Portal - Stary Sącz
polski Poniedziałek - 26 sierpnia 2019 Ireneusza, Konstantego, Marii     "Człowiek został stworzony na podobieństwo Boga - jest zdolny do miłowania i przyjmowania daru miłości." - Jan Paweł II
Strona główna / Z Grodu Kingi - nr 4-6(251-253) 2018 r.
Menu
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Szczęsny Morawski, pionier opisu dziejów Sądecczyzny
Krótkie rozważania na temat dobra i zła...
ViII Festiwal Przygody i Podróży Bonawentura
Pamięci Szczęsnego Morawskiego
Okładka
Ogłoszenia i Kronika parafialna
Wycieczka do Warszawy
Koło Grodzkie PTTK Oddział w Nowym Sączu
Jubileusz X-lecia Środowiskowego Domu Samopomocy
Flecista ze Starego Sącza podbija muzyczny świat
Ślady Szczęsnego Morawskiego w Starym Sączu
LISTA WAŻNYCH OSÓB
Rewolucja w Kościele czy głęboka reforma?
XII Starosądeckie Dni Księdza Tischnera
Strategiczne inwestycje dla przyszłości Starego Sącza
100 lat Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego
NARÓD ISTNIEJE Z KULTURY I DLA KULTURY
Mamy obowiązek pamiętać i przypominać
POD OPIEKĄ ŚWIĘTYCH: JANA, PIOTRA I PAWŁA
Kalendarium

.
SZCZĘSNY MORAWSKI,
PIONIER OPISU DZIEJÓW SĄDECCZYZNY
 
   Postawiono przede mną trudne zadanie krótkiego przedstawienia biografii Szczęsnego Morawskiego, bohatera dzisiejszego spotkania. Zadanie to nie jest łatwe, albowiem bogactwo życiorysu Morawskiego jest wprost proporcjonalne do jego sławnego gawędziarstwa, opisanego wielokrotnie przez dziewiętnastowiecznych pamiętnikarzy. Z góry więc przepraszam za niedosyt, jaki Państwo możecie odczuć.
   W biografii Morawskiego ważne są trzy miasta: Rzeszów, gdzie się urodził, Lwów, gdzie się uczył, tworzył i robił karierę na wielu polach artystycznych, oraz Stary Sącz, który pokochał i wybrał na swoją małą ojczyznę.
   Rzeszów pamięta o swoim synu. W 2002 r. rzeszowskie Stowarzyszenie Opieki nad Starym Cmentarzem wydało 16-stronicową broszurę biograficzną. Stowarzyszenie to przypomina również, że w ołtarzu głównym rzeszowskiego kościoła Trójcy Świętej znajduje się obraz namalowany przez Morawskiego pod tytułem Trójca Święta.
   O rzeszowskim okresie życia Morawskiego wiemy niewiele. Najwybitniejszy badacz jego biografii, Henryk Barycz, kwituje ten czas krótko: urodził się w mieszczańskiej rodzinie 15 maja 1818 r., a na chrzcie otrzymał imiona Feliks Jan, zaś jego rodzicami byli Ignacy, rzeźnik, a jedocześnie wielki cechmistrz rzeźniczy, i Katarzyna z Jezierskich. W tym miejscu warto wspomnieć o dwóch faktach. Po pierwsze swoje chrzestne imię Feliks w wieku dojrzałym Morawski zmienił na staropolski odpowiednik: Szczęsny, co było w XIX wieku częstą praktyką i dowodziło patriotyzmu. I po drugie: można się spotkać z innymi datami jego urodzin: 18 lub 19 maja. Na płycie grobowej na starosądeckim cmentarzu wyryty został dzień 15 maja i tę datę uznaje się oficjalnie za dzień urodzin, stąd nasze dzisiejsze spotkanie. Z publikacji i listów Morawskiego wiemy również, że posiadał rodzeństwo: brata Adama, właściciela Kamionki Wielkiej, 13 lat młodszą siostrę Gabrielę, z którą utrzymywał kontakt listowny do końca życia, i zmarłą w wieku 19 lat siostrę Zofię.
