Portal - Stary Sącz
polski Środa - 22 listopada 2017 Cecylii, Jonatana, Marka      "Największą satysfakcją w życiu jest świadomość, że się nikogo nie skrzywdziło". Anyfanes
Strona główna / Z Grodu Kingi-nr 5-6 (228-229) 2016 r.
Menu
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Vi Festiwal Przygody i Podróży >Bonawentura<
Chwalcie łąki umajone…
Największy przymiot Stwórcy
Ogłoszenia i Kronika parafialna
Z Kołem Grodzkim PTTK na niebieskim szlaku
Bibliografia Małopolski
Wzruszenia i radość na jubileusz >Gniazda<
Wystawa >Ada Sari - życie, kariera i sława<
Tischner i media
W 85. rocznicę urodzin w Starym Sączu - X Dni Księdza Tischnera
Walne zebranie Towarzystwa Miłośników Starego Sącza
Wspomnienie o siostrze Cecylianie Gawrzyńskiej (1951-2015)
Posłannictwo Świętej Faustyny nie skończyło się. Ono trwa
NIEDZIELA MIŁOSIERDZIA BOŻEGO - ŚWIĘTEM CARITAS
KRZYŻOWA DROGA DO PRZEMIANY ŻYCIA
>SŁUŻYŁ I MIŁOWAŁ WIĘCEJ NIŻ INNI<
Rozmowa z burmistrzem Jackiem Lelkiem
Od 45 lat w Starym Sączu posługuje ksiądz prałat Alfred Kurek
Kalendarium
Okładka

.
VI FESTIWAL PRZYGODY I PODRÓŻY
„BONAWENTURA”
 
    Od piątku 18 marca do niedzieli 20 marca, już po raz szósty Stary Sącz stał się przystanią dla podróżników przedstawiających swe dokonania i publiczności, która do ostatniego miejsca z dostawkami, wypełniała salę widowiskową Centrum Kultury i Sztuki im.Ady Sari w Starym Sączu. Wszystko to za sprawą niestrudzonego dyrektora tej instytucji Wojciecha Knapika, zespołu pracowników z Justyną Liszkowską na czele i wolontariuszy, którzy godziny swej ofiarnej pracy poświęcili dla dobra Festiwalu.
    Wojciech Knapik jest twórcą tego niepowtarzalnego, zjawiskowego przedsięwzięcia, jakim jest festiwal „Bonawentura”, który zachęca i inspiruje do poszukiwania przygód, przez podejmowanie trudów nietuzinkowych podróży.
To był niezwykły pomysł, aby zachować w pamięci swego tragicznie zmarłego (23 lipca 2010 r.) brata Tomasza Bonawenturę - uczcić w tak wspaniały sposób, tworząc Festiwal Przygody i Podróży, nazwany jego drugim imieniem, które bardzo lubił.
   Tomasz Knapik - geograf, podróżnik, fotograf, menadżer, działacz organizacji pozarządowych. Był pasjonatem, uprawiającym wiele ekstremalnych sportów, wspinał się na sześciotysięczniki w Andach, uczestniczył w wielu wyprawach w góry środkowej Azji, Afryki, zwiedził pół świata zarażał swych słuchaczy pasją podróżniczą.
Ze Starym Sączem był związany nie tylko zawodowo (przez projekty edukacyjne i społeczne). Jeszcze w roku poprzedzającym tragiczny wypadek rowerowy, podczas specjalnego cyklu spotkań, swymi pasjami dzielił się z uczniami starosądeckich szkół. Miał tu też przyjaciół, którzy czują, że byłby zadowolony z takiej radosnej imprezy, którą perfekcyjnie organizuje jego starszy brat Wojciech wraz z Fundacją Rozwoju Ziem Górskich
Wszak Bonawentura oznacza szczęśliwy los, pomyślność i już wiadomo, że Patron Festiwalu spełnia swą opiekuńczą rolę.
