Portal - Stary Sącz
polski Piątek - 17 stycznia 2020 Antoniego, Henryki, Mariana     "Gdy traktujemy nasze istnienie jako zadanie, jest ono zawsze do zniesienia" - Marie von Ebner-Eschenbach
Strona główna / Z Grodu Kingi-nr 7-9 (266-268) 2019 r.
Menu
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Rozmowa z ks.Tomaszem Chrupkiem
ŚWIĘTO MIASTA I JEGO PATRONKI
Kalendarium
Starosądeccy stypendyści są ambasadorami miasta
Ludowe obchody święta Matki Boskiej Zielnej i Matki Boskiej Siewnej
Ogłoszenia i Kronika parafialna
Zbiórka datków
Czy sól może zwietrzeć?... - książka ks.Mateusza Florka
XIV Międzynarodowy Plener Malarski w Starym Sączu
41. Starosądecki Festiwal Muzyki Dawnej
Rozmowa z burmistrzem Jackiem Lelkiem
Jeszcze o pożegnaniu ks.Tomasza Chrupka
Pożegnanie ks.Tomasza Chrupka - niezwykła akcja starosądeckiej młodzieży
Czy to nie najtrudniejsza z wszystkich miłości?
ROZMOWA Z KSIĘDZEM PROBOSZCZEM MARKIEM TABOREM
Okładka

.
Rozmowa z ks.Tomaszem Chrupkiem
„Być wszystkim dla wszystkich,
żeby w ogóle ocalić przynajmniej niektórych”
1 Kor 9, 22b-23
 
Przez trzyletnią posługę w głównej mierze poświęcał Ksiądz czas i uwagę młodym. Jakimi metodami posługiwał się Ksiądz, by zachęcić młodzież do życia wiarą?
    - Kiedy dowiedziałem się, że mam posługiwać młodym, to na początku stwierdziłem, że sam absolutnie nie dam rady. Nie widziałem w sobie takich ludzkich predyspozycji do bycia duszpasterzem młodych, dlatego postanowiłem poprosić o pomoc świętych. Pierwszym świętym, który przyszedł mi na myśl to był św.Jan Bosko. Zacząłem więc czytać jego biografię oraz sposoby wychowawcze, które stosował na swoich podopiecznych. Bardzo mi zaimponował, dlatego obrałem go jako swojego patrona w pracy z młodzieżą i od tej pory nie byłem już sam. Święty Jan Bosko opracował tzw. system zapobiegawczy - mało doceniany dzisiaj, który w skrócie polega na: BYCIU Z…
    Im więcej czasu poświęca się młodym, przebywa z nimi, to sprawia, że mają coraz mniej okazji do złego, a więcej do dobrego. Każdy z nas zna to powiedzenie: „lepiej zapobiegać niż leczyć” - to dobre streszczenie tej metody. Św. Jan Bosko nie wyobrażał sobie wychowywania bez relacji, ale właściwie rozumianej. Nie chodziło o „kumplostwo”, ale o ojcostwo. Jeżeli tylko ktoś widzi, że jesteś dla niego ważny, to w tym samym momencie zaczyna cię słuchać. Jeśli ktoś widzi, że o niego walczysz, to zaczynasz dla niego coś znaczyć, jeśli kogoś z góry nie przekreślasz, to budujesz coś, czego innym się nie udało, bo „bycie z…” to nie tylko obecność w radościach, ale w tym, co dla młodzieży jest trudne. Nigdy nie miałem gotowego planu. Siostra Elwira - inicjatorka Cenacolo - wspólnoty, która zajmuje się pracą z młodzieżą o często trudnej przeszłości, powiedziała kiedyś, że jej planem i metodą jest sama młodzież, którą trzeba „czytać”. Oni sami pokazują co jest im najbardziej potrzebne, dlatego trzeba ich „czytać” ze zrozumieniem.
 
Czy zgodzi się więc Ksiądz ze stwierdzeniem, że im więcej inwestujemy w ludzi, tym więcej zyskujemy?
    - Tak to prawda, ale trzeba przyznać, że to niekiedy bardzo boli. Ostatnio przeczytałem takie ładne zdanie: „kto bardzo kocha, wiele cierpi, ale ma i wiele radości. Kto mało kocha, mało cierpi, ale i nie ma wiele radości”. Bardzo odnajduję się w tym stwierdzeniu. Im bardziej o kogoś walczysz, tym stajesz się dla niego ważniejszy, ale i sam wychowanek staje się duchowym synem i córką. To właśnie św.Jan Bosko nazywał miłością wychowawczą. To, co jest piękne, ale i zarazem trudne w pracy z młodzieżą to to, że spotkanie z nimi nie kończy się w momencie szkolnego dzwonka, wyjścia ze szkoły, czy z cotygodniowej grupy młodzieżowej, ale to myślenie i współodczuwanie ich problemów, przeżywanie ich, martwienie się, nawet i bezsenność oraz poszczenie w pewnych intencjach. To „bycie z…” młodzieżą rozciąga się także do myślenia o nich, ich problemach, nawet wtedy, gdy fizycznie ich nie ma obok. Gwarantuję jednak jedną rzecz, że to co trudne, w perspektywie czasu dawało najpiękniejsze efekty, a to dawało siłę i motywację do walki.
 
