Portal - Stary Sącz
polski Czwartek - 19 wrzesńia 2019 Januarego, Konstancji, Leopolda     "Jeśli człowiek traci szacunek dla najmniejszej cząstki życia, traci szacunek dla całego życia" - Albert Schweitzer
Strona główna / Z Grodu Kingi-nr 10-12 (257-259) 2018 r.
Menu
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Kazanie księdza prałata Marka Tabora w 100-lecie odzyskania niepodległości
Zwyczaje noworoczne
Ogłoszenia parafialne i KRONIKA
Szlachetna Paczka w Starym Sączu
Aktywni i kreatywni - pod „parasolem ministra”
Młodzież SP1 gośćmi wykładu dra Łukasza Połomskiego
Stowarzyszenie Miasto Świętej Kingi
Społeczność SP1 w Sądzie Okręgowym
Andrzej Długosz - przekazanie księgozbioru
Koncert wdzięczności Stowarzyszenia „Gniazdo”
XIV kwesta na ratowanie zabytkowych nagrobków na starosądeckich cmentarzach
Koncert w 50. rocznicę śmierci Ady Sari
Podróże literackie
Podopieczni Stowarzyszenia „Gniazdo” uczcili 100-lecie odzyskania niepodległości
Przedszkolaki w hołdzie Świętemu Janowi Pawłowi II
Jan Joachim Czech - CZUJ DUCH - wiersz
100-lecie niepodległości w Szkole Podstawowej Nr 2 w Starym Sączu
Młodzi artyści dla Niepodległej
XXVIII MIĘDZYNARODOWA GALICYJSKA JESIEŃ LITERACKA
KALENDARIUM PARAFIALNE
Rozmowa z Andrzejem Długoszem - prezesem TMSS
Rozmowa z burmistrzem Starego Sącza Jackiem Lelkiem
Rozmowa z ks.proboszczem Markiem Taborem
SZLAKIEM SANKTUARIÓW MARYJNYCH FRANCJI I HISZPANII
Kalendarium
Życzenia
Okładka

.
KAZANIE KSIĘDZA PRAŁATA MARKA TABORA
W 100-LECIE ODZYSKANIA NIEPODLEGŁOŚCI
wygłoszone podczas Mszy św. za Ojczyznę, 11.listopada 2018 r na Rynku Starego Sącza
 
„WRZUCIŁA WSZYSTKO DO SKARBONY…”
 
   Potrzebujemy wrażliwości i wnikliwości Chrystusa, aby odpowiednio ocenić i przeżyć dzisiejszą, 100-letnią rocznicę odzyskania N I E P O D L E G Ł O Ś C I. Wnikliwość umysłu i wrażliwość serca rodzą wdzięczność i są nieodzowne do ogarnięcia treści, które ta data ze sobą niesie.
 
