Portal - Stary Sącz
polski Czwartek - 19 wrzesńia 2019 Januarego, Konstancji, Leopolda     "Jeśli człowiek traci szacunek dla najmniejszej cząstki życia, traci szacunek dla całego życia" - Albert Schweitzer
Strona główna / Z Grodu Kingi-nr 7-9 (254-256) 2018 r.
Menu
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
O tajemnicy powołania i istocie kapłaństwa
Kalendarium
Ogłoszenia parafialne i KRONIKA
XII Międzynarodowy Plener Malarski - sympozjum kultur lokalnych
Konkurs fotograficzny
Jeszcze raz o konkursie „Sądeczanie w hołdzie Janowi Pawłowi II”
Partnerstwo dla książki 2018
Oby takich działań było jak najwięcej
Rozmowa z Andrzejem Ramsem - artystą fotografikiem
SZTUKA DŹWIĘKÓW
40. STAROSĄDECKI FESTIWAL MUZYKI DAWNEJ
Rozmowa z burmistrzem Starego Sącza Jackiem Lelkiem
Poświęcenie odrestaurowanej kapliczki „POD BOŻĄ MĘKĄ”
Spotkania lednickie młodych - tradycją festiwalu wiary
KLUCZ DO MŁODYCH?
Z kroniki ważniejszych wydarzeń parafialnych - (od maja do sierpnia 2018 r.)
Wrzesień w obrzędach ludowych
Okładka

.

Z neoprezbiterem Mateuszem Florkiem rozmowa:

O TAJEMNICY POWOŁANIA I ISTOCIE KAPŁAŃSTWA

.


.

    Ks.Mateusz Florek wywodzi się z Parafii pw. św.Elżbiety Węgierskiej, urodził się w Starym Sączu, tu też ukończył Liceum Ogólnokształcące im. Marii Skłodowskiej-Curie. Po złożeniu egzaminu dojrzałości wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Tarnowie. 26.maja 2018r. z rąk biskupa ordynariusza Andrzeja Jeża otrzymał święcenia kapłańskie. 27.maja w kościele parafialnym św.Elżbiety sprawował Mszę św. prymicyjną. Na pierwszą placówkę duszpasterską został skierowany do Ciężkowic. Za motto posługi kapłańskiej obrał słowa: „Nie przyszedłem, aby mi służono, lecz abym służył” (por.Mt 20, 28)

   Poproszony o rozmowę, chętnie przystał na udzielenie odpowiedzi i podzielenie się sobą na łamach naszego pisma parafialnego. Pytania dotyczyły powołań, pobytu w seminarium, przeżyć prymicyjnych i samej istoty kapłaństwa. Poprzez słowa poznaje się człowieka, mamy więc okazję poznać bliżej osobowość , doświadczenia i religijną dojrzałość młodego kapłana. Ponieważ obserwacja życia kapłańskiego wciąż stanowi niezgłębioną sferę domysłów, między innymi co do istoty i kwestii powołań, od tego problemu rozpoczynamy naszą rozmowę.

Czym tak naprawdę jest powołanie? Jak je usłyszeć i rozpoznać? Skąd wiedzieć, że to jest właśnie to, przez co przemawia Pan Bóg, zapraszając do pójścia za sobą? Neoprezbiterowi może być łatwiej wyjaśnić, bo już przez to przeszedł?