    Maraton festiwalowy rozpoczął się w piątek o godz.18.00. Powitanie zebranych widzów i oficjalne otwarcie Festiwalu przez dyrektora Knapika poprzedził koncert zespołu „Naked Mind” w składzie: Michael Jones, Michał Augustyniak, Piotr Górka, Alina Osuch, Jakub Rutkowski.
Było to dla chyba większości publiczności kompletne muzyczne zaskoczenie. Trzeba przyznać, że fascynujące, bowiem w brzmieniu zespołu wyczuwa się więź muzyki z duchowością. „Naked Mind” to wibracja mis śpiewających i gongów tybetańskich. Te niezwykłe instrumenty wykorzystywane w masażu dźwiękiem i muzykoterapii współtworzą niezwykłe brzmienie zespołu.
„<Naked Mind> - to międzynarodowy projekt muzyczny zrodzony z miłości do muzyki świata, a także fascynacji gongami i misami tybetańskimi. Jako jedyni na świecie wykorzystujemy równocześnie trzystuletnią altówkę barokową oraz tradycyjny indyjski sitar. Od ponad roku spotykaliśmy się w drewnianym domku w magicznej Lanckoronie i tworzyliśmy muzykę, którą chcielibyśmy się z Wami podzielić. Naked Mind oznacza <czysty umysł> - umysł wolny od myśli, zakłóceń i wyobrażeń, umysł w bezpośrednim kontakcie z rzeczywistością taką, jaka jest - z przestrzenią, dźwiękiem, wibracją i ciszą” - czytamy na internetowej stronie zespołu.
„Michał Augustyniak - autor piosenek, gitarzysta, wokalista i kompozytor. Wydał cztery albumy ze swoimi piosenkami, a za album „Tribute To Georgie Buck” był nominowany do Fryderyków. Jest autorem muzyki do filmu animowanego „Do Serca Twego” Ewy Borysewicz. Sześć lat temu zaczął grać na sitarze i miłość do tego instrumentu zaprowadziła go do Indii, gdzie studiował grę na tym instrumencie u Pandita Partho Bose. Jako jeden z nielicznych wokalistów w Polsce posługuje sie także technikami śpiewu alikwotowego kargyraa i sygit.
    Michael Jones. Londyńczyk o hinduskich korzeniach. Szkolił się na pilota w Royal Air Forces, ale ostatecznie wylądował w Polsce, gdzie wrócił do gry na skrzypcach. Grał m. in. z Nigelem Kennedy i zespołami: „Fiolka”, „T.Love” i „Max Klezmer Band”. Jego hinduskie skrzypce Ravanhutta można usłyszeć w filmie „Wiedźmin”. W „Naked Mind” gra głównie na trzystuletniej altówce o wyjątkowo szlachetnym brzmieniu, ale także śpiewa, gra na saksofonie, darabuce i djembe.”
 
    Po koncercie - mocne wejście na liczący 1700 km Szlak Himalajski, który uważany jest za jeden z najtrudniejszych i najwyżej położonych szlaków górskich na świecie. Joanna Lipowczan i Bartosz Malinowski, jako pierwsi Polacy przeszli go w 2015 roku bez wsparcia tragarzy, kucharzy i przewodników i zajęło im to 120 dni. Rozpoczęli 6 września 2015 w Taplejung na wschodzie Nepalu, zakończyli 4 stycznia 2016 w Simikot na dalekim zachodzie.
Opowiadał o nim gość specjalny Bartosz Malinowski, gdyż niestety żona nie mogła przyjechać do Starego Sącza.
Swą barwną opowieść „z trasy” urozmaicał pokazem pięknych zdjęć, wywołujących zawrót głowy. Ich wyprawa została nominowana do nagrody Traveler National Geographic w kategorii Podróż Roku
    W następnym pokazie Tomasz Jakimiuk dotarł autostopem i jachtostopem z Siemiatycz do Meksyku. Relacje ze swej podróży opisuje na blogu „Jak to daleko”.