Czy sprawdza się w tych relacjach zasada, że to co pozwala wzrastać, co podnosi i umacnia, to miłość?
    - Zdecydowanie tak. Miłość daje siłę do poświęcenia, czego największym dowodem jest Ofiara Krzyża. Trzeba mówić młodym, że się ich kocha, ale przede wszystkim trzeba to udowadniać. Św. Jan Bosko mówił, że największą karą dla wychowanka powinno być to, że sprawił przykrość wychowawcy. To jednak musi opierać się na miłości, bo zwykle nie jest nam przykro z powodu osób, które mało dla nas znaczą. Kiedy widzę, że osoba, która ma dla mnie znaczenie cierpi przeze mnie, to zapobiegam, by już nie dopuścić do tego. W ten sposób odbywa się takie „autowychowanie”, bo ktoś stara się coraz bardziej właśnie dlatego, że czuje się kochany.
 
Jakie formy katechetyczne okazały się najskuteczniejsze?
    - Kiedyś przyszła mi na myśl taka refleksja, że z lekcji religii, na które uczęszczałem, w sumie to mało pamiętam, ale za to dobrze pamiętam, jaki był ksiądz w stosunku do nas uczniów. Oczywiście nie nawołuje do tego, by nie nauczać, ale to, co uczy najbardziej, to świadectwo tego, że jest się człowiekiem. Z bardziej praktycznych metod, to na pewno mądre kierowanie dyskusją, dawanie im możliwości i przestrzeni do zadawania pytań, które ich nurtują. Często młodzi boją się pytać, a kiedy uda się to pokonać, to w atmosferze zaufania można na lekcji świetnie przeżyć czas, rozmawiając o tym, co jest dla nich ważne. Jedną z najbardziej owocnych form katechetycznych okazały się lekcyjne przerwy. To tam pojawiało się najwięcej pytań, rozmów o tym, co obecnie przeżywają itd. Na koniec warto przytoczyć jeszcze jedną metodę, którą kiedyś przeczytałem, a która często się przydaje. Mianowicie, że opanowanie jest wtedy, kiedy zamiast głosu, podnosisz brew.
 
Czym dzisiaj można zaimponować młodym?
    - To pytanie powinno być raczej skierowane do nich, ale spróbuję odpowiedzieć. Myślę, że w dzisiejszym czasie młodym najbardziej zaimponujemy autentycznością, tym że się nie udaje kogoś, kim się nie jest. Ich na pewno boli ten rozdźwięk pomiędzy tym, co się im mówi, a jak postępuje i żyje na co dzień. Fałszywość, udawanie i niesłowność to pewne sposoby na utratę szacunku u młodych.
 
Czy wikariat w Starym Sączu zapiszę się na trwałe w sercu Księdza?
    - Nie bez powodu mówi się potocznie wśród księży, że pierwsza parafia to pierwsza miłość, która nigdy nie rdzewieje. Z pewnością mogę się pod tym podpisać! Kto rzeczywiście kocha, nigdy nie zapomina. Proszę więc uwierzyć mi na słowo, że nie zapomnę!
 
Jak Ksiądz przyjął nominację Księdza Biskupa o podjęciu dalszych studiów?
    - Są w życiu kapłańskim takie chwile, które da się zrozumieć tylko przez posłuszeństwo.
To była wielka radość dla mnie, kiedy w Kościele na Mszy Świętej zobaczyłem tylu bliskich mi ludzi, dlatego, że pomyślałem o ogromie modlitwy w mojej intencji i że dzięki temu wszystko się ułoży. Oczywiście bardzo to przeżyłem, nie brakowało wzruszeń, ale ta myśl, że stałeś się dla kogoś ważny, daje siłę do tego, by nie zawieść nadziei u tych, którzy w ciebie wierzą. Jeszcze raz dziękuję wszystkim, którzy pomogli w organizacji tego wydarzenia, zwłaszcza kochanym młodym oraz wspólnocie kapłańskiej. Wszystkim za wszystko: Bóg zapłać!
 
    W każdej rozmowie, w każdym słowie odsłania się osobowość, charakteryzuje się sam człowiek, to kim naprawdę jest i jaki jest, jak postrzega życie i świat. Za to „budujące i piękne odkrycie się” na łamach naszego pisma parafialnego serdecznie dziękujemy. Szczęść Boże Księdzu Tomaszowi w każdym dniu i zamierzeniu.
Zofia Gierczyk
 
Interaktywna Polska
Webmaster: Jan Czech