   - Bardzo często mówi się o powołaniu w kategoriach swoistego rodzaju tajemnicy. Powołanie jest tajemnicą, a jak każda tajemnica, tak i ono wymaga odpowiednich warunków przekazywania i odbierania… nikt przecież tajemnicy nie wykrzykuje na głos, gdzieś na „rynku” codziennego świata, ale ów sekret przekazuje się w dyskrecji, w ciszy… powołanie musi być zatem wręcz wyszeptane. To jest bardzo ważne, żeby szept powołania usłyszeć w zupełniej ciszy. A gdzie spotkamy większą ciszę, jeżeli nie na modlitwie? Myślę, że tutaj, w tym wymiarze Bóg szepcze słowo powołania, a zadaniem młodego człowieka jest po prostu wyłapać, i przyjąć takowe zaproszenie do pójścia za Jezusem. Myślę, że mój przypadek nie był odosobniony w tej materii, a już na pewno nie było to powołanie spektakularne… jakieś nagłe „boom”, które odczułem w sercu. Nie, to na pewno nie. Ten głos słyszałem, rozważałem jego ciepłe brzmienie i delektowałem się jego intensywnością przez wiele lat. Im starszy byłem, tym ten głos był bardziej intensywny i mocno się każdego dnia z nim identyfikowałem. I ta ciągle panosząca się we mnie myśl… że mogę być kiedyś księdzem, była ona piękna, ale i wymagająca. „Będąc księdzem, musisz być najpierw człowiekiem” - tak myślałem i modliłem się, abym najpierw potrafił być dobrym człowiekiem, jako syn, brat, kolega, sąsiad, a potem myślałem, jeśli Pan Bóg zechce, wstąpię po maturze do Seminarium w Tarnowie. A, że głos dalej do mnie przemawiał w ciszy mojego serca, to i rzeczywiście zdecydowałem się po zdaniu matury, w 2012 roku wstąpić w mury seminaryjne, by tu przekonać się o prawdziwości tego wezwania.

Oczywiście, ważny był też klimat wzrostu, który sprzyjał podjęciu tego typu decyzji… przykład życia kapłanów, których spotkałem w latach młodzieńczych, ciepło rodzinnego domu, które umożliwiło wzrost ziarna powołania, zaangażowanie w życie parafii, od którego nigdy nie stroniłem i wiele, wiele innych czynników, które stanowiły o całości.

Jak więc kształtowało się i dojrzewało powołanie do kapłaństwa na ścieżkach życia Mateusza Florka, począwszy od dzieciństwa, poprzez lata gimnazjalne i licealne? Czy jakieś czynniki już wtedy wywarły znaczący wpływ na wzrost zainteresowań wiarą i Kościołem?

   - Moje powołanie dojrzewało rzeczywiście od dziecięcych lat. Pamiętna wizyta Ojca Świętego w grodzie św.Kingi, w 1999 roku, kiedy to miałem już całe sześć lat życia za sobą, odegrała chyba jedną z ważniejszych ról w kształtowaniu tego powołania. Jako mały chłopiec, nie rozumiałem jeszcze tak dobrze, co tak naprawdę się dzieje. Myślałem sobie, kiedy wszyscy wokoło mówili o wizycie Jana Pawła II, że to jest przecież normalne i naturalne, że Ojciec Święty nawiedza wiernych… myślałem, że takie jest następstwo rzeczy, że przyszła po prostu kolej na Stary Sącz, gdyż Ojciec Święty i tak musi być we wszystkich miastach i wioskach w Polsce. Ot, takie dziecinne myślenie. Wzrastałem zatem w atmosferze tego wielkiego wydarzenia, którym było nawiedzenie owczarni przez Pasterza. Wszyscy o tym mówili, a ja myślałem, że musi to być piękne życie osoby, która żyje blisko Boga. Zrodziło się mocne pragnienie bycia księdzem, które towarzyszyło mi przez resztę szkolnych lat, aż do momentu wstąpienia do Seminarium, w którym to właśnie, pragnienie owo dojrzewało. Nigdy z tym pragnieniem nie walczyłem, ani w gimnazjum, ani w liceum, co pewnie mogłoby potwierdzić grono moich kolegów i koleżanek. Nie ma sensu walczyć z czymś, co jest mocniejsze - tak sobie myślałem i chyba coś w tym jest. Myślę, że istotnym czynnikiem było mocne wsparcie Rodziny, którego nigdy mi nie brakowało, jak i codzienne życzliwe wsparcie parafian, sióstr zakonnych, kapłanów i wielu, naprawdę wielu ludzi dobrej woli, których wokół mnie nigdy nie brakowało.

.


.

Co daje alumnom 6-letni pobyt w seminarium, w tym przypadku w WSD tarnowskim? Jak funkcjonuje i oddziałuje uczelnia na co dzień?