„W swojej karierze podróżniczej udało mi się dotrzeć do wielu ciekawych miejsc, a także przepłynąć Ocean Atlantycki potocznym jachtostopem. Jestem podróżnikiem niskobudżetowym. Zarzucam plecak i ruszam. Nie martwię się tym, gdzie będę spać. Cenię naturę oraz lokalnych ludzi, gdyż wiem, że dzięki nim mogę dostrzec autentyczny wizerunek odwiedzanego miejsca. Licznik autostopowych kilometrów przekroczył 100000.”
 
    Piątkowy wieczór zakończyła relacja: „Władysław Labuda - W 974 dni dookoła świata”. Chcąc spełnić swe największe marzenia, wyruszył z Polski, aby okrążyć Ziemię. Trasa jego podróży biegła przez: Anglię, Kanadę, Meksyk, Belize, Gwatemalę, Honduras, Nikaraguę, Kostarykę, Panamę, Kolumbię, Ekwador, Peru, Boliwię, Chile, Australię i Malezję. Przejechał 5 kontynentów i ponad 62 tysiące kilometrów. Nie wydając ani grosza na noclegi - udowadnia, że pieniądze nie stanowią przeszkody przed udaniem się w podróż. Także jeśli chodzi o jedzenie - jest przebojowy. Jada to, co tubylcy. Przetrwanie poszczególnych etapów podróży umożliwia mu fakt, że podejmuje się niecodziennych zajęć w najodleglejszych miejscach globu.
Festiwalowe pokazy i prelekcje stanowią podróżne inspiracje dla uczestników tych spotkań.
    W sobotnie południe - Magdalena Konik przedstawiła prezentację „Gruzja - mój drugi dom”. W lipcu 2015 zafascynowana Gruzją zamieszkała na stałe w Tbilisi, a potem w Sighnaghi. Publikowała swe zdjęcia w mediach i prasie polskiej oraz gruzińskiej. Obecnie, jako fotoreporter współpracuje z Georgian Journal i Institute for War and Peace Reporting.
   Każdy z pokazów był fascynującą przygodą: Mateusz Janiszewski popłynął w rejs antarktyczny: „Którędy na Wyspę Słoniową?”
    - Robb Maciąg - przedstawił projekt „Tuk tuk Cinema” - opowiadając o swej wyprawie z Bolkiem i Lolkiem do Indii. Ten doświadczony podróżnik jadąc gdzieś, stara się zostawić tyle dobrego, ile sam przyjął. Planując swoją podróż wzdłuż Gangesu postanowił podarować napotkanym chwilę radości.
Pomysł na to był następujący: kupić motorikszę, zapakować projektor i laptop, ruszyć w trasę i wyświetlać polskie filmy rysunkowe o Bolku, Lolku i Reksiu, gdzie się da - w szkołach, w sierocińcach, na ulicy. Pieniądze na projekt udało się zebrać na portalu „Polak Potrafi”, a Festiwal „Bonawentura” był wśród wspierających go.
    - Julia Witczuk - „Rok świstaka” - to opowieść o pracy biologa terenowego, badającego górską faunę - w tym wypadku głównie świstaki.
Wyprawy badawcze, które odbyła wraz ze Stanisławem Pagaczem, to wielodniowe wędrówki z namiotem przez górskie parki narodowe Kanady i USA - od północnych lodowców po ceglastoczerwone skały Utah. Na szlaku spotkania z niedźwiedziami, bizonami, pumą, jeżozwierzem no i oczywiście ze świstakami.
    - Robert Gondek - „Gabon, Sao Tome - góry, goryle, szympansy, mandryle”. Wyprawa do Gabonu i na Wyspy Świętego Tomasza została zorganizowana w ramach piątego etapu projektu podróżnika: „W drodze na najwyższe szczyty Afryki”, którego celem jest zdobycie najwyższych szczytów – miejsc w każdym afrykańskim kraju.