   „Przed 100 laty stal się cud, cud wielki, którego chyba ślepy na duszy nie widzi.” Napisał, wkrótce po odzyskaniu niepodległości, w liście do posłów nowo ukształtowanego Sejmu - biskup przemyski Józef Pelczar. Wielki cud, niewyobrażalnie wielki cud!
   Ale wielkość cudu może grozić tym, że łatwo o jego profanację, o jego zlekceważenie. Profanacja może się pojawić z dwu powodów, pierwszy to profanacja zawiniona. Tylu Polaków może wobec własnej Ojczyzny zachowywać się cynicznie, traktować ją jako miejsce, przestrzeń do swoich korzyści. Ale są i inne formy profanacji cudu ojczyzny i jej niepodległości; ilu rodaków zna choćby w zarysie to, co się dokonało od momentu popadnięcia w niebyt przez rozbiory, do owego szczęśliwego momentu odzyskania suwerenności? Ilu z nas, tu obecnych, potrafiłoby cokolwiek powiedzieć na temat owego niezwykłego dramatu odzyskiwania niepodległości? Ignorancja zawiniona może mieć różne źródła w pysze, egoizmie, narcyzmie. Mogą być ludzie, którzy mają wygaszone dusze i dlatego żadne ideowe sprawy ich nie interesują.
   Karol Libelt pisał: „Niedowiarku, co już nie wierzysz w miłość ziemi rodzinnej, w miłość matki - ojczyzny, patrz na współrodaków z okiem obłąkanym , wytężonym ku stronom rodzinnym (…), z duszą spragnioną i łaknącą choćby też jednego tchnienia ojczystego powietrza; i to wszystko wśród rozkosznego południowego nieba, wśród bogactw przemysłu i kultury, wśród światła nauki i oświaty…”
   Niedowiarku, co nie wierzysz w miłość ziemi rodzinnej… Trzeba by ten ton, może i w niektórych sytuacjach, szczególnie dzisiaj zaakcentować. Ale jest też, może być ignorancja niezawiniona. Bogactwo tego, co składa się na odzyskanie niepodległości jest nie do ogarnięcia, bo nie sposób jest ocenić ten scenariusz wydarzeń nie do przewidzenia, aczkolwiek Piłsudski go przewidywał, że trzy potężne mocarstwa , Rosja, Austria i Prusy, które przegrały wojnę, zwrócą się przeciw sobie.
   Ignorancja niezawiniona, bo na odzyskanie niepodległości składała się ofiara wielu, wielu bohaterów, większych niż nawet ewangeliczna wdowa, którzy oddali rzeczywiście wszystko dla sprawy Ojczyzny, oddawali majątki, zdrowie, życie najbliższych, życie własne tracili, poświęcając się, nie widząc efektu, bo przecież gorycz przegranych powstań mogła w wielu potęgować uczucie bezradności. Depresje, konfiskaty, zsyłki, jakaś niezwykła presja kulturowa, przecież Rosja chciała w Królestwie Polskim wprowadzić cyrylicę do języka polskiego. Od młodości, od dzieciństwa potęgę tego zjawiska widział Józef Piłsudski, dlatego napisał:
   „Bezsilna wściekłość dusiła mnie nieraz, a wstyd, że w niczym zaszkodzić wrogom nie mogę, że muszę w milczeniu znosić deptanie mej godności i słuchać kłamliwych i pogardliwych słów o Polsce, Polakach i ich historii, palił mi policzki. Uczucie przygnębienia, uczucie niewolnika, którego w każdej chwili jak robaka zgnieść mogą, leżało mi na sercu kamieniem młyńskim. Lata mojego pobytu w gimnazjum zaliczam zawsze do najprzykrzejszych w swem życiu.”
   A przecież przykrych chwil w jego złożonym życiu było sporo. Te młodzieńcze zapisały się wyjątkowo; służba wojskowa Polaków w rosyjskiej armii z Królestwa Polskiego trwała 25 lat. Czy my to potrafimy ogarnąć, taką arytmetykę? Ilu z nich mogło wrócić, kiedy Rosja prowadziła wojny na wszystkich właściwie frontach? A więc bogactwo, bogactwo tego wszystkiego, co musiało się złożyć na ten fenomen poświęcenia, fenomen ofiary, fenomen niedającej się zabić nadziei, a przecież ciągle doświadczanej, fenomen wiary i ufności w Bożą opatrzność. Byli tacy, którzy potrafili się wznosić ponad najbardziej brutalne realia: Jozef Piłsudski w jednym z listów pisał:
   „Walczę i umrę jedynie dlatego, że w wychodku, jakim jest nasze życie, żyć nie mogę, to  u b l i ż a - słyszysz! - ubliża mi, jako człowiekowi z godnością nie niewolniczą. Niech inni się bawią w hodowanie kwiatów czy socjalizmu, czy polskości, czy czego innego w wychodkowej (nawet nie klozetowej) atmosferze - ja nie mogę! To nie sentymentalizm, nie mazgajstwo, to zwyczajne człowieczeństwo.”
  Karl Popper nie bez racji podważał sens historii jako nauki: ona nie ujmuje losu poszczególnych jednostek, jest niedoskonała, bo nie umieszcza zapisów i historii ludzi konkretnych .Zarazem jest to nie do zrobienia. Można, jak profesor Andrzej Nowak w książce pt. „N i e p o d l e g ł a” dzień po dniu przeanalizować nasze dochodzenie do niepodległości, ale to nie jest jeszcze żadna gwarancja, że dotkniemy tego złożonego i spektakularnego cudu.
   600 lat temu w Konstancji, w 1418 r. kończył swe czteroletnie obrady sobór. Zasłynęła na nim polska delegacja m.in. głosem Pawła Włodkowica, rektora UJ, który przedstawił ideę prawa narodów do wolności, stąd przeciwko Krzyżakom, którzy, pod pretekstem krzewienia wiary, przez przemoc chcieli zdobywać ziemie. Ale posłuchanie u Papieża 9. maja tegoż roku otrzymała również świecka delegacja z Polski, rycerze; Zawisza Czarny i Jan z Tuliszkowa, którzy przed Papieżem chwycili za głownie swoich mieczy i oświadczyli, że są gotowi bronić honoru Polski „ręką i gębą”, czyli mieczem i słowem bronić dobrego imienia ojczyzny
   Siostry i Bracia! Tak, Ojczyznę trzeba było bronić i mieczem, i gębą, bo sytuacja była tak złożona, tak skomplikowana. Ilu bohaterów? Jak trudno było mieć wiarę w to, że te wysiłki mogą przynieść konkretne zwycięskie efekty? Niestety, arytmetyka ofiar, poświęceń nie robi na ludziach wrażenia, tysiąc i jeden, to wciąż jeszcze tysiąc, ale nasze zaokrąglenia idą w setki tysięcy. Miliony ofiar mogą nie robić na współczesnych ludziach żadnego wrażenia. No cóż, nie ma ich, zginęli; bitwy, powstania, egzekucje, konfiskaty majątków, głód, choroby, wycieńczenia, to są słowa prawie że puste. Czym bez ofiary, determinacji niemych czy anonimowych bohaterów i tych, których znamy z imienia, których wymieniamy w podręcznikach, jak; Piłsudski, Dmowski, Paderewski, Witos, Korfanty, Daszyński itd.?
   Bez ich determinacji nie byłoby możliwe uzyskanie przez Polskę niepodległości. I problem w tym, którego nam z naszą współczesną mentalnością nie sposób jest ogarnąć, jak oni byli w stanie działać skutecznie w jednym celu i kierunku, kiedy tak różnili się w poglądach? Do miana symbolu urastają ideologiczni przeciwnicy; Piłsudski i Dmowski. Zwalczali się na każdym kroku nie tylko w kwestiach politycznych, ale i osobistych, konkurując do tej samej kobiety, Marii Godlewskiej. Urażona męska ambicja jeszcze bardziej pogarszała relacje.(…) a jednak w pewnych sprawach i sytuacjach potrafili jednoczyć się i współdziałać.