   - Nie byłoby owocu, gdyby nie było ogrodu. Seminarium jest właśnie takim ogrodem Kościoła, w którym wzrastają powołania kapłańskie. I trzeba pamiętać, że gdyby nie seminarium duchowne, nie byłoby kapłanów, gdyż właśnie tutaj następuje formacja młodego mężczyzny ku kapłaństwu, pod czujnym okiem doświadczonych kapłanów: księży przełożonych, formatorów, księży profesorów. Sześć lat… wydaje się, że to bardzo długi okres czasu, ale z perspektywy minionych dni mogę powiedzieć, że jest to czas „w sam raz” na dobre przygotowanie się, w każdym wymiarze do życia w celibacie, posłuszeństwie i wierności Chrystusowi i Kościołowi. Czas ten mija naprawdę bardzo szybko, że wręcz niewyobrażalnie szybko… ale to pewnie jak wszędzie. Kolejne lata formacji dają młodemu człowiekowi wiele okazji do weryfikacji obranej drogi. Modlitwa, wykłady, wspólnota, trudności, czy kleryckie radości pomagają potwierdzić słuszność obranej drogi, albo zdecydować o jej opuszczeniu. Co też bardzo często się zdarza… wspólnota braterska na pewno scala i wiąże; tu, w Seminarium nawiązują się nowe znajomości i przyjaźnie, które trwają przez długie lata.

Myślę, że seminarium daje bardzo wiele dobra każdemu z kapłanów, jest to bowiem dom, w którym wraz z Jezusem - pierwszym Formatorem - mieszka się przez sporą część swojego życia. W tym miejscu dojrzewa ziarenko powołania i w dniu święceń owocuje kapłaństwem, ale trzeba pamiętać, że formacja kapłana nie kończy się wraz z opuszczeniem murów seminaryjnych, lecz trwa do końca życia, bowiem opuszczenie Domu Ziarna, którym jest seminarium nie jest końcem, ale początkiem wspaniałej, kapłańskiej przygody…

.


.

Dzień święceń kapłańskich, uroczystości prymicyjne, pierwsza Msza św. w rodzinnej parafii - to chyba najważniejsze i najpiękniejsze dni w życiu. Czym zapisały się w pamięci i do czego skłaniają Księdza Prymicjanta?

   - Oj tak, dzień święceń kapłańskich wiele uświadomił. I chociaż wszystko miałem już przemyślane, przemodlone i do katedry szedłem pewnym, stanowczym krokiem, to jednak kilka rzeczy się jeszcze nasuwało na myśl. Po pierwsze, że do daru święceń kapłańskich trzeba podchodzić z wielką pokorą, gdyż jest to łaska, którą dostaje słaby człowiek, niczym nie wyróżniający się od pozostałych. Skarb, który złożony zostanie w gliniane naczynie. Ponadto, doszła do mnie myśl, że za parę godzin będę księdzem, czyli będę mógł np. wyspowiadać kogoś, kto o to poprosi. To był swoistego rodzaju szok, bowiem mimo wielu teoretycznych wykładów z sakramentu pokuty i pojednania, będzie się miało kontakt z prawdziwym człowiekiem i jego grzechem, który trzeba będzie rozważyć i daj Panie Boże, odpuścić. To taka myśl mi jeszcze towarzyszyła… towarzyszyła ponadto oczywiście wielka radość, szczęście nie do opisania. Sam moment święceń, podczas którego leżałem krzyżem, jak i modlitwa konsekracyjna wycisnęły ze mnie dużo wzruszenia, które uzewnętrzniło się łzami, którymi mocno zwilżyłem dywan, na którym leżałem.

A dzień prymicji… po prostu wspaniały, nie do opisania i opowiedzenia, gdyż tego się po prostu nie da. Przywitanie na Targowicy, przejazd bryczką, tak mnóstwo ludzi wokoło… no coś cudownego. Był to dla mnie bardzo ważny dzień, gdyż przekonałem się, że na moją kapłańską posługę czeka naprawdę wielu ludzi, i to daje taką mocną motywację do gorliwego działania.