    Od godz.17.00 scenę starosądeckiego „Sokoła” objęła w posiadanie polsko-kolumbijska rodzina: Dominik Bac i Claudia Cardenas z dziećmi, prezentując pokaz „Kolumbia - Serce Świata”. Jest to opowieść i zdjęcia z kilkunastu wypraw przez Kolumbię, która jest globem w miniaturze. Dzięki Dominikowi i Claudii dotarliśmy na rajskie plaże Karaibów, dzikie dżungle wybrzeża Pacyfiku i Amazonii, bezkresne sawanny Llanos, zobaczyliśmy kolonialne miasta, ośnieżone szczyty Andów, zajrzeliśmy do wiosek Indian Kuna i Embera w przesmyku Darien, do Indian Wayuu na pustynnym półwyspie Guajira i nomadów Amazonii Nukak Maku.
    - Piotr Trybalski - „Islandia - niech żyje prohibicja!” - to była wspaniała opowieść o wyspie, gdzie podróżnik spędził, zimę i lato. Piękne zdjęcia przybliżyły kraj, gdzie najliczniejszą mniejszością narodową są Polacy
Tytułowa prohibicja wiąże się z faktem, iż do 1989 roku nie można tam było kupić piwa! Islandia słynąca z krótkiego lata i ze srogiej aury zachwyciła widzów w prezentacji znanego podróżnika, fotografa, dziennikarza, który przez blisko 10 lat kierował serwisem OnetPodróże, pisał i fotografował m.in dla czasopism: „Outside”, „Polityka”, „Przekrój”, „National Geographic”, „National Geographic Traveler”, „Podróże”, „Focus Historia”, „Magazynu Górskiego”, „Ski”, „Witaj w podróży”. Prowadzi serwis internetowy Fotografwpodrozy.pl
    - Andrzej Budnik i Alicja Rapsiewicz to autorzy świetnego bloga o podróżowaniu, znani jako LosWiaheros.
W swej starosądeckiej prelekcji „Po prostu Australia” opowiedzieli o kolejnej swej wyprawie do Australii, z planem przejechania samochodem z Perth do Sydney. Pokazali nam ten odległy kontynent także z perspektywy drona, dzięki któremu zobaczyliśmy, że istnieje 150 kilometrowa droga bez zakrętu, i że aż po horyzont rozciągają się równiny, a rzeka Muray wije się jak wąż. Na slajdach pokazali niesamowity kraj z jego rdzennymi mieszkańcami Aborygenami. To musiało się podobać!
    - Piotr Horzela - „Antarktyka - stacja polarna, lodowce, pingwiny!”
Wychowany w leśniczówce na Pomorzu, już w trakcie studiów na Wydziale Leśnictwa SGGW rozpoczął swe podróżowanie po Europie. Potem była Antarktyda, Ameryka Południowa i Afryka, gdzie spędził łącznie prawie cztery lata. Dzięki niemu poznaliśmy polarną stację badawczą. Na Wyspie Króla Jerzego, (którą od Antarktydy oddziela Cieśnina Bransfielda - około 100-120km) należącej do Archipelagu Szetlandów, znajduje się Polska Stacja Antarktyczna im.H.Arctowskiego. Tu dotarł w 2009 roku nasz podróżnik, gdzie dla Zakładu Biologii Antarktyki Polskiej Akademii Nauk obserwował zachowania pingwinów i innych zwierząt i przeprowadzał pomiary lodowców, pomagając również naukowcom w ich pracach. Spędził tam szesnaście miesięcy.
Gdy nastał czas powrotu i oczekiwał na przelot chilijskim samolotem do Ameryki Południowej, na kilka dni przed wylotem, do bazy przypłynął polski jacht ”Katharsis II”. Dzięki uprzejmości kapitana i szefa stacji dostał się na jego pokład i tym sposobem znalazł się na kontynencie. Bardzo wiele dowiedzieliśmy się z przedstawionej prezentacji i bogatej dokumentacji fotograficznej. Nie zdawał sobie wówczas sprawy Piotr Horzela, że wszystko wydarzyło się także po to, by ze Starego Sącza mógł wywieźć nagrodę publiczności za najlepszy pokaz na szóstym Festiwalu „Bonawentura”.