   To, że byli adwersarzami wobec siebie, nie oznaczało, że nie mieli jednoznacznej wizji troski o Polskę. Piłsudski wyraził się kiedyś; „Nie zgadzam się z nim, ale jeśli z kimś można rozmawiać i warto rozmawiać, to tylko z Dmowskim.” To była Racja Stanu, to ich łączyło. To była świętość!!! To były naprawdę dramaty ludzkich wyborów, a przecież nikt nie był Duchem św. przewidującym bieg wydarzeń. Tego nie był w stanie żaden strateg zaplanować.
  I zarazem samotność w tym wszystkim, odpowiedzialność , zacytuję kolejny raz Piłsudskiego: „Nie macie wprost wyobrażenia , jak czuję się samotnym, w myśli, w głowie mam i miewam tysiące projektów i planów, I nie mam z nikim (oprócz zachwyconej mną żony) rozmówić się i dogadać…” Walczyli mieczem na polach bitew, ale walczyli i gębą. Słowo „gęba” nie brzmi za elegancko w naszych uszach, ale język polski się zmieniał i różne terminy nabierały na przestrzeni wieków innego znaczenia. Ponoć słowo „kobieta” nie było kiedyś eleganckim słowem, a dziś jest bardzo eleganckie i nie potrafimy się bez niego obyć. Pozostańmy przy tej „gębie”, chociaż chciałoby się powiedzieć, że dzisiaj rzeczywiście czasem słyszymy otwierające się gęby…
   Nie wzięła udziału w walce cała Wielka Emigracja. Ilu poetów, pisarzy, ilu twórców kultury, nawet Chopin, gruźlik Chopin chciał wracać na powstanie do Warszawy. Powstrzymano go, walczono gębą. Poeci, pisarze ,kazania, nauka religii, katechizm polskiego dziecka „Kto ty jesteś? Polak mały…” Czy to były rzeczy oczywiste, że ludzie mieli świadomość?. Stanisław Pigoń , rektor UJ napisze po latach:
   „Świadomości narodowej naturalnie z domu nie wyniosłem, nie mogłem wynieść. Ojciec jej nie miał, jak resztą nikt z jego rówieśników. Nawet ci, co wracali z Ameryki(…) Tęsknotę, jeśli odczuwali, to do ojcowizny, do swojej wsi, czy parafii, jeszcze nie do Polski, nawet nie do jej ułamka, nie do Galicji (…) Aż tu ci nagle ta książeczka… W niej zaś dla chciwego czytelnika inny nieznany świat. Jacyś szlachcice, ale tacy, co sami obrabiają swe kawałki pola, szlachcianki, ale takie, co same chodziły z sierpem do żniwa. Poza tym jakieś sprawy innego, nieznanego mi porządku; jacyś konfederaci, jakieś oblężenie, wspomnienia o Trzecim Maja, jakieś zmowy, a nadto Napoleon, jenerałowie, Legiony. A nade wszystko słowa, które odtąd będą nabierać najwyższej ceny: Wolność i to drugie Ojczyzna (…) Dość późno przemówiła do mnie Ojczyzna, a przemówiła po raz pierwszy z tego prostego, w równe rządki ułożonego opowiadania Poety.” Chodzi o „Pana Tadeusza”.
   Gęba była potrzebna na rozmowy w więzieniach, między dziećmi, w dyplomacji. Jaka tu dyplomacja mogła być? Jeśli Paderewski był nawet ulubieńcem różnych estrad światowych i polityków, to przecież , jako osoba prywatna nie reprezentował żadnego państwa. A jednak wszystko się liczyło, nawet konfesjonał służył m.in. Rafałowi Kalinowskiemu do kształtowania ludzi. Bibuła, drukowanie w warunkach prymitywnych jakichś ulotek, jakichś odezw, to nie dzisiejsze warunki, to zupełnie inne warunki. Żona Marszalka potrafiła przenosić 30 kg bibuły na sobie, on tego nie był w stanie unieść. Brakuje nam wyobraźni, w jakich warunkach się pewne rzeczy dokonywały.
   To pismo, to słowo pisane i mówione, ta „gęba”, która nie mogła milczeć; gdybyś ty języku przestał milczeć… Tu można nawiązywać do Jeremiasza: „Jeśli bym zapomniał o tobie Jeruzalem, niech przyschnie mi język do gardła, do podniebienia.’ W `1903 r. Wyspiański wystawia „Wyzwolenie”; znamy ten tekst:
 
