona główna / Z Grodu Kingi -nr 12 (223) 2015 r.
Menu
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
O, szczęśliwa słabości! - Bernard z Clairvaux (4)
Rozmowa z siostrą Elżbietą Marią Siepak
Ogłoszenia i Kronika parafialna
Podziękowania
ŻYWIOŁ OGNIA NA >GNIAZDOWYCH< ANDRZEJKACH
ODBLASKOWA SZKOŁA
Obchody 10-lecia Prywatnego Gimnazjum w Starym Sączu
>ANDRZEJKI< w innej odsłonie?
KONCERT CECYLIAŃSKI
Uroczyste otwarcie biblioteki w Gołkowicach
W 10-lecie założenia Stowarzyszenia na Rzecz Osób Niepełnosprawnych „Gniazdo”
XI kwesta na odnowę zabytkowych nagrobków
Każda historia ludzka jest godna uwagi, każde życie ważne i cenne
DIAMENTOWY I ZŁOTE JUBILEUSZE MAŁŻEŃSKIE
Rok życia konsekrowanego (30 XI 2014 - 02 II 2016)
DROGI BOŻEJ OPATRZNOŚCI
Przewodnik i drogowskazy - na drogach życia i duchowości
Rozmowa z księdzem dr Romanem Stafinem
Zimowe oczekiwanie
Kalendarium
PRZYSZŁO BOŻE NARODZENIE - BÓG SIĘ RODZI!
Życzenia
Okładka

.
O, szczęśliwa słabości!
- Bernard z Clairvaux (4)
 
    Aby tę prawdę przybliżyć używa św.Bernard dwóch obrazowych określeń: „leniwa stopa” i „kalekie biodro”. O „leniwej stopie” pisze tak:
Widzę już Pana, który pochyla się nade mną z wysokości… zawołał mnie, chcę Mu odpowiedzieć. To Ty, Panie, to Ty wyciągniesz dłoń do swego stworzenia (…) Ale ja (…) jestem tylko opieszale się wspinającym, leniwym podróżnikiem (…) módlcie się do Wszechmogącego, aby umocnił moją leniwą stopę.
 
    Natomiast o „kalekim biodrze” mówi, powołując się na walkę Jakuba z aniołem (por. Rdz 32,25-32). Otóż Jakub walczył całą noc z tajemniczym aniołem. Podczas tego zmagania anioł wywichnął Jakubowi jego staw biodrowy i Jakub szedł kulejąc. Ale od anioła otrzymał błogosławieństwo. Ten opis jest symbolem walki duchowej uwieńczonej zwycięstwem.
    Według Bernarda owa „rana w biodrze”, która czyni nas słabymi w obliczu Pana, jest miejscem Jego działania. Bernard nawet modli się o podobne zranienie:
abym wychodząc od tej słabości zaczął może wreszcie czynić postępy, bo gdy opieram się na swej sile, mogę jedynie nie podołać.
 
    I dalej przytacza doświadczenie św. Pawła, któremu jest dany „oścień dla ciała” (por. 12,1-11). Paweł prosi Pana, aby go od niego uwolnił. A Pan na to:
Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali
 
    Bernard modli się więc o słabość, aby być mocny, mocą Pana.
Myślę, że my nie musimy prosić o słabości, bo przecież my je mamy, ale trzeba je sobie uświadomić i trzeba umieć się z nimi „obchodzić”, aby były źródłem łaski Bożej; one są obecne w zbawczym planie Boga, który nas dotyczy.
    Duchowy wzrost przedstawia Bernard tak:
Wspierając się silnie na stopie łaski i wlokąc powoli za sobą swoją chorą nogę, będę się wspinał bezpiecznie po drabinie pokory, aż do wstąpienia w wielkie przestrzenie miłości (…). Właśnie tak, noga za nogą, wchodzi się po tej stromej drabinie, i w zadziwiający sposób, wstępuje się pewniej, chociaż bardziej opieszale [tu: wolniej].
 
    Przepiękny opis (obraz, poezja), zestawienie antynomii: wleczona stopa ludzkiej słabości - silna stopa łaski Bożej; drabina pokory - przestrzenie miłości; utykając (po ludzku) - iść pewnie (wsparty na łasce Bożej)!
    Jedno jest pewne: potrzebujemy LECZNICZEGO DZIAŁANIA ŁASKI, bo ciągle kulejemy.
    Trzeba więc „wlec swoją leniwą” stopę, trzeba „iść utykając” z powodu kalekiego biodra; tylko wtedy Pan da wzrost miłości i postęp w życiu duchowym.
    A teraz popatrzę na siebie i na moje miejsce w życiu: w rodzinie, w miejscu pracy, w szkole, w kapłaństwie, w klasztorze; popatrzę na moją postawę, tu i teraz.
Czuję się może tam, gdzie jestem w miarę pewnie; obrazowo można by powiedzieć, że: „równo stawiam nogi”, „trzymam się prosto”; wydaje mi się, że jestem poprawnym, porządnym człowiekiem. Tu rodzi się pytanie: czy nie tylko na poziomie czysto ludzkim? Czy w tym wszystkim, co robię i jak robię, jest miejsce na Boże działanie? Może to wszystko, co osiągam, osiągam sam, przy pomocy moich sił - może ubogaconych talentami - ale tylko moich ludzkich sił. Gdyby tak było, to przecież tak niewiele, no bo to tylko tyle, ile człowiek sam osiągnie.
    Tutaj trzeba postawić zasadnicze pytanie: Czy w tym wszystkim, co robię jest miłość, bo tylko wtedy Bóg będzie obecny w moim życiu i to tylko On może mu nadać prawdziwy smak; On, który jest samą miłością!
    Nie odnajdę prawdziwego życia bez doświadczenia ludzkiej słabości. Muszę doświadczyć mojej słabości; muszę się z nią zmagać i przy próbach uporania się z nią przy pomocy tylko ludzkich sił muszę odczuć mocno swoją bezradność. Wtedy dopiero przyjdzie Pan ze swoją mocą i mnie podniesie. Jak długo sam sobie ze wszystkim radzę, On nie przyjdzie, bo nie jest mi potrzebny; i sam też nie dam rady duchowo dalej rosnąć.
    Jeżeli nie ciągnę lub nie ciągnąłem za sobą (wlokłem) „leniwej stopy” lub nie utykałem z powodu „kalekiego biodra”, no to Pan Bóg nie ma pewno co u mnie naprawiać; nie ma na czym „zaczepić” swojej łaski, aby pociągnąć mnie do góry, wysoko.
    No więc jak to jest w moim życiu? Na pewno łaska Boża ma dużo do zrobienia w mojej duszy, ale może jest tak, że ja wierząc w swoją „doskonałość”, nie widzę swojej słabości i nie proszę Go o pomoc; no i cały czas ślizgam się po powierzchni, a jestem przecież od chrztu powołany do głębokiego życia z Bogiem, aby z tego zjednoczenia z Nim nadawać smak życiu wokół mnie.
    Właśnie chodzi tutaj o WOŁANIE O POMOC. Jak o nią wołać? O tym za miesiąc.
Z książki: Ks.Roman Stafin, Moc w słabości.
 Święci uczą nas życia duchowego. Biblos. Tarnów 2015.
 
Interaktywna Polska
Webmaster: Jan Czech