    - Elżbieta Wiejaczka - „Mieszkałam z Masajami”. Zanim się to stało najpierw poznała Isayę na Zanzibarze, gdzie wielu Masajów zarabia na życie, jako ochrona hotelowa. Zaprzyjaźnili się i wkrótce została zaproszona na uroczystości inicjacji, jakie miały odbywać się w jego rodzinnej miejscowości. Przez kilka tygodni żyła w chacie zrobionej z gałęzi akacjowych, wyklejonych ziemią pomieszaną z krowim łajnem. Przyglądała się, gotującym na palenisku z trzech kamieni, kobietom. Uczestniczyła w ich codziennych czynnościach i pięknie nam o tym opowiedziała, wzbudzając podziw.
   Czas podróżniczych spotkań dodatkowo urozmaicały konkursy dla publiczności, rozwiązywana była festiwalowa krzyżówka, funkcjonowało stoisko z podróżniczymi książkami, oraz wystawa fotografii Jacka Wnuka zatytułowana: „Karpaty Wschodnie” - czarno-białe obrazy pokazujące pasmo górskie, ciągnące się od Bieszczadów aż po Czarnohorę. Były to niezapomniane przeżycia dla ducha. Było też coś dla ciała. Po „Sokole” rozchodziły się zapachy smakowitych dań, a podniebny transport pierogów z różnymi nadzieniami, to prawdziwe techniczne mistrzostwo świata!
Pokazy zaczynały się o godz. 11.00 a kończyły po 22.00 bywało, że tylko z krótką przerwą.
    Po sobotnich wspaniałych podróżniczych przeżyciach w niedzielę mieliśmy możliwość obejrzenia bloku filmów dokumentalnych:
-Bear Grylls - brytyjski podróżnik, alpinista , komandos i Naczelny Skaut Wielkiej Brytanii instruuje jak przetrwać w ekstremalnych warunkach (dwa epizody po 50 minut: dżungla i góry)
-Najpiękniejsze zjawiska przyrodnicze na Ziemi. Trwający około 50 minut film, to hołd dla piękna, bogactwa i różnorodności przyrody
- Urszula Wachowska „Czarnobyl 30 lat po…”
- Bearl Grylls i dalszy ciąg szkoły przetrwania - tym razem na bezludnej wyspie.
 
    Wieczorną część festiwalu rozpoczął koncert: „Muzyka Świata”, prezentujący muzykę sefardyjską i flamenco w wykonaniu Izy Szafrańskiej (El Saffron - z języka hiszpańskiego „szafran”) - śpiew i Pawła Sokołowskiego - gitara.
Trzon zespołu „El Saffron” tworzą trzy muzykalne siostry Szafrańskie z Lipnicy Wielkiej koło Nowego Sącza Zachwyciły one jurorów programu telewizyjnego Must Be The Music i dostały się do finału tego show.
W czerwcu 2014 „El Saffron” zaproszono na jeden z dwóch istniejących na świecie Festiwali Muzyki Sefardyjskiej - XIII Festival International De Musica Sefardi - w Cordobie.
Będąc w Hiszpanii, grupa zakwalifikowała się na 4th International Jewish Music Competition w Amsterdamie.
Zespół wykonuje stare pieśni sefardyjskie we własnych aranżacjach i utwory z repertuaru izraelskiej pieśniarki Yasmin Levy, z którą część zespołu miała okazję się spotkać w grudniu 2013 r. we Wrocławiu.
Muzyka była Yasmin Levy była inspiracją do założenia zespołu i podczas serdecznego spotkania po koncercie w Synagodze pod Białym Bocianem, Yasmin wyraziła swoje uznanie i sympatię dla El Saffronowych, europejskich interpretacji jej pieśni.