   Po ukończeniu rzeszowskiego gimnazjum Morawski udał się do Lwowa, by zostać prawnikiem. Prawo jednak go nie pociągało. Prywatnie chodził więc na lekcje rysunku do lwowskiego malarza Jana Maszkowskiego. Po drugim roku przerwał studia prawnicze na Uniwersytecie Lwowskim i wyjechał 1840 r. do Wiednia, gdzie na Akademii Sztuk Pięknych trzy lata studiował malarstwo i uczył się sztuki konserwacji zabytków. Tu też poznawał historię, samodzielnie studiując historię Polski w nadwornej Bibliotece Cesarskiej. Jak dowodzi zapisek na przesłanym – rodzinie czy przyjaciołom – autoportrecie, borykał się wtedy z kłopotami zdrowotnymi i cierpiał biedę. Zapisek brzmi: „Rysowałem w Wiedniu w 1840 r., cierpiący od kilku lat, bez pieniędzy, bez otuchy i o bardzo niepewnych nadziejach tak o postęp, jak o zdrowie i utrzymanie.” Literackim pokłosiem pobytu w Wiedniu jest humoreska But artysty, wydana pod koniec życia Morawskiego, w „Roczniku Samborskim”, pokazująca trudne życie biednego, polskiego malarza.
   Na szczęście na swojej drodze spotkał wtedy Aleksandra Batowskiego, bibliofila i właściciela majątku w Odnowie koło Kulikowa w powiecie żółkiewskim. Batowski pomógł mu po powrocie z Wiednia i zatrudnił w charakterze bibliotekarza i sekretarza. Po czterech latach, w 1847 r., los uśmiechnął się jeszcze mocniej do Morawskiego. Batowski zdeponował swój zbiór rycin w Ossolineum, a Morawski został tam kustoszem. Aby zrozumieć, jak trudno było zdobyć posadę kustosza w Ossolineum, najlepiej możliwość tę porównać do rzadkiego szczęścia trafienia szóstki w totolotka. Pracę kustosza Morawski traktował niemalże jak posłannictwo. W Albumie zwiedzających zbiór rycin Aleksandra Batowskiego, zachował się jego wiersz wskazujący na to, że swoje obowiązki kustosza rozumiał jako misję patriotyczną, ważny element w ocalaniu polskości i budowaniu jej przyszłej niepodległości. Profesor Barycz podkreśla ogromne zasługi Morawskiego dla rozwoju Ossolineum. Pod jego kierownictwem po raz pierwszy udostępniono zbiory do zwiedzania publiczności, zaczęto je porządkować i naukowo opracowywać.
   Okres lwowski to czas rozkwitu wielu talentów Morawskiego. Zadebiutował jako krytyk, malarz, pisarz, archeolog i historyk. Czuł się wtedy przede wszystkim malarzem i jako malarz realizował się na kilku płaszczyznach. Po pierwsze w swoich recenzjach nawoływał do uprawiania malarstwa historycznego, co w latach czterdziestych XIX wieku było jeszcze bardzo rzadkie. Po drugie był swoistym kronikarzem swoich czasów, rysował portrety współczesnych postaci, m.in. lwowskich literatów, księgarzy, konspiratorów, arystokratów. Ponadto ołówkiem, piórkiem, kredką i farbami wykonywał studia strojów i uzbrojenia wojsk, szkicował nagrobki, herby, wykopaliska, zamki. Wreszcie, co chyba było dla niego w tym czasie najważniejsze, pracował nad wielkimi obrazami historycznymi dotyczącymi wydarzeń z XVII wieku. Są to obrazy: Czambuł tatarski, Po Tatarach, Zienowicz pod Chocimiem, Sahajdaczny pod Szczekocinami. Niestety spuścizna plastyczna Morawskiego jest prawie nieznana. Stąd ukłon w stronę Muzeum Okręgowego, by podjęło może wyzwanie dotarcia do plastycznych dzieł Morawskiego, wydania albumu czy zorganizowania wystawy, mimo że Morawski malarzem wielkim nie był, czego miał świadomość, i po opuszczeniu Lwowa malował coraz mniej, żeby porzucić pędzel na rzecz pióra.
   Oprócz malarstwa Morawski zajmował się historią, wertował w Ossolineum dokumenty i wydał w 1851 r. zbiór pt. Materiały do konfederacji barskiej, co przyniosło mu ogromną sławę i uznanie. Przez wiele następnych lat zbierał dokumenty dotyczące konfederacji barskiej, nosząc się z zamiarem wydania tomu drugiego, do czego ostatecznie nie doszło.
