Portal - Stary Sącz
polski Wtorek - 21 listopada 2017 Janusza, Marii, Reginy      "Życie tylko dla samego siebie jest korozją osobowości". Wiktor Hugo
Strona główna / Z Grodu Kingi-nr 3-4 (226-227) 2016 r.
Menu
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Ks. Roman Stafin - O, szczęśliwa słabości! - Bernard z Clairvaux (6)
Zwyczaje wielkanocne
Powstał z martwych - by żyć wiecznie!
Na jesienną chandrę - Górny Śląsk
UROCZYSTOŚCI U SIÓSTR KLARYSEK
Początek biskupiej drogi ks.Leszka Leszkiewicza
Ogłoszenia i Kronika parafialna
Obchody Wielkanocy w Kościele rzymskokatolickim
Karnawałowo z Kołem Grodzkim PTTK
Sposób na spalenie świątecznych kalorii według Koła Grodzkiego PTTK
Niebieski szlak z Brzeźnicy do Łopusznej zaliczony
Wyjazd studyjny do Krakowa i Oświęcimia
Polsko-węgierski projekt kulturoznawczy dobiegł końca
Róże św.Kingi - LEGENDA
>Jesteśmy wezwani by być miłosierni jedni wobec drugich<
Kalendarium
Życzenia
Okładka

.
O, szczęśliwa słabości!
- Bernard z Clairvaux (6)
 
    W swoich rozważaniach opiera się Bernard na przemyśleniach św.Jana Kasjana, który mówi o sprawiedliwym, który upadł, lecz upadek go nie niepokoi,
gdyż po swym upadku nie przestaje on być świętym, jeśli uznaje, że nie może zostać usprawiedliwiony, pokładając ufność w swych dziełach, i jeśli wierzy, że jedynie dzięki łasce Bożej może zostać oswobodzony z licznych kajdan grzechu, powtarzając nieustannie z Apostołem [Pawłem]: ’Nieszczęsny ja człowiek!  Któż mnie uwolni z tego ciała śmierci?’
 
    A teraz rodzi się pytanie: w czym tkwi tajemnica tej słabości, która obraca się w siłę?
W pokorze. Nie chodzi tutaj o zaniżoną ocenę swej własnej osoby, lecz o realną ocenę sytuacji człowieka, który doświadcza swojej słabości. U Bernarda pokora jest wprost synonimem słabości. Do znanego powiedzenia św.Pawła moc w słabości się doskonali, Bernard dodaje: w pokorze.
    A ja?  Gdy po upadku jestem przygnębiony, przytłoczony, zniechęcony, to tam nie ma pokory, no bo to ja znów upadłem, to ja znów nie dałem rady, to ja znów nie wypełniłem postanowienia. To ja, to ja, a ja to pycha.
 
POKORA JEST SIŁĄ,
KTÓRA CZYNI SŁABOŚĆ DUCHOWO SKUTECZNĄ!
 
    Dzieje się to według następującego schematu: słabość rodzi pokorę, a pokora sprowadza łaskę. Nie wystarczy jednak tylko uświadomić sobie swoją słabość; trzeba za psalmistą - radzi Bernard - powiedzieć: Dobrze to dla mnie, że mnie poniżyłeś (ps. 119, 71), bo wiem, że sam nie dałbym rady, bez Twojej pomocy. Bernard idzie jeszcze dalej i mówi, że za takie doświadczenia trzeba nawet dziękować. Nigdy słabość (grzech) sama w sobie nie jest dobra, godna pochwały, dziękczynienia, lecz jako droga do wypracowania pokory i otwarcia się na łaskę.
    Znane są wypowiedzi ludzi, którzy po trudnych doświadczeniach życiowych, często chorobach, które ich po ludzku powaliły, wyznają, że one doprowadziły ich do Boga i pomogły im zmienić swoje życie.
    Bernard nawiązując do pierwszego wersetu Księgi Mądrości, bardzo mu bliskiej - Myślcie o Panu właściwie i szukajcie Go w prostocie serca (1,1) - mówi, że w słabości, w upokorzeniu, odczujecie także dobroć Pana i dodaje:
Posłuchaj więc, jak Bóg osobiście osładza gorycz rozbitego serca,
jak przyzywa z otchłani rozpaczy tego, kto jest zniechęcony,
jak pociesza miodem słodkiej i  wiernej obietnicy tego, kto jest smutny,
jak pokrzepia tego, kto stracił ufność.
 