Na starosądeckiej scenie niezwykle pięknie zabrzmiała piosenka z żydowskiego getta „Dona Dona… o cielaczku prowadzonym na rzeź, do której polskie słowa napisał Jacek Cygan, a ma ją w swym repertuarze Joan Baez i Edyta Gepert.
    I wreszcie ostatnie trzy prelekcje gości specjalnych, pierwsza to: „Syberia wzdłuż i wszerz” - Romualda Koperskiego - podróżnika, pisarza, przewodnika po Syberii, pioniera wypraw samochodowych po rozległych terenach Syberii, pilota samolotowego I klasy, dziennikarza - reportażysty, fotografa, myśliwego, nurka oraz zawodowego muzyka - pianisty.
Pasjonat Syberii, którą wielokrotnie przemierzył na całej długości oraz szerokości geograficznej. Pomysłodawca oraz organizator czterech edycji rajdu samochodowego „Transsyberia” w tym trwającego 39 dni najdłuższego i najtrudniejszego rajdu samochodowego na świecie „Transsyberia - Gigant 2004” Atlantyk - Pacyfik - Atlantyk, liczącego 30000 km.
Prawie od dwudziestu lat podróżuje po Syberii. Jak mówi - „byłem na północy, południu, spłynąłem gumowym pontonem całą Syberię i pokonałem tysiące kilometrów. Ile razy tam byłem nie policzę, ale bywa, że spędzam tam pół roku i cały czas chcę wracać. Syberia jest niesamowitą krainą. Jest czymś, czego my nie mamy. Sama nazwa pochodzi z języka starych ludów syberyjskich i oznacza „śpiącą ziemię”. I rzeczywiście jest to taka śpiąca ziemia pełna przepięknych krajobrazów, gór, dolin, rzek. Jednak przede wszystkim są tam wspaniali ludzie.
Syberię zamieszkuje aż sto narodowości, które żyją ze sobą w zgodzie a członkowie ich społeczności są niezwykle gościnni”.
Nam opowiedział o żyjących w symbiozie z naturą Czukczach, którzy większość swego pożywienia jedzą na surowo i wsi Wierszynie nad rzeką Idą, 100 km na północ od Irkucka, gdzie jeszcze wielu jej mieszkańców mówi po polsku. Są to potomkowie dobrowolnych emigrantów z Zagłębia Dąbrowskiego, którzy osiedlili się tutaj około 1919 roku.
.

.
„Wędrowaliśmy” przez „syberyjskie autostrady”, którymi są zamarznięte rzeki, niesamowitą ciężarówką, a chętni mogli nabyć syberyjski tryptyk autorstwa Romualda Koperskiego: „Pojedynek z Syberią”, „Przez Syberię na gapę”, „Syberia Zimowa Odyseja”.
    Jerzy Grębosz - „Robinson wśród dzikich Oceanii. Najpiękniejsza przygoda życia”. Zabrał nas na wyspy Oceanii, gdzie mieszka wiele plemion Buszmenów, a szczególnie na najbliższą jego sercu wyspę Tanna, dlatego, że sześć lat temu jej mieszkańcy uznali go za członka swej społeczności,bowiem jadł to co oni i tak samo się ubierał, co akurat oznacza prawie nagość. Wielokrotnie podczas swej prelekcji podkreślał swe przywiązanie do ludzi tam mieszkających, do których ciągle pragnie wracać i czyni to w miarę możliwości, bo to właśnie ludzie są dla niego najwspanialszym skarbem.
Nasz przewodnik po Oceanii dr hab. Jerzy Grębosz, na co dzień jest pracownikiem naukowym Instytutu Fizyki Jądrowej Polskiej Akademii Nauk w Krakowie oraz autorem bestsellerowej książki dotyczącej programowania komputerowego „Symfonia C++”.