   W okresie lwowskim Morawski dużo wędrował w poszukiwaniu starożytności, grodów, strażnic, pól bitewnych, uroczysk. Owocem wypraw na Ziemię Czerwieńską była archeologiczna rozprawa z 1847 r. pt. Rzut oka na szczątki grodu niegdyś zwanego Pleśnisko, a spostrzeżenia i doświadczenia wyniesione z tych wędrówek zużytkował w latach pięćdziesiątych publikując w „Dodatku Miesięcznym do „Czasu” takie gawędy jak Wyprawa na jarmark do Sadogóry czy Wyprawa do Arabii po konie.
   Wtedy też, we Lwowie, zadebiutował jako pisarz, drukując w 1848 r. w „Tygodniku Mód i Powieści” gawędę pt. „Małanka” o powstaniu listopadowym, a dwa lata później, w 1850 rozpoczął w „Tygodniku Lwowskim” druk powieści w odcinkach pt. Pobitna pod Rzeszowem. Powieść prawdziwa z czasów konfederacji barskiej.
   Jednocześnie Morawski był aktywnym uczestnikiem lwowskiego życia kulturalnego i towarzyskiego. Współpracował przy organizacji pierwszej w Galicji wystawy malarskiej we Lwowie 1847, gdzie wystawił również swoje obrazy. Planował razem z przyjaciółmi utworzenie Spółki Miłośników Malarstwa. Bywał na wtorkowych przyjęciach u Adama Kłodzińskiego, dyrektora Ossolineum, i czwartkowych wieczorkach u Józefa Dzierzkowskiego, gdzie dyskutowano o sztuce. W czasie tych spotkań był niewyczerpanym narratorem, dzielił się swą ogromną wiedzą historyczną, etnograficzną i archeologiczną. Przyjaźnił się z przebywającymi wtedy we Lwowie pisarzami i malarzami: Karolem Brzozowskim, Kornelem Ujejskim, Wincentym Polem, Leszkiem Borkowskim, Zygmuntem Kaczkowskim, Ksawerym Prekiem, Juliuszem Kossakiem, Aleksandrem Raczyńskim i innymi.
   Niestety, tę świetnie rozpoczętą karierę i rozwój na wielu polach artystycznych brutalnie przerwało zwolnienie go w 1851 r. z Ossolineum. Prawdopodobnie było to związane z jego udziałem w czasie Wiosny Ludów w 1848 r. w Gwardii Narodowej i współpracą z Batowskim, prezesem Centralnej Rady Narodowej. Władze austriackie na początku lat pięćdziesiątych XIX wieku usuwały z urzędów wszystkich Polaków myślących i czujących „narodowo”. W tym miejscu od razu wspomnę, że kilkanaście lat później, w latach 1862–1864, Morawski działał w organizacji związanej z powstaniem styczniowym, pracując przy zbieraniu podatku narodowego i werbowaniu ochotników.
   Zwolnienie Morawskiego z Ossolineum było dla niego dramatem osobistym, zawodowym i artystycznym. Natomiast dla Sądecczyzny wydarzenie to okazało się nader szczęśliwe. Przebywał on we Lwowie jeszcze rok, z trudem zarabiając na utrzymanie publikacjami w czasopismach. Lwów opuścił nagle w 1852 r., gdy zachorował na kamienie nerkowe i pojechał się leczyć do rodziców w Rzeszowie. Morawski zresztą był dość słabego zdrowia, w co trudno uwierzyć patrząc na jego pracowitość i dorobek naukowy oraz artystyczny. W różnych miejscach wspomina on o następujących trapiących go schorzeniach: gruźlicy, która zmusiła go do przerwania studiów prawniczych we Lwowie i powrotu do rodziców, kamieniach nerkowych, na które cierpiał całe życie, depresji po utracie pracy w Ossolineum. W liście do Gabrieli wspomina o przebytej cholerze i uporczywym bólu zębów. Z innych publikacji wiadomo również, że cierpiał na gościec i miał kłopoty ze wzrokiem.