Chciałbym na chwilę zatrzymać się moimi wspomnieniami przy Mszy Świętej prymicyjnej, która została najpokorniejszym, najskromniejszym, ale bez wątpienia najważniejszym momentem uroczystości prymicyjnych. Bóg przyszedł na ołtarz dzięki mojej kapłańskiej posłudze! Słowo stało się Ciałem, dzięki mojej kapłańskiej posłudze! Myślę, że ten moment, ta chwila na zawsze pozostanie w moim sercu. Ta chwila stała się dla mnie największym wyróżnieniem. Ta cisza, podczas konsekracji chleba w Ciało, a wina w Krew, stała się dla mnie pieśnią dziękczynienia

Kapłaństwo to dar i tajemnica. Bycie kapłanem wyróżnia, ale też bardzo zobowiązuje i stawia wymagania. Jakie priorytety swojemu kapłaństwu wyznacza ks.Mateusz - wybierając Boga zamiast świat? Wybierając wielką Miłość, o którą sam Bóg prosi i fascynację Chrystusem ponad wszystko?

   - Jako hasło na moją drogę kapłańską obrałem słowa z Ewangelii wg. św.Mateusza „Nie przyszedłem, aby mi służono, lecz aby służyć” i te właśnie słowa pragnę uczynić wyznacznikiem mojej posługi. W służbie wyraża się człowieczeństwo, a jak już wspomniałem, najpierw trzeba być człowiekiem, żeby można zostać kapłanem. Zaszczyt i wyróżnienie, o których była tu mowa, owszem są i będą, ale nie wolno zapominać o spalaniu siebie w służbie Bogu, Kościołowi, i drugiemu człowiekowi, i wydaje mi się, że zaszczyt taki będzie wzmocniony łaską Chrystusa. Będzie prawdziwie cieszył… kapłaństwo rzeczywiście jest darem danym Kościołowi, tajemnicą serca i ofiarą dla drugiego człowieka. Takie kapłaństwo będzie naprawdę spełnione… i dlatego też proszę wszystkich o modlitwę, abym swoje kapłaństwo zawsze przeżywał w duchu służby dla Boga, Kościoła i tego brata, który jest tuż obok.

Wszystkim niezdecydowanym, a czującym w sercu iskrę powołania do kapłaństwa , co zalecałby i co może doradzić, z własnego już doświadczenia, młody, pełen zapału kapłan Mateusz?

   - Realizacja swojego życiowego powołania jest źródłem niewyczerpanej radości. Ważne jest, aby w odpowiedzi na usłyszane słowo Jezusa „Pójdź za Mną!”, mocno rozeznawać, jako kto mam pójść? Jako ksiądz? Jako Siostra zakonna? Jako żona, mąż? Jako kto, mam za Tobą Panie pójść? I gdy odpowie się już sobie samemu na tak postawione pytanie, trzeba tę odpowiedź odważnie, głośno wypowiedzieć… tak, aby Kościół rozeznał i pomógł wybrać dobrą drogę. A co będzie potwierdzeniem słuszności obranej drogi powołania? Kiedy po dwóch miesiącach, trzech latach, pięćdziesięciu latach itd. będzie można powiedzieć „Czuję się na swoim miejscu”. I życzę wszystkim, stojącym na progu dorosłego życia, aby po podjętym, mądrym wyborze, mogli powiedzieć - jestem na swoim miejscu! To daje ogromną radość, uwierzcie mi!

   Wdzięczność jest pamięcią serca… po upływie dwóch miesięcy od moich uroczystości zarówno święceń, jak i prymicji w Parafii, pragnę jeszcze raz serdecznie wszystkim podziękować przede wszystkim za żarliwą modlitwę, której nie brakowało. Dziękuję za cichą obecność i „wieniec modlitwy”, którym byłem otaczany przez Siostry Klaryski. Bóg zapłać Księdzu Proboszczowi Markowi i wszystkim Kapłanom posługującym w grodzie Kingi za towarzyszenie mi podczas formacji seminaryjnej i takie wspaniałe przygotowanie Prymicji. Dziękuję wszystkim mieszkańcom Starego Sącza za zaangażowanie w zdobienie miasta, liczną obecność, i wszelką życzliwość, którą ciągle, tak mocno odczuwam. Podziękowania składam na ręce Pana Burmistrza Jacka Lelka. Wszystkim za wszystko dziękuję, a dopełnieniem tych skromnych słów niech będzie moja kapłańska modlitwa i pokorna służba dla naszego Zbawienia. Bóg zapłać. Ks.Mateusz Florek

Rozmawiała i dziękuje za bogactwo przemyśleń i szczerość wypowiedzi

Zofia Gierczyk

 

Interaktywna Polska
Webmaster: Jan Czech