    Finałowy pokaz: „Hic Sunt Leones - na nartach z ośmiotysięczników” zaprezentował Andrzej Bargiel - trzykrotny mistrz Polski w narciarstwie wysokogórskim oraz trzeci w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Jest zdobywcą wielu ekstremalnych europejskich szczytów. Na swoim koncie ma rekord świata w biegu na Elbrus.. Do tej pory zjechał na nartach z wierzchołów Shishapangmy, Manaslu i Broad Peaka.
    Jego autorski, pięcioletni projekt „Hic Sunt Leones” - (łac.tu są lwy) swą nazwę przyjął od łacińskiej sentencji, służącej do oznaczania obszarów nieodkrytych, krajów nieznanych. Projekt ma na celu zjazdy z najwyższych szczytów Ziemi. Wydarzeniem go inaugurującym była „Shishapangma Ski Challenge 2013”, pierwsza polska narciarska wyprawa w Himalaje, której celem było zdobycie (w jak najkrótszym czasie) szczytu Shishapangmy (8013 m. npm.) oraz zjazd na nartach z samego wierzchołka góry. I to się oczywiście udało!
25 lipca 2015 zdobywa główny wierzchołek Broad Peak i dokonuje pierwszego w historii zjazdu na nartach z tego ośmiotysięcznika. Zjazd na nartach do bazy zajął mu w sumie trzy godziny.
I właśnie ten wyczyn mogliśmy podziwiać na „Bonawenturze”.
Zachęcony do powiedzenia czegoś o sobie stwierdził: „Przyszedłem na świat w 1988 roku w Łętowni, niedaleko Jordanowa. Jestem dziewiątym spośród jedenaściorga dzieci. Od małego rozsadzała mnie energia. Nikt nie potrafił sobie ze mną poradzić ani nauczyciele w szkole, ani rodzice, którzy bezskutecznie próbowali ukierunkować moją energię na pracę w przydomowym gospodarstwie. Dopiero w podwórkowych sportach dawałem ujście swojej fantazji. Bieganie za piłką, wspinanie się po drzewach, pływanie i urwisowanie z chłopakami to było to, co uwielbiałem. W gimnazjum stało się jasne, że jedynym sposobem, żeby okiełznać moją energię, były regularne treningi sportowe. Zacząłem jeździć konno oraz uprawiać kolarstwo górskie. Miałem nawet jakieś drobne sukcesy, niestety mój rower zwyczajnie się rozpadł. Nasze kółko sportowe nie miało wystarczającego budżetu na kupno nowego roweru, a rodziców też nie było stać na taki zbytek. Widocznie kariera kolarska nie była mi pisana. Na pytanie: Jak rodzice odnoszą się do jego pasji ze skromnością odpowiedział: Mama nie do końca zdaje sobie sprawę, co ja robię w tych górach, a ja też oszczędzam jej szczegółów. U nas zresztą zawsze było tak, że ja i moje rodzeństwo szybko musieliśmy brać za siebie odpowiedzialność.”
   I tu dochodzimy do podsumowania, planów i marzeń, bo z nich przecież czerpiemy siłę do wszelkich aktywności.
W festiwalowych projekcjach wzięło udział ponad tysiąc sympatyków owych spotkań, które stanowią mocny punkt cyklicznych imprez organizowanych w Centrum Kultury i Sztuki w Starym Sączu. Zwiedziliśmy wszystkie kontynenty, a Bonawentura - dobry los, przywiódł nie tylko nas z Sądecczyzny, ale również sympatyków z Podlasia, Lęborka, Warszawy i Krakowa.
Zaprezentowano siedemnaście pokazów, wszystkie porywające podróżniczą pasją, ozdobione pięknymi zdjęciami i filmami, zostaliśmy zauroczeni wspaniałą muzyką.
   I z tymi bogatymi przeżyciami i życzeniami na przyszłość pozostajemy do kolejnej już siódmej edycji Festiwalu Przygody i Podróży „Bonawentura”, którego najbardziej prawdopodobny termin to 24-27 marca 2017 r.
Jolanta Czech
 
Interaktywna Polska
Webmaster: Jan Czech