                        „Daj nam poczucie siły i Polskę daj nam żywą,
                        by słowa się spełniły nad ziemią tą szczęśliwą.
                        Jest tyle sił w narodzie, jest tyle, mnogo ludzi;
                        niechże w nie duch Twój wstąpi i śpiące niech pobudzi.
 
                        Niech się królestwo stanie nie krzyża, lecz zbawienia.
                        O daj nam, Jezu Panie, Twą Polskę objawienia.
                        O Boże, wielki Boże, Ty nie znasz nas Polaków;
                        Ty nie wiesz, czym być może straż polska u Twych znaków.
 
                        Nie ścierpię już niedoli ani niewolnej nędzy.
                        Sam sięgnę lepszej doli i łeb przygniotę jędzy.
                        Zwyciężę na tej ziemi, z tej ziemi PAŃSTWO wskrzeszę.
                        Synami my Twojemi, błogosław czyn i rzeszę.”
 
   Kochani! Ile takich tekstów w literaturze, różnych autorów, znanych i mniej znanych, głębokich i wzniosłych znajdziemy. Odzyskanie niepodległości i „gęba” użyta do modlitwy: Bóg, Opatrzność, Maryja i ten szczególny patron Polski, który niepodległość Polsce przepowiedział, zjawiając się w różnych objawieniach - Andrzej Bobola.
   W obliczu zagrożeń utratą niepodległości, (bo odzyskać niepodległość to było jedno, a utrzymać ją było bardzo trudno), zagrożeń niestabilnością a nawet wojną domową, Episkopat Polski w 1920 r. zwrócił się do papieża Benedykta XV z prośbą o kanonizację bł. Andrzeja Boboli. Do prośby hierarchów dołączono list Naczelnika Państwa:
  „Ojcze Święty! (…) Wbrew zamiarom naszych wrogów, Ojczyzna nasza zmartwychwstała, co według rachub ludzkich zdawało się prawie niemożliwym. Przypisujemy to dokonanie się aktu sprawiedliwości dziejowej możnemu wstawiennictwu naszych Świętych Patronów, a zwłaszcza bł. Andrzejowi Boboli, w sposób szczególny czczonemu przez naród polski, który w nim położył swoją ufność. Pragniemy mu okazać wdzięczność za Jego opiekę nad Polską i zapewnić ją sobie na przyszłość dla dalszego rozwoju naszego Państwa. Dlatego błagamy Cię, Ojcze Święty, by Wasz Świątobliwość raczył zaliczyć w poczet świętych Błogosławionego Andrzeja Bobolę. Ufamy, że jako patron wyprosi nam u Boga, że Polska w dalszym ciągu będzie przedmurzem chrześcijaństwa.” (Bobola został kanonizowany przez Piusa XI 17. kwietnia 1938 r.)
   Czy można wobec spraw narodowych, choćby najtrudniejszych i odległych, przechodzić obojętnie? Wdzięczność jest ideą dzisiejszego święta, o wiele większą niż potrafimy sobie wyobrazić. To jest twój i mój dowód osobisty, miara naszego człowieczeństwa i tożsamości. Wdzięczność na każdej płaszczyźnie, wobec Opatrzności, wobec ojczyzny, wobec bliskich i rodzin. Wdzięczność to poczucie elementarnej prawdy, którą często w życiu przemilczamy, lub pomijamy, to uczciwość wobec niej. Ona nas tworzy, ubogaca, rozwija, broni przed śmiercią duchową, przed wygaszeniem duszy,( a to zawsze grozi.)
  My mamy dar wolności widzieć i pojmować jako zadanie dla nas. Czy łatwe? Oddajmy głos jeszcze Romanowi Dmowskiemu, który w 1902 r. pisał:
   „Nierzadko spotykamy się ze zdaniem, że nowoczesny Polak powinien jak najmniej być Polakiem. Jedni powiadają, że w dzisiejszym wieku praktycznym trzeba myśleć o sobie, nie o Polsce, u innych Polska zaś ustępuje miejsca - ludzkości. Jestem Polakiem - to słowo w głębszym rozumieniu wiele znaczy. Jestem Polakiem - więc mam obowiązki polskie: są one tym większe, im wyższy przedstawiam typ człowieka.”
   Kochani! Cokolwiek byśmy nie powiedzieli o naszej Ojczyźnie, to nie jest demagogia pod warunkiem, że czujemy i pragniemy czuć szeroko pojętą odpowiedzialność za nią. Chciałbym nam wszystkim, z okazji dzisiejszego święta, dziękując za naszą obecność tutaj, złożyć proste życzenia. Życzę Wam zdolności do wdzięczności: Na co dzień Bogu, na co dzień Ojczyźnie, na co dzień tym, od których pochodzimy, dalszym i bliższym, wdzięczności może nawet przypadkowo spotkanym ludziom, a nawet wdzięczności za samego siebie. Niech to uczucie nas tworzy, buduje, rozwija!
(ks.Marek Tabor)
 
Interaktywna Polska
Webmaster: Jan Czech