    Św.Bernard pisząc komentarz do Pieśni nad Pieśniami, kończąc analizę dróg mistycznych – niestety nie dokończył - mówi, że żadna słabość, żadne upokorzenie, a nawet żaden grzech, nie powinny nigdy człowiekowi odbierać nadziei na spotkanie z Bogiem w miłości. Twierdzi on, że zjednoczenie mistyczne jest dane wszystkim, nawet najsłabszym, najnędzniejszym grzesznikom; pisze o tym w pięknym oratorskim stylu:
Wszelka dusza nawet obciążona grzechami, spętana występkami, złapana w zwodniczą pułapkę, skazana na wygnanie, uwięziona w ciele, oblepiona błotem, pogrążona w bagnie, w niewoli członków swojego ciała, pożerana troskami, roztargniona rożnymi sprawami, skupiona na swych troskach, udręczona cierpieniami, zagubiona w błędzie, zatroskana zmartwieniami, niespokojna i podejrzliwa, a co więcej, obca w nieprzyjacielskim kraju, taka, która, według proroka, gnije już w towarzystwie umarłych i widzi się odrzuconą wraz z tymi, którzy są w piekle, wszelka dusza, powiadam, nawet potępiona [wg niej samej] i owładnięta rozpaczą, wszelka dusza może odnaleźć w sobie możliwość odetchnięcia nadzieją na wybaczenie i miłosierdzie oraz możliwość śmiałego pragnienia zaślubin ze Słowem, możliwość wolnego od obaw zawarcia z Bogiem paktu komunii i noszenia wraz Królem aniołów słodkiego jarzma miłości.
 
    Ten tekst, piękny, bogaty w treść, wypełniony duchowym ciepłem i śmiały, „poraża” mistyczną śmiałością i ślepą ufnością tak, że aż pytamy, czy Bernard nie poszedł za daleko, bo otwiera przecież niebo nawet dla potępionych (tzn. oni sami sądzą, że będą potępieni). Ale tutaj opiera się on na poglądach największych Ojców Kościoła, którzy zawsze odrzekali się od wyznaczania granic wszechmocnemu Miłosierdziu Bożemu. W późnym średniowieczu te granice jednak stawiano w Kościele, głosząc mocniej Boga Sędziego z kart Starego Testamentu, niż Boga Miłości z nauczania Jego Syna. 
    Słuchaliśmy orędzia o Bożym miłosierdziu św. Bernarda, duchowego przywódcy dwunastowiecznej Europy (mówiono o nim: „niekoronowany król”). Jego teologia miłości (serca) przejęta została m.in. przez św.Bonawenturę i św.Jana od Krzyża.
    Popatrzmy jeszcze, na koniec, na naszą duchową wędrówkę, za św.Bernardem, naszym przewodnikiem na drodze odnajdywania siły w słabości:
                        „Leniwa noga”,
                        „kalekie biodro”,
                        „oścień dla ciała”.
                        Jakkolwiek to nazwę,
                        chodzi tutaj o moją słabość.
                        Nie mogę się jej bać,
                        przyjmę ją w pokorze.
                        Tak doświadczę, 
                        że Bóg przyjdzie,
                        weźmie mnie za rękę
                        i podniesie swoją łaską!
 
    Bez takiego osobistego doświadczenia niewiele mógłbym zrobić dla rodziny, dla Kościoła, dla świata, w którym żyję. Gdy nam ciężko, módlmy się słowami Biblii:
 
            Jak łania pragnie wody ze strumieni,
            Tak dusza moja pragnie Ciebie, Boże
            (…)
            Czemu jesteś zgnębiona, moja duszo,
            I czemu jęczysz we mnie?
            Ufaj Bogu, bo jeszcze Go będę wysławiać
            Zbawienie mojego oblicza i mojego Boga
                                                     (Ps. 42, 2.6)
 
            Racz mnie wybawić, Boże
            Panie, pośpiesz mi z pomocą!
            (…)
            Ja (…) jestem ubogi i nędzny,
            Boże pośpiesz mi z pomocą!
            Tyś wspomożyciel mój i wybawca,
            Nie zwlekaj więc, Panie!
                                                (Ps. 70,1.6)
 
            Duchu Święty, niech moja słabość
            znajdzie łaskę u Twojej wielkości.
            Moja słabość w Twojej sile i mocy.
            Niech wszystko się stanie
            według Twego nieskończonego miłosierdzia.
 
Z książki: Ks.Roman Stafin, Moc w słabości.
Święci uczą nas życia duchowego. Biblos. Tarnów 2015.
 
Interaktywna Polska
Webmaster: Jan Czech