   Cierpiący pojechał odwiedzić brata Adama, właściciela wioski Kamionka Wielka pod Nowym Sączem, myśląc, chyba na serio, że jedzie tu umierać. Ale góry nie tylko nie stały się jego grobem, ale pomogły mu wrócić do sił fizycznych oraz do działalności artystycznej i naukowej. Pierwszy jego dłuższy pobyt na Sądecczyźnie datuje się na zimę 1852/1853. Był to czas kuligów. Morawski brał w nich żywy udział i opisał we lwowskim „Telegrafie”. Przyjaciele ze Lwowa w listach przynaglali go do powrotu, ale postanowił pozostać na Ziemi Sądeckiej. Początkowo utrzymywał się z dzierżawy gospodarstw, stopniowo poświęcając się badaniom historii regionu. Mieszkał w majątku brata w Kamionce Wielkiej, potem w Stroniu koło Limanowej, Świdniku, wreszcie od 1857 r. w Starym Sączu, by w 1861 r. oficjalnie przyjąć obywatelstwo miasta Starego Sącza.
   Pierwsze lata jego pobytu na Sądecczyźnie to przede wszystkim działalność publicystyczna, prowadzona zresztą do końca życia. Publikował w wielu czasopismach, m.in. w „Czasie”, „Dodatku Miesięcznym do Czasu”, „Telegrafie”, „Dzienniku Literackim”, „Dzienniku Polskim”, „Kraju”, „Nowinach”, „Przeglądzie Rzeszowskim”, „Roczniku Samborskim”. W felietonach, reportażach, obrazkach ukazywał piękno Ziemi Sądeckiej, różnorodność etnograficzną mieszkańców, problemy społeczne, moralne, zaś w „Dodatku Miesięcznym do „Czasu” drukował dłuższe utwory literackie i historyczne. Pod koniec życia wydał dwie powieści, których akcja rozgrywa się na Sądecczyźnie w czasach przedhistorycznych. To Po jantar i Perepietyha.
   Morawski znany jest przede wszystkim jako historyk, archeolog i zbieracz dawnych dokumentów, których szukał w rozlicznych archiwach. Jego najwartościowszym dziełem jest dwutomowa Sądecczyzna, wydana w Krakowie w 1863 i 1865 r., omawiająca historię regionu do końca panowania Jagiellonów. Z tematów historycznych oprócz konfederacji barskiej interesował się dziejami arianizmu, historią zbójnictwa, losami Kostki Napierskiego i potopem szwedzkim. Zebrał wiele archiwaliów, ale nie wszystkie udało mu się opracować i wydać. Za życia oprócz Sądecczyzny opublikował kilka dłuższych szkiców historycznych w „Czasie” i „Roczniku Samborskim”, m.in. Szwedzi w Nowym Sączu, Janiczary sławiańskie i branki, Podgórzanie wojownicy, Z czasów Chmielnickiego i Szwedów, Zbójce na Węgrzech, Różnowierce w Polsce. Pośmiertnie w 1906, za pieniądze postawione testamentem na ten cel, wydani zostali Arianie polscy. Morawski pozostawił wiele rękopisów i wypisów, notat, dokumentów oraz przedmioty kultury materialnej. Zbiory te obecnie znajdują się m.in. na Uniwersytecie Jagiellońskim, w Ossolineum we Wrocławiu oraz w Polskiej Akademii Umiejętności w Krakowie.
    Prowadził również prace wykopaliskowe, intensywne zwłaszcza w latach siedemdziesiątych XIX wieku. Kopał w Świdniku, w Dąbrówce, w Lipiu koło Starego Sącza. Sprawozdania z badań archeologicznych przedstawiał Komisji Archeologicznej Akademii Umiejętności, ale nie zyskał nimi sławy, a nawet naraził się na krytykę za propagowaną w nich teorię fenicjanizmu. Prace jego docenił dopiero na początku XX wieku Józef Żurowski, archeolog badający znaleziska z epoki żelaznej. Korzystał on ze szczegółów zawartych w rozprawach Morawskiego i uznał je za bezcenne. Autor Sądecczyzny odczuwał trochę oddalenie od ośrodków uniwersyteckich, samotność, a pod koniec życia niezrozumienie dla jego, chybionej zresztą, teorii fenicjanizmu i manii lingwistycznej.
   Sądecki regionalista udzielał się również na niwie społecznej. Zasiadał w radzie miejskiej Starego Sącza. Brał udział w akcjach wyborczych do sejmu galicyjskiego 1861 i 1867. Przy jego poparciu posłem na sejm w 1861 r. został starosądeczanin Michał Kmietowicz. Projektował także z przyjaciółmi utworzenie Muzeum Regionalnego w Nowym Sączu.
    Morawski uwielbiał wędrówki po górach. Wielokrotnie twierdził, że z licznych dolegliwości uzdrowił go ruch, czyste, górskie powietrze oraz zdrowe jedzenie. Chodził po Pieninach, kilkakrotnie płynął przełomem Dunajca. O Pieninach pisał w przygotowanym wspólnie z Józefem Szalayem Albumem szczawnickim, reklamującym uzdrowisko w Szczawnicy. W innych górskich wycieczkach często towarzyszył mu Wawrzyniec Firganek, mieszkający w Starym Sączu wielki łowczy i przyjaciel, z którym oprócz miłości do gór łączyła go miłość do języka polskiego. Wędrowali po Beskidzie Sądeckim, Beskidzie Niskim, Beskidzie Żywieckim. Kilkakrotnie Morawski był w Tatrach. Ze Stanisławem Oleksym, lekarzem zdrojowym w Szczawnicy, odbył wyprawę w Tatry na Łomnicę od strony Smokowca. Z przyjacielem Władysławem Walterem ze Świdnika był nad Morskim Okiem i w Dolinie Pięciu Stawów. W Tatrach był też z księżmi wywodzącymi się ze Starego Sącza, a pracującymi na Podhalu. Swoje wyprawy zrelacjonował w „Dzienniku Literackim” i „Roczniku Samborskim”. W tych wspomnieniach zawarł przepiękne opisy przyrody, gdzie łączył wykształcenie malarskie z typowym dla swojego pisarstwa realizmem i komizmem.
   Na zakończenie jeszcze kilka słów o Starym Sączu. To, że Morawski zamieszkał w Starym Sączu, a nie w Nowym czy w którejś z okolicznych wiosek, jest konsekwencją jego miłości do przeszłości, do tradycji, jego walki o uchronienie przez zniszczeniem zabytków, które dotrwały do naszych czasów. Morawski miał ogromny szacunek dla mieszkańców Starego Sącza i uwiecznił ich w kilku tekstach. Najpiękniejszy obraz miasta, klasztoru i starosądeczan zawarł w dwóch szkicach. Są to: Gród św.Kingi. Groby Lipskich z Lipia („Czas” 1855) i Obrazki miast i miasteczek niektórych. Stary Sącz („Dziennik Literacki”, 1866).
   Jego życie było spełnione. Swoistą kropką nad „i” był dzień jego śmierci - Wielkanoc.
Redaktor „Rocznika Samborskiego” Gothilf Kohn uwiecznił ten moment w czasopiśmie „Zdrowie”, następująco:
„Umarł Szczęsny Morawski w Starym Sączu 10 kwietnia 1898 r. w samą niedzielę wielkanocną. Zgon jego budujący był; nie było to dzikie pasowanie się zuchwalca tytana ze swoim Bogiem ni też złorzeczenie śmiertelnika przeciwko Twórcy wszechrzeczy, ale zgon człowieka filozofa i mędrca, który się pojednał z swoim Twórcą i swoimi bliźnimi i pojednany, opromieniony pogodą niebieską, umiera.
Pogrzeb odbył się, według informacyj udzielonych mi przez jego sąsiadkę, pannę Wandę z Dembowej Góry - Dębowską, w Starym Sączu dnia 12 kwietnia 1898 [roku] przy licznym udziale publiczności. Ks.Stanisław Załęski z zakonu Ojców Jezuitów, osobisty przyjaciel zmarłego, prowadził kondukt na cmentarz i uczcił pamięć śp. Szczęsnego piękną przemową.”
Taki właśnie był Szczęsny (Feliks) Jan Nepomucen Morawski. Historyk. Archeolog. Pionier regionalizmu. Kolekcjoner. Malarz. Publicysta. Powieściopisarz. Językoznawca-amator.
Agata Tobiasz
 
Agata Tobiasz – historyk literatury i pedagog, absolwentka Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego (polonistyka) i Papieskiej Akademii Teologicznej (dziennikarstwo); ukończyła studia doktoranckie na KUL-u, broniąc pod kierunkiem prof. Józefa Ferta dysertacji Podróże po Sądecczyźnie w pierwszej połowie XIX wieku; autorka kilkudziesięciu rozpraw podejmujących tematykę twórców i dzieł związanych z Sądecczyzną; współpracuje z „Rocznikiem Sądeckim”, „Almanachem Muszyny”, „Zeszytami Sądecko-Spiskimi” i „Wierchami”.
 
Interaktywna Polska
Webmaster: Jan Czech